Blog o bieganiu i życiu codziennym
Blog > Komentarze do wpisu

Pitagoras z Chomiczówki

4:38 i pozamiatane. 4 minuty i 38 sekund na pierwszym kilometrze, bo się zagadałem przed startem z Alą, Zbyszkiem, Wojtkiem (ubezpieczeniowcy) i Tomikiem (podopieczny) w środku tysięcznego tłumu. To się w głowie nie mieści, tysięczny tłum na starcie Biegu Chomiczówki. Jestem już taki stary, że pamiętam, kiedy startowało tam najwyżej 150 maniaków.

Kiedy tysięczny tłum dreptał wzdłuż bramy cmentarza mój Garmin pokazywał tempo z moich długich wybiegań - 6:22. Serio, w piątek robiłem trzygodzinne bieganie, przeleciałem Las Kabacki, zapędziłem się do Konstancina, odremontowali park, zrobili spacerową aleję fragmentami z kostką, ładnie. Akurat tam kończył mi się Drwal na mp3, Witkowski w najlepszej formie, luj, co go narrator zapoznał na przystanku w gorszej, bo pobity i sponiewierany po lujowsku, ale mu narrator nakupuje: i bluzę z kapturem, i piwska do woli, i kart do telefonu do syta. Ja w gorszej formie, bo to 6:22 na długim wybieganiu to na serio. Nie, żeby mnie tętno ograniczało, raczej musiałem walczyć, żeby za bardzo nie spadło. Ale mocy do biegu z tętnem 150 i w przyzwoitszym tempie nie mogłem w sobie znaleźć.

Skręciliśmy w Conrada, stamtąd w lewo w osiedle tłum się na tyle rozrzedził, że dało się slalomować, ale czas pierwszego kilometra wyszedł 4:38. A powinien 4:00, bo moim celem było złamanie godziny. Nie życiówka, bo rekord to ja mam tu poniżej 58 minut w sezonie, w którym nie zrobiłem żadnego roztrenowania jesiennego. Od kilku lat robię, bo wierzę bardziej w sinusoidę niż płaski wykres jak u nieboszczyka.

Doganiam bankowców Jarka, Przemka i Mirka, biegną na złamanie 1:10, zrobią to z okładem. Znów chwilę gadamy, potem gonię samego siebie, ale drugi kilometr w 4:07. Rozkręcam się powoli, łapię 2-3-sekundowe opóźnienia i dopiero szósty przebiegam w równe 4:00. Mijam tabuny ludzi, z piećsetnej gdzieś tak pozycji na starcie przebijam się do osiemdziesiątej którejś na mecie. Od dziewiątego próbuję walczyć, ale udaje się tylko 3:54.

Kończę z 46 sekundami opóźnienia. 1:00:46. Nie ma dramatu, są nawet powody do zadowolenia, bo druga połówka była z pewnością szybsza. Przyjemnie było tak wyprzedzać, jak husarz. Ale jednak moja forma to dramat. Dramat, który przeżywam w podobnym wydaniu dwa razy do roku, ten dołek sinusoidy, po którym przyjdzie górka. Patrzę na to trochę jak widz, naprawdę nie wiem, jakim cudem w kwietniu będę w stanie biec 42 kilometry w szybszym tempie niż teraz zrobiłem 15.

Staję przy trasie owinięty w dwie folie NRC - jedną dawali na mecie, a drugą wziąłem ze sobą i schowałem w słupku przydrożnym koło mety. A tam już stoi Jarek (maraton 3:33), zrobił 1:07, Przemka przeoczyłem, bo wbiegł tuż za Jarkiem, chociaż rok temu nawet nie myślał o bieganiu. Zaraz za Przemkiem Mirek, który podszedł do sprawy treningowo. Potem Zbyszek (1:14), tuż za nim Tomik oraz Chłopaś. Dalej Wojtek i Ala ok. 1:20. Ale na nich już nie czekam, zabieram się z Joasią (podopieczna, jeszcze z obozu w Rabce), która sama siebie zadziwia wynikiem 1:17.

Nie spotykam Maćka, naszego trenera prowadzącego grupę mediową. Przed biegiem podpisaliśmy jedną formalność i Maciek zapowiedział, że będzie łamał 55 minut.

m

Maciek w zielonej, warszawiackiej koszulce (fot. Dorota Świderska, maratonczyk.pl). Złamie 54 minuty!

Te liczby to nasze wizytówki. Każdy człowiek ma Pesel, numer telefonu i dowodu osobistego. Prowadzący działalność gospodarczą mają jeszcze NIP i Regon. A biegacze mają jeszcze życiówki i bieżące wyniki. Emocje i marzenia wyrażamy liczbami, jak u Pitagorasa.

poniedziałek, 16 stycznia 2012, wojciech.staszewski

Polecane wpisy

  • Do zobaczenia w nowych stronach :-)

    Słuchajcie! Ważne ogłoszenie. W życiu każdej Kancelarii przychodzi taki moment, że się zmienia na lepsze. Kancelaria Sportowa Staszewscy nazywa się teraz KS Sta

  • Na początku był Rzeźnik...

    Już na początku pierwszej kadencji rządów PiS rozpoczął się atak na biegaczy. W maju 2016 roku odbyła się tzw. Pierwsza Batalia o Rzeźnika. Władze Bieszczadzkie

  • WWW 20.16

    Wiosenna Wyprawa Wujów - WWW - zmasakrowała mnie energetycznie jak maraton. Jechaliśmy już czwarty rok z rzędu w gronie tzw. wujów, który to termin powstał na p

Komentarze
sfx
2012/01/16 22:34:18
na maratonypolskie.pl rozpoczęło sie już głosowanie na medale.
oczywiście namawiam na wspieranie Nocnego Ściemniania...
tu link do medali: www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=6&action=18&code=43

tu z kolei kolejny materiał (zapowiadany, z własnego archiwum) dot. Nocnej Ściemy 2011...
www.youtube.com/watch?v=sud2sYnbNqs&context=C3b39bb5ADOEgsToPDskK3Kr-0Ry5lEKrmfXB0sYV1
-
2012/01/16 23:44:37
Rewelacyjnie SFX!!!! Gratulacje raz jeszcze!!!
-
2012/01/16 23:51:19
Kawoman
Rozgladalem sie za toba na mecie stojac z wojtkiem
Ale niestety - przegapilem
Szkoda bo zawiozlbym cie na centralny
Nastepnym razem jak bedziesz sie wybieral do warszawy to dawaj znac.
Umowimy sie.
-
2012/01/17 10:37:40
Tomik- dzięki, dzięki -skorzystam.Wojtek kojarzę twoją podopieczną Joasię- niebieska koszulka z jej imieniem na plecach.Biegliśmy cały czas koło siebie, potem pociągnął mnie Tomik a na ostatnim km opędziła mnie Joasia.
-
2012/01/17 16:39:33
Pitagoras był znanym seksuologiem. Mocnym w trójkątach.:). Z kolei w literaturze w liczbach był mocny Verne. 20 tysięcy mil podwodnej żeglugi , w 80 dni dookoła świata.Właśnie dziwię się , że Dziki nie zrobił akcji w 80 dni bez garmina dookoła Puszczy, a tylko jakies 65..:).. Niestety nie testuję go. Zapalenie ucha chyba. Jak tu biegać jak nie można wsłuchać się w organizm?..:)..Ale nadrobię, choć termin się skraca. Puszczam w świat też info dla potencjalnych wielbicielek. Można mówić słodkie słówka tylko na prawe ucho. Jak na lewe to głośno i rymowane..:).Szepczę Ci na lewe ucho. By nie było w nim Ci sucho. Wnet kieliszek whiskey wleję I adios, już stąd wieję. Ale to tylko był był przykład. Można cieplej.:).
Zrobiłem ledwo co pudło w życiu. Nie jako zawodnik. Jako kibic.Na srebrny medal. Nie na sportowo ale opiszę to niedługo na sportowo na moim blogu.Porównania są zamiast OWB1 to np. MRSA, CRP, OB
-
sfx
2012/01/17 17:35:24
a dusigrosze dziś odpłaceni :)
(szczegóły może ujawnić ktoś inny)
-
2012/01/17 21:14:21
Tu Dziki
Tomik - gratuluję wyniku, no i witaj w grupie 1:45 na Półmaratonie Warszawskim. Będzie też biegł w grupie Dzikiego Rafał, biegający przewodnik po prawdziwej Warszawie. I zawodnicy, których trenuje John, czyli Kołcz. John podsyła Dzikiemu zawodników, Dziki Johnowi, biegowy barter :-) A 1:45 to czas zacny, spodziewam się dużej grupy biegaczy, którzy zechcą zmierzyć się z tempem 5'00/km A Dziki podstępnie namówiony przez Johna pobiegnie na życiówkę w półmaratonie tydzień po Warszawie. W Pabianicach...
- Ty, Dziki, kiedy jakiś start? - spytał John na ping pongu.
- No w Warszawie, nie zauważyłeß, że Dziki przeszedł na zawodowstwo...? - odpowiedział Dziki, ale już wiedziałem, co Kołcz będzie dalej perorował.
- Taaa. A kiedy coś pobiegniesz? - John wie, jak wkurzyć Dzikiego.
Dziki udał, że się obraził.
- Wiesz Dziki, jest taki dziki półmaraton w Pabianicach, w Pabianicach, dziki, mówię ci, Dziki... - oto autorska metoda specyficznego motywowania, indywidualne podejście do zasodnika, inaczej zwane manipulacją :-)
- Dziki? W Pabianicach? Bardzo dziki? Bardzo dziki w bardzo dzikich Pabianicach? To biegnę, jasne... - zanim się Dziki skoncentrował, już to powiedział.
To jest cel wiosenny. Dawno nie miałem celu wiosennego, od skopanego maratonu w Dębnie 2009 - miało być wtedy 3:15, było 3:23. Lubię to.
A Dziki dziś nic ciekawego, poza pasjonującym maczem w ping ponga z Johnem. Dziewięćdziesiąt sześć minut nad Wisłą z zahaczką o Las Bielański.
Za to wczoraj zawieruszyłem się po ciemku w Puszczy, mierzył do mnie leśnik ze sztucerem w regulaminowej czapce na głowie, miałem już w nogach swoje 120 minut, nie wiedziałem, gdzie jestem, raczej wiedziałem gdzie mniej więcej, ale straciłem wewnętrznym kompas, powinienem biec na wschód, a wschód mógł być wszędzie, a do wschodu zostało kilkanaście godzin...
- Nie można chodzić po parku narodowym po zmierzchu - leśnik
- Ale ja biegam - Dziki
Itd. Widok czapki funkcjonariusza, choćby był opiekunem Puszczy, działa na Dzikiego jak płachta na byka. Tak mam. Włóczykij z opowieści o Muminkach nie cierpiał dozorców parków, Dzikiego idolem w dzieciństwie był Włóczykij plus przygody z Milicją Obywatelską, w dzikiej, dzikiej młodości... Dialog był ciekawy, Dziki dzikował (tak John nazywa moje rżnięcie głupa), byłem pod silnym wpływem dwóch godzin w biegu, jak już doszło do konfrontacji, kto z nas dwóch, leśnik czy ja, lepiej zna Puszczę, Dziki zadał pytanie - test, a leśnik odpowiedział, a Dziki dzięki temu już wiedział, w którą stronę do domu... Bo Dziki nie przyznał się leśnikowi do zawieruszenia, o nie. Nie facetowi, co grozi bronią, a potem Policją. Skończyliśmy w zgodzie, chwila rozmowy o łosiach, o kłusownikach, dobranoc, dobranoc, ale Dziki ma niejasność. Nic złego nie robiłem, podbiegłem do światełka gajówki właściwie po pomoc, z drugiej strony facet mieszka sam, mógł się przestraszyć, z trzeciej strony z daleka w reflektorze widział zawieruszonego biegacza, z czwartej strony jest regulamin parku narodowego znany Dzikiemu, z piątej strony jak wybiegałem z Dziekanowa było jasno, z szóstej wiedziałem, że się sciemni, z następnej szukałem drogi, ale nie powiedziałem tego, ale od razu grożenie długą lufą, itd... Już. Dziki
-
2012/01/17 21:35:07
Wojtku, coś wiadomo o tych brzuszkach...? ;)
-
2012/01/17 21:54:06
Majka, o brzuszkach wiadomo to samo :-) Przypomnij proszę swoje pytanie, bo już sam nie pamiętam, co napisałem na blogu, o czym gadałem z MSŻ, bo ktoś pytał o sensowność szóstki, ale to nie Ty byłaś...
-
2012/01/17 22:19:21
Czołem!

Dołek mojej sinusoidy też głęboki. Na Chomiczówce poziom 1:04:01. Coś tak czułem że 1:04 nie dam rady złamać, ale wystartowałem bez planu, bo punktu odniesienia w postaci szacunków z treningu nie miałem. Start miał być po prostu mocnym bodźcem na przełamanie. Zapisałem się już dawno temu, więc wystartować wypadało. Ruszyłem z tłumem, po kilometrze wyszło 4:30, więc postanowiłem tym tempem dociągnąć do 5km, a potem przyspieszyć do 4:15 na następnej piątce, żeby zakończyć okrągłym 4:00. Pierwsze dwa elementy jakoś wyszły, ale trzeci to już było dla mnie za szybko, udało się 4km po 4:07 i piąty poniżej 4:00. Wykres tętna mówi, że dałem z siebie wszystko. Trudno nie być z takiego BNP zadowolonym. Mam do tego piękne DOMSy, nawet w rejonie klatki piersiowej.
Na trzy miesiące przed docelowym maratonem, w którym chciałem przytulić się do 2:50, jestem na poziomie 3:20. Wyrok co dalej dostanę za tydzień, bo wybieram się w końcu do Ortorehu z achillesem, który niby się uspokoił, ale jakby nie do końca.
Dziś 8km na niedzielnym zakwasie, ale poniżej 5:00.

Dziki, Pabianice miasto bycze! Może okaże się też dzikie.

Tomik, 1:45 to w tych okolicznościach przyrody formalność. Gratuluję! Szkoda, ale nikogo znajomego poza Wojtkiem nie udało mi się spotkać. A do Dębna za daleko, i góry tam wielkie, i wichry wieją, choć atmosfera sprzyjająca. Jeśli już, to Łódź.

Pozdrawiam
wyspio
-
2012/01/17 22:28:38
Zauważyłem od pewnego czasu , że na blogu już ladnie wszyscy piszą DOMSy zamiast zakwasy. Tak trzymać. Póki czegoś nowego nam nie wymyślą.:)
-
2012/01/17 22:36:05
Kawonan - szkoda kurtki i pociągu ale przygoda warta grzechu :)

Dziki żongluje tematami, na jednym blogu pielgrzymki, na drugim - bij mundurowego :)
Johnson na strażników jest nie jak byk ale jak bulterier, więc stara się unikać, żeby nie było tragedii... Tak- dozorcy mają swoją niewdzięczną misję, ale niektórzy oddają się jej bez opamiętania, rozum tracą. Kiedyś bywałem wobec takich porywczy i ich nawracałem płomiennymi przemówieniami. Byłem zdeterminowany jak Lenin na wiecu. To że kłopotów sobie nie narobiłem wynikało z tego, że zawsze "koledzy czekali", aż skończę przemawiać, tacy barczyści od wspinania, więc dozorcy z wielkim wysiłkiem odstawiali swój majestat jako nieskuteczny. Źle robiłem, bo pewnie potem mścili się na słabszych, że osłabli i na głazie usiedli metr od szlaku (a wszystko dookoła z dużych kamieni) albo robili obławę na chłopaków co zrobili przełomowe przejście klasyczne (czyli dotykając skały tylko ciałem a nie hakami) na Mnichu ale nie mieli pieczątki w legitymacji klubowej, że im to było wolno robić bez przeszkolenia. Tylko jak szkolić takiego co nie chce mieć legitymacji, żeby władzy oddać czołobicie?
-
2012/01/17 22:43:47
Wyspio - tak, wystartuj w Łodzi. Będą atrakcje, np. ja będę celebrycił:)
A co z achillesem? Ja zaczynam czuć po 25km, ale to tylko czucie, już po prysznicu mija, ale zastanawiam się jak to będzie na 80 kilometrze. Nie robię Twoich ćwiczeń, to źle, obijam się, liczę na to że zmiana butów coś zmieni w tej materii, bo w starych (pogrzeb był w zeszłym tygodniu) stopa mi wyłaziła bokiem, a w nowych czuję znacznie lepsze wsparcie śródstopia. Twoje buty pewnie też stare? Zabij - "bo to złe buty są"
-
2012/01/18 09:46:26
to przeklejam ;)
"Wojtku,
pytanie od Michała dotyczy brzuszków. Robił MSŻ 3x6x9, doszedł do ostatniego etapu ostatniego poziomu (po 30), jest luz (robił je chyba od wiosny; dla nowych: staszewskibiega.blox.pl/2011/02/3-6-9-czyli-brzuszki-wg-MSZ.html ) i teraz pyta, co dalej ;D Ostatnio wspominałeś coś o brzuszkach przez 5 minut, więc powiedz jak robić: wciąż przeplatać, by też było na skośne, czy normalne brzuszki ma "trzaskać" przez 5 minut, bez przerwy, co drugi dzień?"

no i wspomniałeś, że zapytasz MSŻ, bo to ona jest specjalistką w tej dziedzinie ;)
-
2012/01/18 10:01:53
kosmiczny artykuł

bieganie.pl/?show=1&cat=34&id=3591

Najlepszego
Pope
-
2012/01/18 15:25:57
o szóstkę (weidera) to ja pytałem i robię (1/3 dystansu), i widzę w tym jakiś sens
marsz
-
2012/01/18 16:45:44
U tego zawodowca z linka od Pope to mi wygląda na delirium trener.:).
Zawodowcy nakładają na siebie stres , jak biegacki dres.:) . Często jednak robią to tez amatorzy , może niepotrzebnie zakładając , że np. muszą już po roku porzebiec maraton. Biegaj na luzie ,bo jak nie -dostaniesz w buzię.:)..
-
2012/01/18 19:48:00
tak, pytałeś, ale nas nie interesuje 6weidera, skoro Wojtek przetestował i polecił brzuszki MSŻ ;) ale teraz pytanie, co dalej.
-
2012/01/18 20:14:08
Tu Dziki
Nie byłbym Dzikim, jakbym nie napisał, co Dziki dziś...
A Dziki dziś 70 minut z tętnem 160 - 170. Czyli subiektywnie szybko, po raz pierwszy od rozstania z Garminem chciałem mieć Garmina... Już czas, Oco szalik na uszy i jeszcze tydzień na pomiary ocotrasek, ocopętelek, ocooców :-) Dziękuję Pope i Oco za opiekę nad moim tyranem, pora na ustalenie od lutego nowych zasad współpracy na osi Garmin - Dziki...
A Klinika Ortoreh organizuje w lutym w Górach Świętokrzyskich trzydniowy obóz biegowy pod Rzeźnika. A potem w kwietniu następny 8 dniowy. Piotrowscy wiedzą co robią, przebiegli Rzeźnika chyba parę razy... Dziki waha się, oj waha... Johnson, zobacz to, wchodzimy?
ewww.facebook.com/pages/Klinika-Rehabilitacji-Sportowej-Ortoreh/161711053857780
Nie ma kolizji lojalnościowej :-) Kancelaria Sportowa nierobi obozu w tym czasie i nie specjalizuje się w górskich biegach...
Dziki
-
2012/01/18 21:11:27
Dziki -nie ma łatwo.:). Jak mogłeś taki błąd zrobić !? Będzie tak . Zwiewam z tego blogu i to nagle. Quentino potrafił a ja nie? Odpowiedzialny za garmina jest Pope. Są na to wszystkie papiery.Po kilku miesiącach Dziki się wkurza i pozywa Pope z kc. Pope biega i się ukrywa nad Odrą.W końcu po 7 latach Dziki wygrywa sprawę. Pope mnie ściga ale on nie biega w Szczytnickim....:) W końcu Pope mnie pozywa. Rok na ustalanie gdzie jestem..Nie odbieram poleconych , w końcu prokurator ustala ,że można wejść do mieszkania i mnie znależć. Pamiętamy wszak ,że nikt nie ma prawa wejść do naszego mieszkania , nawet Greif , Canova czy Wojtek, chyba ,że nakaz prokuratora......:)).
Policjanci wchodzą ,tylko to akurat nie to mieszkanie !..:)..Zabawy trwają kolejne 3 lata. W końcu ukrywam się w moim parku. Nie ma szans. Było miło ale się skończyło ! Garmin Dzikiego jest tego wart. Adios..:)),
-
2012/01/18 21:16:05
Sensacja na Fejzbuku! www.facebook.com/profile.php?id=100000659585491
MSzŻ (Moja Szybka Żona- teraz tak wypada ją nazywać) pospieszyła się z życiówką na 5k i zrobiła ją na 3 dni przed GP Poznania. 28:25! Znowu o minutę do przodu:) Mam w tym udział, bo trochę ją wkurzyłem i stało się. A w sobotę walka w błocie...
-
2012/01/18 21:31:41
Oco - to jest właśnie najlepsza metoda do wkurzania sportowego:)

Dziki - w obozy sportowe nie wchodzę, z przyczyn treningowych, finansowych i... mentalnościowych. W kwietniu mam zaplanowany trening górski w Toskanii :) W lutym w Bukowinie, a w marcu dookoła i na Ślęży (już się zapisałem, a Krawczyków widzę na razie czworo:)...) A mentalnościowo to mam takie skrzywienie charakteru, że w górach nie znoszę pouczania ani nawet dobrych rad :) Johnson to górskie zwierzę i do tego zazdrosne o terytorium, dzielę je tylko z partnerem :) Do tego straszna kasa, to mój trzyletni budżet biegowy...
-
2012/01/18 22:27:53
Wiadomość od orgów rzeźnickich:
1. IX Bieg Rzeźnika się odbędzie
2. termin: 8 czerwca 2012 (piątek po Bożym Ciele)
3. przebieg trasy taki jak w ubiegłym roku

Pozostałe szczegóły (w tym regulamin) zostaną podane w ciągu najbliższych 1-2 tyg. Wtedy też pojawi się formularz zgłoszeniowy

Czyli ogłaszam RED ALERT!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Trzeba być czujnym, żeby zdążyć z zapisami, bo limity szybko się wyczerpią. Jest wielu chętnych do spróbowania niedźwiedziego mięsa...
Dziki, trzeba nazwę wymyślić: "Dziki czworonóg"? "Zdziczałe dżonsony"? "Hard sticks"? "Świeżość o poranku"? "Jak miło wstać skoro świt"? No nie wiem, ogłaszam konkurs...
-
2012/01/18 23:52:24
Johnson - Dziki może w takim razie zrobi obóz bez Johnsona, wiem o co chodzi, mam podobnie, zastanawiam się, a może zmienić tę zasadę...
A na Sobótkę powstała chała. Jeszcze sprawdzę, ale Piotr Dziki Krawczyk ma chyba w tym czasie prowadzić grupę na 1:45 na Półmaratonie Warszawskim :-(
A to mój typ w konkursie Johnsona: YODA MISTRZ JEDI
Dziki
-
2012/01/19 10:26:03
Oco oddaj Garmina!!:) a nie mierzysz i mierzysz:))

Dziki proponuje, żeby Ci przesunęli jeszcze start w Żywcu i wyrobisz średnią 3 półmaratony w 2 dni:) szok!, sobótka- sb, warszawa nd, masz pociąg o 22, jesteś w nd o 5:30:) w Wawie, i wilk syty I Johnson cały:)....

Najlepszego
Pope
-
2012/01/19 10:41:49
Majka/Michał. Jak czujesz, że to mało, to dołóż sobie nowe ćwiczenia. MSŻ właśnie położyła się przede mną na podłodze i pokazała dwa harcoreowe. 1. Nogi wyprostowane do góry, ręce wzdłuż tułowia i unoszenie bioder (jak przy kołysce). 2. Nogi wyprostowane, ręce na karku, robisz brzuszek ciągnąc klatkę piersiową do góry i jednocześnie przyciągając kolana do klatki piersiowej.
W ogóle zmieniaj bodźce, ćwiczenia, tempo, długość serii. I nie zaniedbuj skosów. Możesz dodać ćwiczenia izometryczne - deskę z podporem na obu ramionach (lub przedramionach) albo z rotacją na bok (i podporem na jednej ręce).
Zmieniaj, bodźcuj.
-
2012/01/19 12:39:59
Żartowałem.:).Garnin wróci punktualnie razem z prezentem - cd z technikami ulubionego sportu Dzikiego..:). Mam nadzieję ,że uda mi się to przegrać . Ten cd z NW.:)
-
2012/01/19 15:38:17
Ciekawe co taki zegarek ma w środku. Może OCO mógłby porozkręcać ustrojstwo i sprawdzić? ;) TJ
-
2012/01/19 20:24:03
Nie ma i nie będzie... :-)
Kiedyś taką piosenkę śpiewał zespół Dziki John.
Teraz pora na Dziki Johnson :-)

-
2013/04/01 14:54:29
Bardzo ciekawy artykuł. Zawsze chciałem poczytać trochę o pitagorasie ale jakoś nigdy nie miałem czasu. A tutaj proszę próbuję zainstalować program do rozliczania pitów i szukając dokładnej instrukcji przypadkiem trafiłem na twojego bloga.

O mnie


Kim jestem? 25 temu pod koniec studiów zostałem dziennikarzem, pracuję teraz w 'Newsweeku'. Przez ponad 20 lat byłem dziennikarzem 'Gazety Wyborczej' w tym reporterem 'Dużego Formatu'. W 'Gazecie' współtworzyłem z Piotrem Pacewiczem akcję Polska Biega.
Bo jestem maratończykiem-amatorem. Pierwszy maraton przebiegłem w 1996 roku, teraz mam ich na koncie ponad 50, czyli już więcej niż lat. Żeby nie pisać bzdur na temat treningu, zrobiłem też kurs instruktora, a potem trenera lekkoatletyki.
Do tego jestem normalnym facetem. Mam rodzinę - Moją Sportową Żonę i córkę w klasie tenisowej. Mam dwójkę dorosłych już dzieci - córkę studentkę i syna fotografa (Jaś umarł w 2013 roku, ale w sercu go mam). Mam Małego Yodę - Misia Świata - który urodził się w roku 2014. Mam znajomych i przyjaciół - takich z którymi biegam i z którymi nie biegam.
Jem, śpię, zarabiam pieniądze, oglądam mecze w TV, wieczorami grywam na pianinie, od czasu do czasu w ping ponga, tenisa, badmintona, siatkówkę, jeżdżę na rowerze, na nartach i pływam żabką (ale to słabo - za słabo, żeby myśleć o triathlonie). Robię normalne rzeczy.
W tym blogu chcę pokazywać jak normalne życie plecie się z biegowym.

Kancelaria Sportowa




Polecam