Blog o bieganiu i życiu codziennym
Blog > Komentarze do wpisu

Piła Tango

W czasach gdy nad Piłą jeszcze latały samoloty, wojewoda Śliwiński kazał pomalować płoty - znacie? Piła Tango, piosenka Grabaża o jego mieście. Z Grabażem mieliśmy parę razy okoliczność, nawet raz grałem przed nim na jednej scenie, on był gwiazdą, ja supportem, biegałem wtedy maraton po 3:19-3:30 nie wierzyłem, że może być lepiej.

O tym wojewodzie Śliwińskim słuchaliśmy z płyty z Dzikim, jak jechaliśmy na bieganie do puszczy. Oczarowało nas. Lubię piosenki, jak reportaże. Zobaczę w sobotę, czy nadal wszystkie płoty w Pile mają kolor zieleni.

Wczoraj zadzwonił Henryk Paskal, dyrektor imprezy, dzięki którego zaproszeniu skusiłem się na to, żeby przejechać 400 km po to, żeby przebiec 21. Normalnie mam zasadę, że na połówkę jeździ się do 210 km, a na maraton do 420 km od domu. I wtedy ostatecznie zrozumiałem, że te bieg się dzieje naprawdę. Że zostały mi teraz już niecałe 72 godziny, mniej niż książkowa superkompensacja do startu, mojego najważniejszego startu w całym roku.

Bieganie jest może drogą, ale ja lubię na tej drodze cele. Cel tegoroczny to życiówka na piątkę, nawet w pewnym sensie się udał, pisałem o tym już. I drugi: życiówka w połówce, w Pile. Tu sprawa jest zbyt poważna, dystans duży, przygotowania srogie, powtórki nie będzie.

We wtorek robiliśmy z bankowcami podbiegi/zbiegi. Trening, który ma siłę z podbiegów przekładać na dynamikę szybkiego zbiegu. Nie oszczędzałem się. Lżej chciałem to zrobić w środę z drugą ekpią, ale też mi nie za bardzo wyszło oszczędzanie.

Godzina prawdy była o 8.30 dziś rano. Podjechałem na stadion na Koncertowej, żeby zrobić szatańskie niepełne zresztą kilometrówki: 10 razy 666 m. Założyłem tempo 3:30 na kilometr i w zasadzie się udawało. Opóźnienie nie przekraczało zwykle jednej sekundy. W Pile powinienem biec po 3:44. Zrobiłem już wszystko co mogłem, żeby tak się stało, teraz mogę tylko czekać w rakiecie na końcowe odliczanie i odlecieć.

Dla niebiegającej większości taka zabawa w cyferki musi wygląda na niezłą schizę. Chciałbym Wam w poniedziałek napisać, że jestem szczęśliwy. W języku cyfrowym zaczynałoby się to od 1:18...

 

czwartek, 01 września 2011, wojciech.staszewski

Komentarze
sfx
2011/09/01 19:53:41
Strachy na Lachy... i do tego to tango...

... w Pilskiej połówce startuje kolega... o którym m.in. w tym tangu jest też mowa (i to dwukrotnie)... u którego z noclegu korzysta inny kolega, który odbiera mi w przeddzień numerek startowy, a właśnie u tego pierwszego (istniejącego w tangu), tuż po porannoniedzielnym wjeździe do Piły ten numerek odbieram :)...
... pogmatwałem :)
-
2011/09/01 20:47:41
Tu Dziki. Szybko z iPhone'a, bo zaraz lecę na normalnego kompa, żeby obejrzeć dzisiejszy trening Jastrzębia. Jastrząb zagaił o tym w SMSie. Pewnie zrobił fenomenalny trening. Tak jak Kołcz czyli John zrobił dziś fenomenalny trening na stadionie. I tak jak Dziki dzisiaj w Puszczy. Zaplanowałem 4 x 1,5 km trochę szybciej niż tempo startowe w Sochaczewie (czyli 4'12 - 4'10, bo tempo na 1:30 wynosi 4'15/km) na niepełnym odpoczynku po 3 minuty. Czyli nieco zachowawcza modyfikacja treningu Johnsona, ale nie chciałem się zarżnąć te 72 godziny przed zawodami. I poszło, tyle że szybciej. I bez zarżnięcia.
1,5 km - tempo 4'00
1,5 km - 3'56
1,5 km - 3'54
1,5 km - 3'52
Poszło! Trzyminutowe truchty dawały szybką regenerację, ich tempo też wzrastało, chociaż o to nie dbałem: od 6'10 do 5'38. Trasa asfaltowa w okolicach Palmir w Puszczy, łagodnie pofaldowana, pierwsze dwa raczej z lekkim wiatrem, dwa ostatnie szybkie odcinki raczej pod lekki zasypiający przed wieczorem wiatr.
To nic więcej już nie zrobię. Ani Jastrząb, ani John, ani Johnson, nikt kto startuje w ten weekend nie zrobi już raczej niczego na podbicie formy. Koniec BPSu. Dziki jest gotów. Dziki
-
2011/09/01 20:51:22
Jeszcze o treningu: dobieg 1 km, zakończenie też 1 km z dziesiecioma odcinkami rytmów po około 50 metrów. Jestem gotów. Dziki
-
2011/09/01 21:51:09
A ja w weekend wybieram się do Burakolandii ...:). Czyli na zawody NW w Złotoryi.
Szumnie nazywane Mistrzostwami Polski..:).Jeszcze nie wiem , bo jestem kaprysny jak przeciętna kobieta..:).Zapisalem sie ale nie zaplacilem. W kazdym razie gdyby co to racja. Nikt do weekendu juz formy nie znajdzie. W czymkolwiek by startowal. W pluciu na odległość , w jeżdzie wierzchem na wielorybie, czy tez powiedzmy już sami sobie dodajcie.W NW nie mialem treningu od czerwca. W tym tygodniu zero aktywności fizycznej. No wypadałoby wrzucić cokolwiek do pieca z etykietką firmową vo2max..:). Stąd jutro pójdę sobie 1km w NW na maksa. Juz nie zrobię tego błędu, jak przed Mistrzostwami Wrocławia, że idę na maksa 3km dwa dni przed zawodami. Pójdę sobie 1km. Będzie pierwsza życiówka i ucieszy się główka...:).
-
2011/09/01 22:26:16
A jastrząb dziś pofrunął! Wczoraj szybka dyszka 4'49. Szybka dyszka??? To co dziś pobiegł Jastrząb? Jak to się nazywa? 4'51! Dyszka w 4'51, przy okazji najpewniej życiówka na 10 km. Na treningu, jak Jastrząb ma w zwyczaju :-)
Wczoraj byłem dumny. Dziś jestem zachwycony! Co to będzie w niedzielę...???!!!...
Tu ten trening (bez pozwolenia autora...):
nikerunning.nike.com/nikeos/p/nikeplus/pl_PL/plus/#//runs/detail/5461687/2044627519/all/allRuns/

SFX - Twój start kontrolny fenomenalny! Następna szybka dyszka :-) Nie marudź, idź na życiówkę, dosyć poleniuchowałeś :-)
-
2011/09/01 23:24:07
Kołcz będzie szczęsliwy
Dziki przeraża i nie wiem na ile pobiegnie
A Jastrząb rządzi!! Twoje 1:45 wygląda na grubo nie doszacowane. Sprawdź to w drugiej połówce i powtórz szybka dychę:) Trzymam kciuki teraz, bo jak pobiegniecie to będę miał zajęte:)
Moje BPS też się kończy sukcesem. Dzis pod kołdrą na maxa - 8h i czuję, że jutro będę zdrowy. Idę do łózka na dalsze masakrowanie wirusa.
-
2011/09/01 23:30:38
Witajcie
dawno nie pisalem,ale sumiennie przepracowalem na treningach ostatnie 4 tygodnie
w niedziele w Pile pierwszy sprawdzian - marzy mi sie zlamanie 1.50
a potem juz ostatni i najwazniejszy tegoroczny cel - pobiec ponizej 4h w Warszawie
ciesze sie ze wielu z Was spotkam w Pile
do zobaczenia!
-
2011/09/01 23:55:46
Oco - miłego maszerowania w Burakolandii, gdziekolwiek to jest... Nie wydziob komuś oka kijaszkiem na finiszu :-) A biegacze wygrywają NW, Ty już raz wygrałeś... Też Marysieńka i SFX.
Tomik - obyśmy wszyscy byli niedoszacowani... Powodzenia!
Tak Johnson, przeraża i mnie ten start... A Dzikiego interesuje złamanie 1:30. Tyle. To prawda.
-
2011/09/02 09:12:53
Wróciłem do biegania po 1,5-miesięcznej przerwie. Musiałem odpocząć fizycznie i psychicznie. Brak radości z biegania, problemy z regularnym wyjściem na trening, przemęczenie - to były objawy, które zakończyły mój sezon startowy. Ale dzięki temu odżyłem i nabrałem znowu potrzebnego dystansu ;-).
Wczoraj wieczorem zrobiłem ok. 9 km w bardzo spokojnym tempie i o dziwo, nie padłem, tętno nie skoczyło bardzo (średnie delikatnie przekroczyło I zakres), a dzisiaj nie było problemu ze wstaniem z łóżka ;-).
-
2011/09/02 09:18:29
Weekend spędzę u znajomych w Pile :-). Wiem, że sporo osób wybiera się na ten półmaraton. Niektórych wyhaczę na liście startowej. Ale fajnie będzie Wam pokibicować i porobić zdjęcia na trasie. Dajcie znać jakie są Wasze numery startowe i na jaki wynik zamierzacie pobiec, to będę starał się Was znaleźć w tłumie.
-
2011/09/02 11:59:01
Przeczytałem ten odcinek bloga przed bieganiem, posłuchałem Piła tango i przez cały trening chodziło mi to po głowie - taki wkręt.
U mnie bieganie super - od wczoraj Julian (czyli ten od "pobodzenia tato") jest przedszkolakiem - więc żyję głównie tym, ale w niedzielę danie dnia czyli 33km BNP... już się boję ;-) Powodzenia w Pile wszystkim! Powtarzam: Dziki 1:27, a Wojtek 1:18 ;-)
-
2011/09/02 13:09:07
-
2011/09/02 14:08:28
Bas ostatnie 5 km przed PIŁA - zrobiłem tzw. MEMORY :))) czyli PAMIĘĆ.... zapamiętywanie że w niedziele sie nie obijamy:)
1 km - 4:49
2 km - 4:27
3 km - 4:29
4 km - 4:26
5 km - 4:20

niestety pogoda w PILE nie bedize dopisywac chyba..:)
-
2011/09/02 16:50:38
Grido
moj numer to 891
-
2011/09/02 18:29:00
Basiasty - pogoda sprzyjająca, a ten wiaterek to w plecy...
Pogłoski jakoby wirus ze mną wygrał są mocno przesadzone. Miał słabe RNA i łatwe do rozpoznania glikoproteiny :) Sprawdziłem pozostałe po walce "siły i środki" (nauczyli mnie tych słów w wojsku) metodą rowerowo-biegową. Oznak osłabienia nie widać a do tego waga trochę spadła, więc może będzie lżej w niedzielę przewalać kilo-Johnsony. Nawadniam się i jem za dwóch więc pewnie odchudzenie do jutra też zniknie
-
2011/09/02 19:25:47
Właśnie. Na icm jest prognozowana tragedia. Wysoka temperatura, wysoka wilgotność, silny wiatr, a chmury zaczną się pojawiać dopiero w końcówce biegu. Chmury, chmury, przyjdźcie rano.
Przy słońcu i gorącu nie ma szans. Ale na to nie mamy wpływu, nie ma co się tym zamartwiać przez dwa dni.
Do wszystkich, których nie rozpoznam (a powinienem): przepraszam. To nie wynika z zadzierania nosa, tylko z fatalnej pamięci. Mam wiele osób w sercu, ale bez odbitego obrazu na siatkówce oka. Podejdźcie plis, ja po biegu będę się starał być z jakimś polskobiegowym emblematem (pewnie na koszulce).
-
2011/09/02 19:47:02
Tu Dziki. Dziki dziś w Jeruzalu, 90 km od Warszawy, ostatnie bieganie przed Sochaczewem. A w Sochaczewie będzie też Wyspio. Oj Kohn czyli Kołczu, lubisz się ścigać to masz. Będziecie się z Wyspiem ścigać korespondencyjnie :-) Chociaż wy w Pile skończycie zanim my zaczniemy, ostry start w Śladowie o 13:00. Wcześniej start honorowy w Sochaczewie, upamiętnienie Bitwy nad Bzurą, orkiestra może dęta,..
To Dziki planował 20 minut rozruchu z rytmami na koniec. Wyszedł krótki, 7 - kilometrowy BNP, bo Dziki upaja się szybkością, kurcze, myślę sobie, że za późno zacząłem dokładać szybkość do treningów. To tak:
2 km - tempo 5'14/km
2 km - 4'28
2 km - 4'14 (sekundę na km szybciej niż tempo startowe na 1:30)
1 km - 3'48 (w tym finiszowe 250 metrów na maksa)
Jutro zwoże rodzinę z bliskiego Podlasia, a potem niedziela... Pa, trzymajcie się wszyscy startujący. I trzymajcie się wszyscy kibicujący. Dziki będzie jednym i drugim w niedzielę. Dziki
-
2011/09/02 20:05:25
Nie narzekajcie na zawody biegackie, pogodę..:).Pisałem już ale powtórzę.
Wyobraźcie sobie ,że biegniecie a w krzakach kryją się sędziowie ubrani w kolorze khaki i dają Wam znaki. Nawet babcia na spacerze to może być sędzina i serce drży..:).
W trakcie biegu inni zawodnicy krytykują styl biegacki. Startujecie w kat.wiekowych co jedna minutę i nie wiecie w czasie biegu właściwie jaka jest Wasza pozycja. A jak już przybiegacie szczęsliwi na metę to Sędzia Główny może Wam pokazać czerwoną kartkę i zdjąć na mecie z trasy...Bo takie są przepisy NW... Dlatego strasznie mi się nie chce jechać do tej Złotoryi na to NW. Przypomnijcie sobie przed biegiem jak to pieknie jest bez sędziów...:). Powodzenia w ten weekend.
-
2011/09/02 21:57:59
Nie miałem zamiary BRYNCZEĆ na pogodę.. bo z tego co wiem to ostatni weekend ciepły... co zapowiada że Wrocławskim Maraton już będzie pogoda miodzik na bieganie i zerwanie tych 2 sekund:). Największe kciuki w weekend trzymam za JOHNSONA, DZIKIEGO, ANTONIEGO(tate Corvusa) aaa jak zostanie to za mnie:)

pozdrawiam
-
2011/09/03 12:24:51
Bas, nie wiem, co w obcym mi języku znaczy brynczeć ;-) Ale myślę, że należy się urealnić ze względu na pogodę. Żegnaj życiówko. Dziki złamie 1:30, bo ma zapas na upał. Pozostali muszą sami wejrzeć w swoje dusze.
Pozdrawiam gorąco ;-)
-
2011/09/03 13:29:31
Wojtek: brynczeć w naszej gwarze znaczy marudzić :-). Do zobaczenia jutro na trasie. Zaraz wyjeżdżam do Piły i chyba dzisiaj zrobię rekonesans, gdzie najlepiej się ustawić. Mam upatrzone jedno miejsce między 10 a 11 km i tam pewnie będę Was dopingował.
-
2011/09/03 13:31:46
Grido.... czy jest szansa na buteleczkę małej wody mineralnej na tym km?
-
2011/09/03 13:45:11
Bas: oczywiście, że jest :-). Zresztą szczegóły omówimy jutro przed startem.
-
2011/09/03 14:52:38
Zayoby niebiegowe rzutują na całe funkcjonowanie, więc się za bardzo nie odzywałem.

Do Piły zabrakło ok. 2 tygodni. Nie jestem jeszcze przygotowany na szybkie bieganie.
Robię co mogę aby w Warszawie dobrze pobiec. Ciężko się wraca po kontuzji.

Całe szczęście, że ten tydzień przyniósł falę optymizmu. W ostatnią sobotę byłem podłamany własną słabością, dziś z kolei powiało radością w biegu/Daegu. Jak u Bolcia.

Nie do końca jest to czas stracony, bo non-stop testuję. Organizm, technikę, buty...się dzieje, ale o tym napiszę za jakiś czas.

Wszystkim startującym połówkowiczom życzę ostrego czadu i pałera jak cholera!
Będą życiówki, to pewne.
Jedynym problemem może być łeder. Łotever, dacie radę, bo zapierredalaliście aż miło w przygotowaniach.
Kibicuję wszystkim bez wyjątku, ale szczególne "czuwanie i baczenie" mam na Dzikiego Łajlda! Tak jak Ci wcześniej napisałem - jeśli się nie przestraszysz to będzie piękny wynik, ale co ważniejsze - piękny bieg...Dasz radę, bo inaczej to Ci te baloniki na MW poprzebijam na starcie!

Trzymam za Was kciuki, więc nie wywalcie mi jutro środkowych po starcie...

Będzie git.
-
2011/09/03 21:08:43
Tu Dziki
Fantastycznie się trenowalo do połówki. Żeby jeszcze nie trzeba było jutro startować, byłoby cudownie :-) Jestem spięty jak spinka, czuję się ciężki i nieruchawy jak podstarzały żółw z Wysp Galapagos.
John czyli Kołcz już w Pile, już po pasta party, wymieniliśmy ostatnie refleksje i zyczenia Dnia Konia przez telefon. Dzień Konia - po to jest cały BPS, żeby wypadł własnie w dniu startu. A na jutro jeszcze jedna niekorzystna prognoza dla biegnących Sochaczew. Oprócz pełnego słońca jeszcze wiatr z południowego wschodu, czyli prosto w twarz peletonu. Będziesz miał wiatr pod narty - powiedział Kołcz czyli John :-) To do jutra, już po. Dziki
-
2011/09/03 21:11:04
Dziękuję Wam. Pobiegnę jak najlepiej potrafię. Dz
-
2011/09/03 22:15:17
Pogoda jutro rzeczywiście nie będzie sprzymierzeńcem, ale po tym co pisaliście wcześniej nie powinna aż tak bardzo przeszkadzać. Najwyżej się trochę opalicie ;) Trzymam kciuki za wszystkich startujących.
Bas coś tu pisał o dobrej pogodzie we Wrocławiu za tydzień, ale prognozy też na razie mało korzystne... dla biegaczy oczywiście :)))

Powodzenia i dawajcie jak najszybciej cynę jak poszło!!!
-
2011/09/03 22:31:12
Jeśli jutro w południe bedzie tak jak dzisiaj to nie poszalejemy w Pile... :)
O nowej zyciowce juz raczej nie marze,ale mam nadzieje ze zachowam troche sił na wesele o 16 w Poznaniu.
Powodzenia dla tych co startują w Sochaczewie,w ubiegłym roku debiutowalem tam na dystansie polmaratonu.
Mam nadzieje ze tych co startują w Pile usciskam przed biegiem.
Mój numer to 891.
-
2011/09/04 11:50:13
Corvus calling...z ósmego kilometra. Biegnie spokojnie z ojcem i nawet na słońce mocno nie narzeka, bo ponoć fajny wiaterek kompensuje.
-
2011/09/04 12:10:26
Dziś w samozaparciu godnym lepszego kija mialem wziac udzial w Mistrzostwach Polski w NW w Zlotoryi. I znow sie nie udalo.W zeszlym roku orgowie dzien przed startem zmienili trase i miejsce startu..Zrezygnowalem. Wczoraj ogladam regulamin i oczom nie wierze. Odbior pakietow startowych od 6-8.30...A ja mam start o 11.30 . Inni na 9 lub 14..Przeciez ci zawodnicy chyba tam kijami z nudow beda sie okladali..:).Pisalem do orgow wczoraj ale brak odzewu.Nie pojade na zawody pocalowac klamke, przepraszam kija..:). W dodatku Zlotoryja..Zapewne dawno temu jakis gosc znalazl zloto ale mu zabrali i dostal w ryja..:). Nie maja doswiadczenia ci orgowie w NW. W Mistrzostwach Wroclawia byla taka zadyma przy odbiorze pakietow startowych,ze nie wiadomo bylo czy zdaze.Nikt nic nie wiedzial. Ta dziewczyna co myslalem ,ze wlasnie rzucila faceta to szybko obslugiwala. Ja niestety trafilem w kolejke z ta zakochana..:) .
Oj ide zaraz poniegac bez kijkow . Kijki sa dobre na zime lod. Nie teraz...
Ale wczesniej zagladne online na Pile. Myslalem ,ze bieg jest kolo 14.
-
2011/09/04 12:34:02
Kołcz dobiegł z czasem: 1:21:54...
-
2011/09/04 13:04:00
Tomik - 1.54.13
-
2011/09/04 16:05:26
BAS SIE OSRAŁ))))))))))))))))))) ALE POZYTYWNIE... jak wypije piwo to napisze dlaczego:)
-
2011/09/04 16:26:17
Fajnie było w Pile
Choć pogoda nie pomogła w zrealizowaniu planów...
Zwłaszcza w drugiej godzinie biegu była konkretna lampa
Zamiast złamania 1.50 jest wiec 1.53.39 czyli wice-zyciowka
Na lepszy wynik zabrakło tym razem sił i motywacji.
Ale i tak jest zadowolenie :)
Wojtek,Zbyszek,Grido fajnie było was spotkać.
Teraz trzeba zacząć zbierać siły na Warszawę
Halo halo jak Sochaczew?
-
2011/09/04 16:48:09
Tomik - najważniejszy dobry nastrój i zabawa :) Miałeś mocny sprawdzian przed Warszawą, szczególnie w takich warunkach.
Ja wybiegłem dziś o siódmej na dwugodzinne wolne sądząc, że ominę klarę, ale grubo się pomyliłem. Dwie godziny człapania, a co dopiero było w Pile o 11 ??
-
2011/09/04 17:21:47
Bas do 7 km nieźle leciał, jednak już czułem że się zesram wiec odpuściłem i poczekałem na Corvusa z Ojcem i potem pobiegłem z nimi. Latałem i było zabawnie, a trening przed Wrocławiem także udany tym momencie. Na 1:29 jestem za słaby, na 1:32 sadze ze też. Ale ogólnie super... jest co trenować:). Ale nie odpuściłem sobie i od 20 km zdjąłem buty i pobiegłem boso:)))).. to jest dopiero naturalne bieganie:)))))))))).

Corvus pięknie Ojca poprowadził...... ale organizacja w PILE FATALNA!!!!!!!!!!! masakra:(((
-
sfx
2011/09/04 18:19:22
tak. szklarnia.
na 1:30 nie było, ale od 3-5k miałem nadzieję po początkowym tempie, że będzie 1:32.
potem zweryfikowałem rezultat w okolicy 15-16k na 1:33.
wyszło finalnie 1:31:49 netto

organizacja w pile... fajna... mnie się ten bieg podoba, ale są pewne przyczyny dlaczego:
1. blisko - 2h samochodem
2. numery startowe zawsze mam odebrane w przeddzień, więc widząc te kolejki - współczuję,
3. z pasta party i przed i po nie korzystam, więc nie przyczynia się to negatywnie do oceny biegu,
4. w końcu bez deszczu :)
5. szerszy start.

jest parę plusów ujemnych, ale przeważają powyższe
-
2011/09/04 19:14:31
... nasz dzisiejszy debiutant w triathlonie - Johnson, żyje i wraca z tarczą;

... moja relacja z Piły zostanie napisana jak ochłonę, bo radość z doprowadzenia Taty miesza się z...., a o tym napiszę później;

spokojnego/spokojnej i relaksacyjnej

-
2011/09/04 20:05:34
Gratulacje dla Wielkiego Mistrza Johnsona!
Gratulacje dla Jastrzębia - chyba jako jedyny zrobił dziś swoje w półmaratonie! Jak to zrobiłeś??? Z takim zapasem?!
Ja wracam na tarczy, a to znaczyTarczyn:
1 km - ustawiam tempo na 4'12, drzewa się w pół kłaniają, chociaż mało tych drzew
2-5 km - pól kilometra z wichurą z boku, potem wszystko wraca do normy, drzewa się kłaniają... Tempo jeszcze do uratowania, pierwsza piątka po 4'17
6-10 km - tempo spada, wysiłek rośnie, myśle o Johnsonie, na rowerze koszmarnie jedzie się pod wiatr
11 km - staję się biegnącym kibicem. Odpuszczam. Strata 1 minuta 15 sekund nie do odrobienia. Nie interesuje mnie życiówka. Interesuje mnie złamanie 1:30. Od tej pory już nie dziś a za tydzień w Tarczynie
11-15 km zwalniam do minimum przyzwoitości, poniżej 5'00, daję się wyprzedzać, ale okazuje się, że też wyprzedzam
16-20 km - wbieg do na przedmieścia Sochaczewa i do Sochaczewa. Teraz czuję upał, bo wiatr się odbija, kręci. Kto powiedział, że trasa jest płaska??
21 km - przyspieszam do 4'05, żeby sobie poprawić samopoczucie. Nie poprawiłem sobie tym samopoczucia.
Piorwsze podejście do połówki tej jesieni skopane. Postanowiłem startować do skutku. Bo szkoda pracy, szkoda treningów dedykowanych pod ten dystans. Co się stało. Mógłbym powiedzieć, że wiatr 7m/sek. Albo upał. Ale nie mam pewności. Te warunki to może wiarygodny pretekst żeby odpuścić. Maraton uczy pokory, a Dzikiego pokory uczy półmaraton. Za tydzień Tarczyn. Na tarczy? To znów za tydzień Łowicz, przelecę wszystkie półmaratony, aż nauczę się je biegać. Sorry. Dziki

-
2011/09/04 20:16:18
DZIKI!!!!!!!!!!!..... sruta... z tym... dasz rade, stary .. tak jak ty to nikt nie zasługuje na łamanie 1:30 ( ostatni taki to był QUE) - nie wspominam o WYSPIO czy PICT bo oni to motorki w doopie mają:), Dziki ...KO@#@!A będzie GIT.

JOHNSON - mój trenerze...:)))))))))) VIVAT!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-
2011/09/04 20:40:42
Ja będę zwalał i na wiatr i na upał i na debiut! W Sochaczewie poszło mocno słabo - 02:13:07. Dobrze szło do 12 kilometra i zapowiadało się ciut poniżej 2h, potem lekkie zwolnienie do tempa ok. 5:50/km ale jeszcze nie było tragedii. Siadłem na 18. Dreszcze i totalny odpływ sił. Ostatnie 3 km jakimś pokracznym Galloway'em;-) zrobiłem i dopiero ostatnie 500-600 metrów udało mi się jako tako przebiec, byłem 33. od końca.
Debiut ukończony, ale niedosyt duży. Szkoda, że start nie był o 9, może byśmy się tak nie zagotowali...
-
2011/09/04 21:30:31
nie ma się co tak przejmować tymi czasami, przyjdą lepsze jak się tylko ochłodzi...jestem pełen podziwu, że daliście radę w tym skwarze pokonać swoje połówki, bo ja dziś ledwo, ledwo 5 km, a już za tydzień... 42, jastrzębiu ile nabiegałeś?
marsz
-
2011/09/04 21:46:05
To nie pogoda na bicie rekordów... podziwiam Was startujących w ten weekend, bo znowu było za gorąco. Wczoraj wyszłam o 9.00 rano na dłuższe wybieganie i wytrzymałam 17 km, ale rzeczywiście "ugotowana" wróciłam... dzisiaj też wyszłam o 9.00 i dałam radę przebiec 12 km, ale biegnąc wczoraj i dzisiaj zdawałam sobie sprawę, że biorąc udział w zawodach przy tym upale, to cieszyłabym się z samego ukończenia biegu. Mam nadzieję, że za tydzień we Wrocławiu będzie chłodniej, choć według prognoz ma być słonecznie i jednak powyżej 20 stopni... dla mnie za ciepło.
-
2011/09/04 21:52:13
biegofanka - nie mów mi o takiej pogodzie!!!!!!!!!!!!!!!! na WROCEK
-
2011/09/04 21:53:29
Biegofanko i Bas: Nie ma się co martwić na zapas. Najwyżej wrócimy do domów opaleni :)))
-
2011/09/04 21:58:06
Marsz, miało być 1:45 a wyszło 1:43:34 :-) Wasz fruwający jastrząb
-
2011/09/04 22:02:36
Biega_czu - w zeszłym roku we Wrocławiu rzeczywiście się opaliłam... jak sobie przypomnę wiadukty w tym słońcu... wolałabym jednak mieć chłodniej w tym roku;)
-
2011/09/04 22:04:12
Jastrzębiu - Tobie upał widać, w ogóle nie przeszkodził, gratuluję!:))
-
2011/09/04 22:09:26
Jastrząb- gratulacje!!!!!!!!!
-
2011/09/04 22:10:54
Spoko, cytuję "poniedziałek ostatnim dniem upałów", więc pełen luuuz - ja dziś przez ten gorąc biegłem od 6:15 do 8:50 - 33km BNP, doszedłem do 4:07 - jestem prawie gotowy, żeby atakować 2:59 w Warszawie ;-)
-
2011/09/05 01:19:16
Jastrzab - Mistrz! :)
-
2011/09/05 09:12:35
Dzięki wszystkim za miłe słowa i gratulacje.
Było tak:
- pierwsze kilometry, czuję moc i zastanawiam się czy nie zmienić celu na 1:40,
- .... biegnę i nie wiem na ile bo mój nowy kolega TomTom/N+ zgubił część dystansu,
- 11km, zaczyna się coś psuć w głowie, kombinuję jak by tu biec żeby się tak q nie męczyć, zawalniam,
- 12km odblokowałem się, wracam do tempa poniżej 5,
- ...teraz naprawdę ostro pędzę, ktoś zostawił dużą niedopitą butelkę wody i robię sobie z niej prysznic, wraca świeżość
- 17km zaczynają się pagórki, ale co mi tam, po wydmach kampinoskich to pikuś,
- wyprzedzam, wyprzedzam, wyprzedzam... i to mnie nakręca,
- 19km chyba przesadziłem z tym wyprzedzaniem, zaczynam znowu za dużo myśleć "a może by przejść na chwilę do marszu?" i takie tam,
- 20km biegnę resztką sił i zaczynam krzyczeć, co drugi krok okrzyk, pomaga
- wbiegam na stadion, nie mam sił na finisz, 1:43:34!!!!,
- spiker wyczytuje mój numer startowy oraz imię i nazwisko, podnoszę rękę w geście zwycięstwa, tak jestem sportowcem!!!:)
Wasz Tańczący Jastrząb
-
2011/09/05 11:35:24
Tomik: Ciebie również miło było poznać w realu :-).
No i jeszcze spotkałem organizatora Nocnej Ściemy, czyli sfx :-). Na 11 km stanąłem i dopingowałem wszystkich, których udało mi się wypatrzyć: najpierw przemknął Przemek Walewski, później Wojtek (na moje: Brawo Wojtek, dajesz rzucił tylko: Spróbuję), widziałem jeszcze Gosię Sobańską, Marysię. Sfx mi jakoś umknął. No i czekałem na Basa (umówiliśmy się, że podam mu butelkę izotonika). Miał się tam zjawić ok. 50 minuty biegu, a tym czasem przemknęły baloniki na 1:30, 1:40, 1:50, 2:00, a Basa nie ma. Może go przeoczyłem? Zapadła decyzja: lecę na metę. A tu nagle z tyłu Bas :-). Pogoda go "zjadła". Po drodze przemknęli jeszcze Corvus z tatą i Bas poleciał za nimi.
Na mecie widziałem jeszcze wbiegającego Tomika, bosonogiego Basa, Corvusa z tatą i doczekaliśmy na panią Marię Pańczak, która przybiegła ostatnia, ale za to zmieściła się w 3h i dostała duże brawa.
-
2011/09/05 11:49:33
Johnson: gratulacje za ukończony triathlon. Wiem, że chciałeś zrobić wynik poniżej 6h, ale i tak dla mnie jesteś WIELKI (ostateczny czas to 6:41:03). Napisz więcej jak było. Pewnie większość z nas z niecierpliwością czeka na Twoją relację.
-
2011/09/05 14:15:51
Witam wszystkich po długich wakacjach, jeszcze prania nie zrobiłem a tu już w piątek jadę na bieg 7 dolin, czy ktoś się wybiera tam? może jakieś rady, wskazówki dla mnie.
-
2011/09/05 15:08:56
Dzięki za kibicowanie i gratulacje! Relacja oczywiście będzie:) Na razie się wyspałem i pokazałem w pracy. Teraz do domu na kolejne jedzonko, bo ubyło mi 3 kilo i chyba nie chodzi tu tylko o wodę...

Bury juz poinformowany o B7D

A Jastrząb teraz tańczy!!!!!
-
2011/09/05 16:26:46
Johnson gratulacje. Cieszę się z Twojego startu jak z własnego:)
Czyżby Johnsonowi zniknął ten nieusuawalny, ledwie widoczny wałeczek z brzuszka?:)
TJ
-
2011/09/05 19:39:00
Jonhson wielkie dzięki za szczegółowe informacje.
-
2011/09/05 20:46:58
Tu Dziki.
Johnson - czekam na Twoje subiektywne sprawozdanie.
A Dziki dziś poszedł do Puszczy na swój ukochany i ostatnio zakazany trening BZNND (Bieg Zupełnie Nic Nie Dający). Czyli BNP jak w duszy gra na 17 kilometrach objętości. Nic się nie zmieniło, jest swobodne bieganie, komfortowe tempo takie jak wcześniej, aparat ruchowy nienaruszony, duchowy za to nadszarpnięty... Zapłaciłem za Tarczyn (start w półmaratonie w najbliższą niedzielę) i zapisałem się na półmaraton w Łowiczu, który odbędzie się za 2 tygodnie. Wyczaiłem też następne jesienne połówki. Będzie do skutku...
To dziś 17 km BNP:
5 km - tempo 5'18/km
5 km - 4'58
5 km - 4'46
2 km - 4'24
Myślę, że poza wiatrem i duchotą, wczoraj byłem jeszcze pod wpływem kwasu. Z kilku mocnych treningów po kolei - średnie tempo w tygodniu przed połówką doszło do 4'21/km - 4 treningi o objętości koło 45 km. Tak myśli Dzikiego głowa, żeby odwrócić podejrzenia od siebie :-) Dziki
-
2011/09/05 22:43:04
Tak, mam certyfikat, że jestem w połowie zrobiony z żelaza:) Niestety, drugie 50% ewidentnie składa się z czegoś obrzydliwie miękkiego... Dodatkowo podmiękłem na kilka dni przed startem, bo złapałem wirusa, którego wprawdzie bezlitośnie wygniotłem pod kołdrą w środę i w czwartek, ale spory kęs mojej kondycji ujadł, bo jak wytłumaczyć spadek wagi o 1.5 kg w dwa dni? Jastrząb widział mój kilogramowy wałeczek, którego nijak nie mogłem zrzucić przez to lato, a tu taki sukces:)
W niedzielę bogowie nasłali upał na nasze niepokorne głowy. Oczywiście, ci którzy hołdują najsilnieszemu z bogów - bogowi lenistwa, zyskali potwierdzenie dla swojej wiary i pewnie się z nas podśmiewali widząc pobojowisko na trasach biegowych. Zapewniam Was jednak, że widziałem w Borównie wielu wspaniałych herosów o karkach nie przygiętych podjętym wysiłkiem. Nie każdy był potężnej postury, a do tego wielu z nich było kobietami! Sylwetka triatlonisty jest dla mnie ideałem proporcji ciała sportowca. To czego karykaturą jest strój futbolu amerykańskiego, oni osiągają własnym talentem, do tego bez boskiego rodowodu. Mijaliśmy się wielokrotnie na etapie biegowym, który w triatlonie przypada w trzeciej kolejności, gdy zawodnik jest już "po przejściach". W ten sposób trudności konkurencji rosną w sposób wykładniczy...
-
2011/09/05 22:58:59
Trasa biegu była wyzwaniem termicznym i psychicznym. Biegła pofałdowanym asfaltem w otwartym polu i miała długość... 2.63km. Prawdziwi Ironmani musieli ją pokonać w 16 syzyfowych nawrotach, bez nadziei na jakąkolwiek zmianę, która odwróciłaby uwagę od wysiłku, gdyby dopadł ich kryzys. Wielu z nich wydawało się to nie przeszkadzać, jednak pozostałym sił ubywało w widocznym tempie, co rejestrowałem przy kolejnych spotkaniach. Każdy z nas otrzymywał na końcu pętli kolorową gumkę na rękę, żeby dla niego i sędziów nie było wątpliwości gdzie przebywał przez te ostatnie godziny...
-
2011/09/05 23:01:32
Jeszcze! Johnson, nadawaj!
John się leni i nie pisze, Johnson się nie leni :-)
-
2011/09/05 23:16:01
Pierwsze 4km po zejściu z roweru przebiegłem zgodnie z planem ale od tego momentu zaczęły się kłopoty. 30 stopni dla żelaza to nic takiego, ale połowa mnie jest papkowata i zaczęła w końcu skwierczeć, skręcać się, aż wreszcie nawet bulgotać przestała... Gdy po 10 km ponownie znalazłem się w okolicach mety, gdzie czekała na mnie moja żona z synami, czułem że jestem ugotowany. Znałem ten stan z Maratonu Gór Stołowych i liczyłem na to, że tak jak wtedy polewanie głowy wodą przywróci mi siły. Udarowi cieplnemu do tej pory nie nauczyłem się przeciwdziałać, a towarzyszył temu, fatalny w takich okolicznościach, jadłowstręt. Dziś poznałem patent od doświadczonego triatlonisty: przed upalnym startem musująca aspiryna, która rozrzedza krew, a podczas biegu, a nawet jak kogoś trzeba cucić, to najłagodniej wchodzą banany, które dodatkowo są źródłem potasu. Muszę tego spróbować, ale trzeba by doprowadzić się do odpowiedniego stanu:) Wczoraj rodzina reanimowała mnie polewając kark wodą z zakupionych butelek wody mineralnej. Tkwiłem 7 minut w cieniu pod płotem wymuszając palcami wymioty, żeby potem poratować się guraną. Wychodziła ze mnie sama woda, a guarana nie wiem czy pomogła. Żywności nadal nie mogłem tknąć, nawet odgazowana cola wywołała mdłości, zatem do końca przyjmowałem już tylko wodę. Szkoda, że nie spróbowałem bananów. Po biegu wiedziałem, że muszę coś w siebie natychmiast wepchnąć, nawet czekolada mnie odepchnęła i właśnie delikatnie skubany banan spowodował, że żołądek odbulgotał się z powrotem na prawą stronę.
-
2011/09/05 23:31:29
W moich założeniach przedstartowych byłem raczej pewny, że pływanie i rower zmieszczę w 4 godzinach i dokładnie tak to się udało zrealizować. Uznałem w swojej ignorancji, że w 2h półmaraton uda się przetruchtać. Pomyliłem się o 41 minut, w triatlonie bieg jest jednak inny... Porównując te ostatnie 11km do tej samej długości końcówki Maratonu Gór Stołowych, na którą ruszyłem po podobnym kryzysie cieplnym, to stwierdzam, że wczoraj było wyraźnie trudniej, nie licząc oczywiście słynnych schodów na Szczeliniec:) Ostatnie 8km po prostu odpuściłem i je przemaszerowałem. Nie mogłem zdobyć się nawet na powolny trucht, bo zaczęła mnie solidnie pobolewać prawa nerka, a każde mocniejsze uderzenie nogą doprowadzało organizm do paniki na granicy skurczu. Wolałem nie ryzykować.
-
2011/09/05 23:46:42
Tak, tym razem to flaczki zawiodły, bowiem mięśnie nie ucierpiały w proporcji odpowiadającej tak długiemu wysiłkowi. Dzisiaj chodzę jakby zawody odbyły się tydzień temu. Być może nogi rozmasowałem tym długim marszem, ale ja wolę uważać, że to w nich ulokowało się to 50% żelaza:) Nie mniej jednak dzisiaj rano brakowało mi sporo z moich standartowych 67kg, bo ważyłem 64... ale wracam do normy, po solidnym objedzeniu dochodzę na 23.30 do 65.5kg:) Tyle o nieprzyjemnościach, a teraz o pływaniu i rowerze, które są radością triatlety. A przede wszystkim o nowej sportowej przyjaźni z Jankiem... Polcynem:)
-
2011/09/05 23:51:02
Czytam trzy razy każdą linijkę.
-
2011/09/06 00:23:32
Janka zauważyłem na listach startowych już ze dwa lata temu, bo nie dość, że to samo nazwisko, to jeszcze dokładnie ten sam rocznik:) Dopóki nie zaglądnąłem tej wiosny na wyniki polskich zawodów triatlonowych, to nie wiedziałem, że to jest jego główną pasją. Połówek IM zaliczył już pięć! Odezwał się do mnie przez MaratonyPolskie i umówiliśmy się na spotkanie w Borównie. Poczułem komfort psychiczny, bowiem znalazłem kogoś kto pomoże mi się nie zgubić! Musicie wiedzieć, że takie zawody wyglądają na strasznie skomplikowane jak na mnie mnóstwo technicznych szczegółów sprzętowych, logistyka przebierania się, odżywianie, taktyka i przepisy na trasie. To zupełnie nie moje melodie. Janek okazał się przemiłym facetem i wcale nie typem znudzonego sukcesami zawodowymi menedżera, który szpanuje żelaznym ciałem i wypasionym sprzętem, żeby ostatecznie pognębić męską, pożal się Boże, resztę świata. Takich właśnie nienasyconych samców alfa polskiego biznesu nie miałem ochoty spotykać na swoich ścieżkach, a artykuł Wojtka z wrześniowego Biegania przekonuje, że to właśnie oni zasilają teraz szeregi szybko rosnącej frekwencji zawodów triatlonowych. Było trochę kosmicznych rowerów ale miałem napisać o Janku. Spotkanie ułatwił nam fakt, że orgowie pomylili nasze pakiety startowe i Janek czekał na mnie w biurze na wymianę. Wymieniliśmy przy tej okazji dwie godziny słów na rozmaite życiowe tematy:) Wypytałem go o wszystkie triatlonowe szczegóły, naśmialiśmy się z jego i moich przygód z innymi Władysławami Polcynami, z których jeden jest jego bratem i okazało się, że spotkaliśmy się przed laty na konferencji naukowej, bo Janek jest również skażony doktoratem.
W dniu zawodów działaliśmy niemal synchronicznie. Gdy wpadałem do boksu, to za każdym razem znajdowałem tam Janka, który miał miejsce dla swojego roweru metr od mojego... Na części biegowej wyprzedził mnie jednak o ponad 20 minut, czego nie miałem mu oczywiście za złe. Czekał na mnie na mecie, a gdy podniosłem się już z trawy poczęstowaliśmy się serią żółwików.
-
2011/09/06 00:42:09
Wczorajsze zawody rozpoczęły się równie radośnie, czego w ogóle się nie spodziewałem, przewracając się z boku na bok w sobotnią noc. Bałem się tej otwartej wody, nie czułem się pewnie po walce z wirusem, a głupio być łowionym na bosak. Pół godziny przed startem miałem stres techniczny, bo zawiesił mi się garmin. Przycisk wdusił się do środka i zegarek zupełnie stanął na 10.33. Na pomoc podążyła Asia wyjmując z kosmetyczki obcążki do paznokci, z których pomocą udało się guzik wyciągnąć i zresetować garmina. Nie było czasu na inne stresy i zdążyłem się tylko przebrać w piankę i pobiec nad jezioro. O właśnie, pianka powinna kosztować od 800 do 2000zł, jak twierdzą poważni triatloniści. No dobrze, ale dla wyczynu. Mnie kosztowała 234zł w sklepie na D. i zapewniam, że dla moich celów jest wręcz komfortowa. To była moja jedyna inwestycja, otwierająca mi świat ekskluzywnego sportu. Rower pożyczył nieoceniony Adam, nie zaparowujące okulary podarował 90 letni wujek sportowiec, a super czapeczkę Salomona szwagier.
-
2011/09/06 01:05:58
Poczekałem gdy wszyscy rzucą się do wody i wszedłem jako ostatni. Po kilku chwilach wypełniła mnie radość. Okularki trzymały świetnie, widziałem nad sobą błękitne niebo i przezroczystą, zielonkawą toń jeziora, a pianka oferowała taką wyporność, że swobodnie mogłem unosić głowę, żeby nawigować do boi 300m dalej. Przed sobą i wokół mnie widziałem stado 200 sztuk podobnych do mnie delfinów, które założyły z okazji tego święta zabawne pomarańczowe czepki i młóciły radośnie wodę. Po 950m należało wyjść na plażę, obiec beczkę i powtórzyć zabawę w jeziorze. Asia woła do mnie, że pierwsze kółko zrobiłem w 23 minuty. Po drugim powrocie wręcz nie chce mi się wychodzić z wody, chciałbym przedłużyć ten stan. Myślę sobie, że pierwszemu etapowi pełnego IronMana (3.8km) dałbym radę. Okazuje się, że popłynąłem 2min szybciej niż na basenie i zrobiłem życiówkę 47:35, a wcale mocno się nie wysilałem. Na plaży walę dużym palcem w korzeń i przypominam sobie o następnych zadaniach.
-
2011/09/06 01:34:12
Do boksu jakieś 100m dobiegu, ściągam po drodze piankę i jak na nowicjusza przystało marnuję 7 minut na przebieraniu się w skarpety kompresyjne i resztę sprzętu. Dla porównania czas najlepszych to 2-3minuty. Janek wybiega z boksu i spotkamy się za 3 godziny. Trasa rowerowa miała ze cztery dłuższe podjazdy, z czego jeden po bardzo gładkim asfalcie. Na takiej nawierzchni nawet pod górę miałem tempo powyżej zakładanych 30km/h. Gorzej gdy pojawiały się ziarnistości i wiatr to mocno spowalniało jazdę. Były też trzy ciasne zakręty i jedna akrobatyczna nawrotka. Wszystko to pomnożone przez trzy, bo tyle było pętli. Na każdej wciągnąłem jeden żel i wypiłem po bidonie, pamiętając o poradzie, żeby 15km przed zejściem z roweru już przestać konsumować, żeby podczas biegu brzuch nie bulgotał po przeponie... Na ostatnich 15km już mocno bolą mnie plecy, bo nie mam specjalnej triatlonowej lemondki i wciąż zaciskam ręce nisko na kierownicy. Do tego organizm przestawił się na metabolizm tłuszczowy, co rozpoznaję po przyspieszonym oddechu. Znaczy się, zapasy glikogenu się skończyły. W efekcie tracę 3 minuty do 3h planu. Z boksu na trasę biegową wybiegam jednak dokładnie po 4h, tak jak to sobie wyobrażałem. Potem było już inaczej...

W niedzielę wieczorem wykonałem swój najgłupszy monolog do lustra. Każdy ma jakiś najlepszy w rankingu, a mój wyglądał tak. Myję zęby, po czym wywalam jęzor do lustra, żeby zobaczyć czy wciąż jest biały po wtorkowo-piątkowej grypie. Teraz monolog: "Noo, chyba już jestem zdrowy!". Piękne prawda? Tak psuje się mózg od nałogowego wysilania oragnizmu...

O mnie


Kim jestem? 25 temu pod koniec studiów zostałem dziennikarzem, pracuję teraz w 'Newsweeku'. Przez ponad 20 lat byłem dziennikarzem 'Gazety Wyborczej' w tym reporterem 'Dużego Formatu'. W 'Gazecie' współtworzyłem z Piotrem Pacewiczem akcję Polska Biega.
Bo jestem maratończykiem-amatorem. Pierwszy maraton przebiegłem w 1996 roku, teraz mam ich na koncie ponad 50, czyli już więcej niż lat. Żeby nie pisać bzdur na temat treningu, zrobiłem też kurs instruktora, a potem trenera lekkoatletyki.
Do tego jestem normalnym facetem. Mam rodzinę - Moją Sportową Żonę i córkę w klasie tenisowej. Mam dwójkę dorosłych już dzieci - córkę studentkę i syna fotografa (Jaś umarł w 2013 roku, ale w sercu go mam). Mam znajomych i przyjaciół - takich z którymi biegam i z którymi nie biegam.
Jem, śpię, zarabiam pieniądze, oglądam mecze w TV, wieczorami grywam na pianinie, od czasu do czasu w ping ponga, tenisa, badmintona, siatkówkę, jeżdżę na rowerze, na nartach i pływam żabką (ale to słabo - za słabo, żeby myśleć o triathlonie). Robię normalne rzeczy.
W tym blogu chcę pokazywać jak normalne życie plecie się z biegowym.

Kancelaria Sportowa




Polecam