Blog o bieganiu i życiu codziennym
Blog > Komentarze do wpisu

Nie od razu Kraków zbudowano

Najlepsze jest to, co się zdarzyło między 2008, a 2009 rokiem. Nie w świecie, nawet nie w moim życiu, chociaż to właśnie wtedy postanowiliśmy z Moją Sportową Żoną, że pójdziemy do urzędu z dwoma kółkami. Tylko w moim bieganiu w Krakowie.

Mam taki pamiętnik. Nazywa się !rekordy.rtf. Zapisuję tam każdy maraton. Lapidarnie, ale do zapamiętania. Liczbami, ale też słowami. A tak naprawdę czystą emocją. Bez upiększania. Cytuję też bez upiększania.

Pierwszy raz pojechałem do Krakowa bodaj na drugą edycję. Miałem wtedy życiówkę 3:19 z Wrocławia, ale zazwyczaj walczyłem o złamanie 3:30.

"15. Kraków, 11 maja 2002 - 3 h 33 min. 30 s. 223 miejsce na 715, którzy ukończyli bieg (61 na 164 w kategorii M30). Upał od 15 km. Zacząłem od piątki w 22.30, potem nawet szybciej z jednym góralem (Marian Ryżak z Rytra - dobiegł na 3.12). Półmetek miałem 1.35, ciągnąłem jeszcze do 30 km – 2.16, potem upał mnie wykończył, trochę szedłem, straciłem z 70 miejsc".

Zazwyczaj bezskutecznie.

"18. Kraków 10 maja 2003 – 3 h 32 min. 58 s. (wg chipa – 3.32.02). 224 na 737 osób, które ukończyły, w M-30: 55 na 207. Straszny upał. Poznałem Włodka Dębskiego z Piły (przybiegł pół minuty przede mną). Dwa kryzysy kontrolowane - na 27 km (zwolniłem na 18 minut) i na 37 (zwolniłem na 10 minut). Czas na 30. km – 2.26.48. Czasy kolejnych piątek: 23.04, 22.55, 25.19, 23.47, 24.32, 26.12, 26.27, 28.47 i końcówka 10.59". 

Kolejny rok odpuściłem, a do następnego Krakowa podchodziłem już z życiówką 2:57.

"27. Kraków 7 maja 2005 - na dystansie ok. 40 km - 2 h 49 min. 48 s., czas rzeczywisty byłby w granicach 2.58.30-2.59.30.  Niebywałe, ale organizatorzy na 36 km (pod mostem Kotlarskim) nie skierowali nas na agrafkę w lewo, tylko od razu w prawo do mety. Kilkadziesiąt osób tak skróciło (a pierwszy Piotr Gładki przebiegł 2 km więcej, ale i tak wygrał). Miejsce: oficjalnie 40, ale w rzeczywistości powinno być ok. 50-55. Wygrałem o 2 sekundy z Ibeksem, który dogonił mnie zaraz za mostem Kotlarskim, trochę biegłem z nim, a trochę zrywami. Międzyczasy: 20.59, 20.44, 20.31, 20.37 (półmaraton 1.27.21), 20.41, 21.54 (na 30 km 2.05.27, od 28 km do 30 odpoczywałem zwalniając o pół minuty na kilometr), 21.57 - i to ostatni prawdziwy czas z 35 km: 2.27.25. Na końcówce nie zwolniłem czyli licząc, że piątkę zrobiłem w 22 minuty, a końcówkę w 10 dałoby to czas 2.59.25, ale chyba trochę przyspieszyłem od Ibeksa, więc pewnie lepiej. Było zimno, dwie ulewy i jedno gradobicie".

Potem kilka lat przerwy. I wreszcie Kraków już rodzinny, drugi hajmat, jedziemy do Sabiny, Sabina nie ma w domu węglowodanów, podejmuje nas grillem, makaronu do domu nie kupisz, bo wszystko pozamykane - wprowadzili właśnie dni ustawowo wolne od sklepów.

I to jest najgorsze. To jest tak fatalne, że Ziggy, Alicja i Mati nie mają dziś w sumie takiego bólu, jak ja wtedy:

"34. Kraków, 4 maja 2008 – 3 h 07 min. 45 s.???. Klęska, porażka. Ale czego chcieć, jak człowiek nie naje się porządnie węglowodanami rano i poprzedniego dnia. A przede wszystkim jak zaczyna w średnim tempie z półmaratonu. Piątki: 18:45, 18:51, 21:36, 20:27, 22:22, 23:51, 22:15, 26:04, końcówka 13:28. Na połówce miałem coś koło 1:24. Nieudana akcja z Sarną i Sabiną na rolkach. Paweł Szynal wyprzedził mnie na 28. km i ledwo złamał trzy godziny. Grupa na 3:00 przeszła mnie około 36. km".

To był mój najbardziej schrzaniony maraton w życiu. Jeden miałem gorszy, 4:49, drugi start w maratonie, rok 1997, kompletnie się wtedy nie przygotowałem, myślałem, że jak już raz przebiegłem maraton, to mam papiery na kolejne. Ale teraz byłem dobrze przygotowany. Zawiodła energetyka i chłodna głowa. Ruszyłem na 2:50 i to grubą przesadą.

Widzicie te pierwsze piątki? Pierwszą zrobiłem o 33 sekundy wolniej od ówczesnej życiówki na 5 km. Druga praktycznie w tym samym tempie - kilometr po ok. 3:45. Na końcówce tempo spadło poniżej 6:00. Takie zjazdu biegowego nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Finiszowałem w tempie biegaczy, którzy dobiegli w godzinę i pięć minut za mną. To tak jakby Szosta ścięło z 3:05 do 4:30.

Co zrobiłem potem? To co radzi marsz - zaliczyłem negative splita.

"35. Łódź, 18 maja 2008 – 3 h 04 min. 15 s. (netto 3:04:12). Poprawka Krakowa. Zamierzałem zejść poniżej trzech godzin, to się nie dało, bo za blisko po Krakowie. Ale ważniejszy cel zrealizowany – drugą połowę pobiec szybciej. I to jak. Jak przyspieszyłem na 30., to sam byłem zdziwiony. Piątki mówią same za siebie – najszybsza przedostatnia, następna ostatnia, trzecia pod względem szybkości – pierwsza piątka. Kolejno: 21:52, 22:04, 22:20, 22:03, 21:49, 22:08, 21:15, 21:42, końcówka 8:57 (to rekord, 5 sekund szybciej niż przy życiówce). Na połówce miałem 1:33:30. Czyli czas na 3:07:00, więc druga połowa o prawie 3 minuty szybsza. 2 km przed metą dogoniłem Pawła Szynala, wygrałem z pół minuty. Dobre miejsce – 26 na blisko 500 osób na mecie. Biegł też Dziki, poprawił życiówkę z Torunia (3:24) na złamane ciut 3:18".

Na jesieni było 2:53 w Warszawie, 2:57 w Poznaniu. Dobrze, ale marzyło mi się, żeby znów pobiec poniżej 2:50 (udało mi się to o 3 sekundy dwa lata wcześniej we Wrocławiu, ale tylko netto, chciałem to zrobić wyraźniej).

Kraków 2009 był być może najlepszym maratonem w moim życiu. Dwa razy pobiegłem szybciej, ale w idealnych, lekko arktycznych warunkach. Tutaj był tropikalny upał. Na zdjęciu Marek Szczepaniuk wyciska sobie gąbkę na głowę. Ja biegnę chyba pierwszy raz w życiu w białej czapce.

1

"38. Kraków, 26 kwietnia 2009 – 2 h 52 min. 45 s (brutto tak samo). Wiceżyciówka, dwa tygodnie przed ślubem. W wielkim upale, polewałem się wodą. Miejsce świetne 38 (ósmy w kategorii). Sarna na rolkach pilnowała mnie, żebym wmusił batona – pół na 15 km, pół ok. 30. Fajnie zacząłem ze stałą grupą na 2:50. Marek Szczepaniuk był z naszej grupy pierwszy – 2:51:22 (a za trzy tygodnie w Łodzi pobiegł 2:46), drugi Daniel 2:51:27 (życiówka), trzeci Pedro 2:51:39. Bardzo satysfakcjonujący bieg. Piątki: 20:22, 20:04, 19:54, 20:13, (1:24:49 na półmetku), 20:02, 20:02, 20:43, 22:07, końcówka 9:17. Trochę zabrakło po trzydziestym, ale w takim upale złamanie trzech godzin to byłby sukces. Kamil Dąbrowa – życiówka 3:23:47, Kasia Cynowska też – 3:51:13."

Najmocniejsze było wspomnienie z tym batonem. Kiedy dwa tygodnie później wygłaszałem mowę pana młodego, to z tego zrobiłem puentę - żebyśmy sobie zawsze umieli podawać batoniki energetyczne. Znacie ten stan lekkiego zamulenia, ściśniętego żołądka, ściśniętego mózgu, zawężonego pola widzenia... I wtedy ktoś musi ci powiedzieć: wstań, weź swoje łoże i chodź, weź swojego batona i biegnij.

Krakowskie postscriptum jest takie, że pobiegłem tam jeszcze rok później (2:55), po czym niekonwencjonalnym treningiem przygotowałem się do jesiennego maratonu w Warszawie i zrobiłem wreszcie życiówkę - 2:49:51.

Myślę, że na maratońskie spełnienia pracuje się latami. Tysiącami kilometrów, setkami treningów i dziesiątkami porażek. Nie dają tu medali za realizację planu treningowego, osiem tygodni BPS-u, dwa żele do kieszeni i prawidłowe nawadnianie. Tylko za krew, pot i zaciśnięte czasem z żalu gardło. Opadające ręce, wzrok ponury, gorzkie wyrzuty i łzy. I za ciągle odradzającą się nadzieję na dobry bieg.

Tak finiszowaliśmy z MSŻ na Błoniach w tamtym dobrym maratonie w Krakowie:

2

Ważne ogłoszenie. Wpisujcie się do formularza Ligi Podblogowej Roba. Zobaczcie, co za cudo Rob zrobił: www.liga-podblogowa.cba.pl.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013, wojciech.staszewski

Polecane wpisy

  • Do zobaczenia w nowych stronach :-)

    Słuchajcie! Ważne ogłoszenie. W życiu każdej Kancelarii przychodzi taki moment, że się zmienia na lepsze. Kancelaria Sportowa Staszewscy nazywa się teraz KS Sta

  • Na początku był Rzeźnik...

    Już na początku pierwszej kadencji rządów PiS rozpoczął się atak na biegaczy. W maju 2016 roku odbyła się tzw. Pierwsza Batalia o Rzeźnika. Władze Bieszczadzkie

  • WWW 20.16

    Wiosenna Wyprawa Wujów - WWW - zmasakrowała mnie energetycznie jak maraton. Jechaliśmy już czwarty rok z rzędu w gronie tzw. wujów, który to termin powstał na p

Komentarze
Gość: , *.pat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 20:44:47
Rob wow, dzięki za przygotowanie, jak będę biegającym stulatkiem to z chęcią wrócę do wyników żeby wiedzieć o ile poprawiać życiówkę.
trochę przeraża mnie Cba ale... mniej niż przerwa w bieganiu
-
Gość: podopieczny_bartek, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 21:01:45
Rob, super, tylko dlaczego mnie wykasowałeś z maratonu, skoro wpisałem swój tegoroczny wynik...?;)
-
Gość: rob, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 21:46:27
Bartek, sorry :-) byłem przekonany, że to ktoś (kamil) zrobił sobie żart z Ciebie. Za karę pobiegnę maraton w Poznaniu w 3:50:00. Może być ??
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 21:48:06
Rob pobiegnijmy na 03:45
-
Gość: podopieczny_bartek, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 21:53:52
3:30!!!!!!
-
Gość: podopieczny_bartek, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 21:54:16
3:30!!!!!!
-
Gość: rob, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 21:54:58
:-)
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 21:55:11
3:30 to będzie tempo
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 21:58:40
Bartek, Ty zawsze jesteś dobrze zorientowany. Gdzie w maju można wystartować na Mazowszu? Coś od dyszki wzwyż
-
Gość: podopieczny_bartek, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 21:59:15
Rob, mogę wpisać jeszcze raz, nie wyrzucisz mnie?
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 21:59:44
Tylko że jak pobiegnę maraton szybciej od Wojtka to mnie wyrzucą z Blogu na amen
-
Gość: rob, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 22:02:26
Nie wyrzucę. Wpisuje choćby i 10x
-
Gość: podopieczny_bartek, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 22:04:00
Wpisałem, ale jest jakiś błąd, bo powinienem wygrać...
-
sfx
2013/04/29 22:09:17
na ligę podblogową oferuję adres:

???.biegnijmy.pl

jeśli tylko twórca, kołcz oraz podblogowicze wyrażą taką chęć
-
Gość: rob, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 22:09:40
Muszę jeszcze nad tymi tabelkami popracować :-) To jeszcze wersja beta. Wygraną masz w kieszeni
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 22:13:32
Nie przenoście nam stolicy do Kołobrzegu
-
Gość: podopieczny_bartek, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 22:13:42
:) o to chodziło - złamałem system;)
-
Gość: podopieczny_bartek, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 22:14:40
Gość: , 188.146.199.203, a nie chodi przypadkiem o Koszalin...?:)
-
Gość: podopieczny_bartek, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 22:15:07
chodzi (cholerny syrop...)
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 22:21:05
Bartek biega w nike ale kórnik
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 22:22:38
Prowokacja z Kolobrzegiem
-
Gość: podopieczny_bartek, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 22:23:22
a kamil kupił se drewniane chodaki na maraton w amsterdamie... ja cie...
-
Gość: kamil hejnał, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 22:25:12
biegam w brooksach
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 22:27:47
To nie ja to ktoś inny to kłentino
-
Gość: kłentino, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 22:30:18
weź się tej, to nie byłem ja
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 22:44:52
Kto to jest w realu beztlen? Chyba jakiś trener? Beztlen trenujesz amatorów ?
-
2013/04/29 22:53:55
ziggy, nie śpij
-
2013/04/29 22:54:14
opwiedz o swoich new balans
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 22:55:53
Ziggy masz nowy regulator chodu w zegarku ? Pochwał się
-
Gość: ., *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 22:57:51
przez kamila wszyscy poszli biegać 50km, a pod blogiem stypa...
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 23:01:29
Wszystkiemu winne są kobiety, mamy to był błąd
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 23:07:41
Nie pozbedziecie się nas nic nie pisząc
-
Gość: kłentino, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 23:08:15
ani nas
-
Gość: grupa koszalińska, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 23:08:36
nas też nie
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 23:11:55
Uwolnić Bartka, Popellusa, Kamila
-
Gość: skot yoooorek, *.centertel.pl
2013/04/29 23:14:22
Z
-
Gość: scot, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 23:16:58
nie powstrzymacie nas
-
2013/04/29 23:17:47
pojawiłem siem
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 23:18:36
Zablokujcie go
-
2013/04/29 23:18:54
i jemu też
-
Gość: skotyoorek, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 23:24:19
chciałem napisać, zebyście brali przykład z Kama - to prawdziwy ultras
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/29 23:26:39
W piciu
-
Gość: skotyoorek, *.dynamic.chello.pl
2013/04/29 23:28:00
Piciu też jest niezły
-
2013/04/29 23:52:25


Chłopaki. Spać. Nie pisać bezsensów, bo sens się gubi - sens odcinka, sens komentarzy, sens dialogu podblogowego.


-
2013/04/30 00:18:41
Czołem!

Żyję, żyję. Miałem urlop po CPNie, a jak wróciłem, to jakoś się nie mogłem zebrać, ani do biegania, ani do pisania. Dopiero wczoraj wyszedłem na pierwsze bieganie.

Wojtek, gratuluję biegu. Powiedziałem przed startem Pictowi, że jeśli rzeczywiście pobiegniesz na 2:55, to nie mamy szans. Co innego, gdybyś biegł na 2:50, wtedy to pewnie my mijalibyśmy Cię przed trzydziestym (choć nie na długo;). Moim zdaniem negative split to Twoja największa rezerwa. To, co potrafi zdziałać psychika w drugiej połowie dobrze rozegranego biegu, daje większe korzyści, niż jakakolwiek nadróbka. Podziękuj Kindze za wodę, która na chwilę przywróciła mi wiarę.

Pict, dzięki za towarzystwo. Trzeci raz biegniemy maraton i trzeci raz nie dajesz mi żadnych szans. Może jeszcze kiedyś nadążę.

A wszystkim innym dziękuję za doping. Lektura sprawozdań może być bardziej emocjonująca niż sam bieg, bo maraton to nuda;)

To był mój dziesiąty maraton. Dość dziwny, ale jestem z niego bardzo zadowolony, choć nie udało się osiągnąć zamierzonego rezultatu. Wszystko szło pięknie i zgodnie z planem. Zacząłem zdyscyplinowany, wolniej od średniego tempa i powoli się rozpędzałem. Na początku straciłem wzrokowy kontakt z Pictem, który ruszył ostro do przodu, Wojtek odjechał mi na ponad 20s. Po 5km leciałem już po 4:06 i zacząłem odrabiać straty. Dane z pulsometra wprowadzały mnie w zdziwienie, tętno było niższe niż przy zaparzaniu herbaty, do półmetka średnie wyniosło 148. To nawet jak na moje leniwe serce wyjątkowa laba. Samopoczucie, tempo, tętno uśpiły niepokój, który miałem od chwili, gdy otwarłem rano oczy, a które wyrażało się jednym słowem - patelnia.
Ok. 10km dogoniłem Wojtka, i zabrałem się za pogoń za Pictem, zmierzyłem mu 8s przewagi, ale przy utrzymywaniu stałej intensywności jakoś nie udawało mi się jej zmniejszyć. Dopiero wiatr na Wilanowskiej trochę go przyhamował. Potem biegliśmy już razem, choć na chwilę mnie nie przytkało od zbytniej gadatliwości. Podbieg na 24km wyszedł na demonstrację siły, ale okoliczności przyrody w miejscu zamieszkania wymuszają na mnie stały ruch wertykalny i siła jest. Po podbiegu zaczyna do mnie docierać, że jest naprawdę ciepło, ale że pomimo tego chyba za dużo wypiłem, o ile to w ogóle możliwe. Na 26 zatrzymuję się przy ogrodzeniu i zrzucam balast. Wyprzedza mnie Pict, a ja zauważam, że ze spodenek wystaje mi kawałek papieru toaletowego, który rano zabrałem na wypadek przedstartowej wizyty w toitoiu. Przy bieganiu mam zawsze zatkany nos, normalnie mi to nie przeszkadza, i tak nie oddycham nosem. Ale w trakcie startów lub długiego biegania utrudnia mi to picie, bo kiedy mam w ustach wodę, muszę oddychać zatkanym nosem. Nie namyślając się więc długo, smarkam. A z nosa jucha. Jestem przyzwyczajony, to objaw przemęczenia. Nos jest miernikiem zmęczenia, ale długotrwałego, tygodniowego, a przynajmniej wielodniowego. Występuje po zgoła innych niż biegowe maratonach, chorobie, w przetrenowaniu, deprywacji snu. Ale nigdy w trakcie wysiłku, nigdy w trakcie biegania. Włączam tryb zarządzania kryzysowego. Przed chwilą minąłem punkt z wodą, wiec do następnego daleko, podnoszę z ziemi wyrzuconą przez kogoś gąbkę, ma w sobie trochę wody. Głowa do tyłu, gąbka na czoło i lecę dalej. Przełykam krew i trzymam tempo. Nie pamiętam dokładnie chronologii, ale chyba jeszcze doganiam Picta, przekazuję, że długimi susami zbliża się do nas Wojtek. Pict tylko mówi, że się gotuje. Ja czuję, że w sumie tez się gotuję. Trochę zwalniam, dogania mnie Wojtek, przedstawia Daniela. Akurat nie wyglądam zbyt wyjściowo. Wojtek odjeżdża do przodu. Na punkcie z wodą trochę się ogarniam, biorę nowe gąbki, zlewam kark wodą. Czuję ochłodzenie, biorę się za ocenę sytuacji. Krwotok jakby ustał, tempo w sumie nie spadło, na słupie łapię Wojtka 6s przede mną, ewidentnie trochę zwolnił, bo już się nie oddala. Straciłem pomiar tętna po zalaniu się wodą, ale czuję, że tempo nie zabija. Lecę dalej. Trzymam się 6-8s za Wojtkiem i wracam do gry. Garmin znów mierzy tętno, dalej nisko 150-155. Nie powiem, słoneczko grzeje, ale wszystko jeszcze pod kontrolą
-
2013/04/30 00:53:43
I tak do 32km, kiedy krew zalewa mnie po raz drugi. Tym razem zwalniam, drugi krwotok podcina mi wolę walki. Prze głowę przebiega absurdalna myśl, że nie jestem bostończykiem i nie chcę dobiec na metę zakrwawiony. Potwierdza się moje przekonanie, że nie da się na maratonie trochę zwolnić, kiedy siada mobilizacja, zwalniam kompletnie. Wychodzą wtedy na wierzch wszystkie biegowe udręki i dolegliwości. Energetycznie wszystko ok, ale brak adrenaliny odblokowuje sygnały - biodra, stopy, paznokieć (pierwszy stracony przy bieganiu). Człapię. Przegania mnie Pict, przez jakiś czas próbuję się go trzymać, widzę, że jest mu ciężko, ale sam już nie potrafię się zmusić.

Szybko jednak odzyskuję humor i zaczynam się delektować swoim dziesiątym maratonem, przebiegam przez okolicę, w której mieszkałem 4 lata temu, kiedy przyjechałem do Warszawy. To właśnie tam zaczynałem biegać. W parku obok trasy biegałem pierwsze drugie zakresy po 4:45. Mijam miejsce na Puławskiej, w którym pierwszy raz w życiu przebiłem się przez granicę 3h biegu, dokładnie je pamiętam. Zatrzymuję się na pogawędkę z Dzikim i człapię dalej. Mija mnie kolega z pracy, nie podejrzewałem, że mogę mu odpuścić. Ale odpuszczam. Małżonka na moście straciła już nadzieję i doszła do wniosku, że mnie nie zauważyła. A tu taka niespodzianka. Przy obecnym tempie zrobi mi więcej zdjęć niż zwykle, jest nawet czas na kadrowanie. Podbieg obok stadionu biorę sportowo, finisz mam średniodystansowy. Za metą na kamieniu grzeją się w słońcu szybsi koledzy. Żałuję, że nie mam aparatu, bo widzę to jedno wolne miejsce pomiędzy nimi, w sam raz dla mnie. Okazuję się, że nie byłem jedyny;)

A wieczorem rozgrzesza mnie w TVP1 zwycięzca maratonu: "Jestem bardzo zadowolony z wyniku, ponieważ warunki były bardzo ciężkie. Było za gorąco."

Naczyta się biegacz amator z dostępem do internetu, jakim to jest bohaterem, że wychodzi w ciemność, na deszcz, śnieg, mróz i zawieję. Dla mnie bohaterstwo to wyjść na bieganie, kiedy jest powyżej 20 stopni i świeci słońce. Tyle jest wtedy ciekawszych rzeczy do roboty. A jak się zimnolubny biegacz hartuje poniżej zera, to w trakcie wiosennego ataku lata jest kompletnie bezbronny. Wczoraj wróciłem więc do lasu. 5 stopni i wilgotno. 31km po 5:52, +1000/-800m, z maratonem w kościach.

Pope, będziesz w Kotlinie w długi weekend?
-
2013/04/30 00:56:43
Kubol, odezwij się na wyspio na gmail com
-
2013/04/30 06:52:31
Wyspio, świetna poranna lektura przed moim pierwszym bieganiem po maratonie:):) Gratuluję walki! Idę biegać :)
-
sfx
2013/04/30 07:26:44
tak jest. opis przyjemny do porannego strawienia. :)
-
2013/04/30 09:29:32
Dziki, wracając do Twojej uwagi z poprzedniego wpisu to musze przyznać, że faktycznie dużo piłem w piątek i w sobotę.....Myślę, że w sumie wyjdzie z 5 litrów...
-
2013/04/30 10:04:26
@Wyspio - dzięki za relację i miłe słowa, ale wygrywam z Tobą tylko przez przypadek. Zresztą nieważne. Musimy kiedyś umówić się na cały maraton - od początku do końca.
Wpis Wojtka uświadomił mi, że być może w moim przypadku jest jeszcze za wcześnie na 2:55; że jestem pewnie jeszcze w okresie, w którym muszę walczyć o każde zejście poniżej 3:00.
A i policzyłem swoje dotychczasowe maratony (pod wpływem wpisu Wyspia) i wyszło, że Orlen był moim 9 startem. I świetnie się składa, bo mój "mały jubileusz" przypadnie na Pierwszym Maratonie Lubelskim, a więc w domu ;-)
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/04/30 10:20:52
Sens życia wg...
-
2013/04/30 10:21:12
Wyspio - przyczyną krwotoku z nosa mogą być m.in skoki ciśnienia - zbadaj to, bo może być to niebezpieczne; istnieje zależność pomiędzy tętnem a ciśnieniem u wytrzymałościowców: wysokie ciśnienie - niskie tętno i odwrotnie; warto zbadać też obraz krwi.
-
Gość: martini, 212.244.34.*
2013/04/30 10:56:28
Wojtku, to mój pierwszy wpis, choć śledzę bloga co najmniej od roku, jest przyciągający :) . Mógłbyś, tak po żołniersku, podać kilka liczb, które stoją za 30-kilkuminutowym progresem między rokiem 2003 a 2005 ?
PS Jak jestem raz w roku w Rabce, to latam na pętli z miasta via Maciejowa, Szumiąca, Grzebień, Bania. Czasem z Grzebienia i Tatry uraczysz.
-
2013/04/30 11:02:41
Coś niedobrego z tym blogiem. Komentarze krótkie , merytoryczne albo o sporcie albo o życiu. Tak powinno być. Tego się nie da już czytać. Za dużo tych komentarzy . Dlatego przestaję czytać. Takie jest moje zdanie.
-
2013/04/30 11:24:41
jaki tu jest bajzel, ogarnijcie się z tymi komentarzami, bo nie chce się zaglądać...
-
2013/04/30 12:56:50
wojtku - pouczająca poezja pierwszych piątek
-
2013/04/30 13:20:36
mój znajomy 8h z małym haczykiem na 100 km, był drugi wśród polaków i bardzo zadowolony, bo trasa trudna, pofałdowana
-
Gość: , *.dynamic.gprs.plus.pl
2013/04/30 13:31:24
Tego już czytać się nie da, najpierw afera z Quentinem, później garmin i Oco, teraz co chwilę jakieś komentarze o komentarzach...teraz poczytam Zbrodnię i Karę...
-
Gość: podopieczny_bartek, 195.149.64.*
2013/04/30 14:43:26
Oco, wróć... bez Ciebie ten blog, nie jest już tym, czym był...
-
Gość: podopieczny_bartek, 195.149.64.*
2013/04/30 14:47:04
Majka, myślałem, że czytamy bloga w pierwszej kolejności ze względu na wpisy Wojtka, a dopiero potem ew. komentarze, które są uzupełnieniem/rozwinięciem bądź jedynie tłem (jak wczoraj), ale to też część życia - pewnie w ocenie wielu znacznie płytsza niż wiersze i głębokie przemyślenia, ale przynajmniej dynamiczna i wesoła. Takie jest moje zdanie...:)
-
2013/04/30 16:19:01
Dziś dzień Pita a nie konia..:). Chyba sporo z nas podenerwowanych. Udało mi się . Spokojnie. Jutro juz wolne.
-
2013/04/30 17:07:28
Wyspio, świetna dobranocka i dzień dobry w cz. 2. Dzięki :)

Oco, skoro nawet u góry się tłuką, coś z ciśnieniem?
wspinanie.pl/serwis/201304/29-Bijatyka-pod-Everestem.php#.UX5bsaOlAR4.facebook
-
2013/04/30 19:25:33
Cześć Martini. Powiem Ci, bo wiem... Bez liczb. John, czyli Wojtek, po kilku latach biegania maratonów w okolicach 3:30, POSTANOWIŁ, że będzie je biegał w okolicach 3:00. To było olśnienie i otwarcie na Moc :-), nie ujmując pracy na treningach, doświadczeniu, itp. Na długim podbiegu na Maratonie Poznańskim z 10 lat temu, skok z chyba 3:24 od razu na 3:08, DECYZJA - BIEGAM PO 3:00 i poszło... To pisał Dziki - biograf Johna :-)
A Dziki dziś przegrał w ping ponga z Johnem 2:4, a miałem już 2:0. John zapewne mocniej postanowił wygrać dziś, niż Dziki. To po południu 80 minut po Lesie Bielańskim i po Młocinach na bólu prawych przywodzicieli. Miłej majówki. Dziki
-
2013/04/30 19:34:04
Wiem! Na początku meczu ustaliliśmy, że John jest (oczywiście) Borussią, a Dziki Realem... Dlatego przegrałem. Wszak do tej pory to Dziki był Niemcami... Oglądam dziś, jak zwykle mało mnie obchodzi, to dziś oglądam Naszych. Dz
-
2013/04/30 19:53:27
Dziki zawał, Wyspio krwotok, a Rzeźnik tuż tuż. Liczę, że nikt się nie wysypie i szeroką ławą wbiegniemy na metę!
-
2013/04/30 21:48:46
Sten - każdy ma swój los. I każdy ma wolną wolę. Dz
-
2013/04/30 22:18:44
Czepiak - agencja Cho Oyu - to wszystko tłumaczy..:).Pobić się pod Everestem. No cóż . Takie czasy.
-
2013/04/30 22:35:12
Martini - witaj, mamy w pewnym sensie ten sam drugi hajmat :-)
Z Maciejowej też Tatry się często zdarzają. Twoją pętlę mieliśmy przebiec na obozie, ale ciągle nie mogę znaleźć jednoznacznie dobrej drogi przez Szumiącą, żeby dostać się ze szlaku Maciejowa-Stare Wierchy na Grzebień. Albo trzeba zbiec kawałek do wsi (bodaj Niedźwiedź, w stronę Raby), a tam psy szczekają. Albo przedzierać się przez łąkę, a tam się pogubimy :-(
-
2013/04/30 22:37:56
... a, pytałeś o skok wynikowy. Dziki napisał, tak było (tyle, że to była poprawa w 3 tygodnie z 3:34 na 3:07). Zacząłem trenować. 5 minut rozmowy z trenerem Wroną otworzyło mi oczy. Nie wdając się w liczby, zrozumiałem wtedy podstawową dla mnie zasadę:
JAK KRÓTKO I SZYBKO, TO NAPRAWDĘ KRÓTKO I NAPRAWDĘ SZYBKO, A JAK DŁUGO I WOLNO, TO NAPRAWDĘ DŁUGO I NAPRAWDĘ WOLNO.
Reszta jest bieganiem :-)
-
2013/04/30 22:50:53
Wojtek - to ja też tak chcę :) Z 3.31 na chociażby 3.15.. :) Nie jestem pazerny, nie w trzy tygodnie, a w trzy miesiące, dobra, w trzy lata. Już sobie to w głowie ustawiam :)

I po Realu.
A jutro po Bayernie (cud ?)
-
sfx
2013/04/30 23:14:48
no to ja poproszę z 3:05 na chociaż 2:45 ;)
-
sfx
2013/04/30 23:15:43
znalazłem lekarstwo.
nocna ściema.
-
2013/05/01 00:02:06
wyspio nie bedzie mnie,bo jade na pol do Jeleniej Gory:) ale trzymam reke na pulsie,bo dobrze byloby sie spotkac.

Pope
-
2013/05/01 00:08:21
dodaje komentarze wybiorczo,kiedy moge...bo czesto mam bloka na IP ostatnio. Dzisiaj zrzadzeniem losu,gdy nacisnalem plac,przyszla wiadomossc o wygranej w konkursie..tak frajer,ale jeszcze nie wiem co bedzie:))

Szykuje sie poza tym na kotline po niedzieli. W dfbg nie wystartuje,ale wiem,ze kwasy beda. Trasa niescisla,prowadzi szlakami,drogami,ktorych nie ma. Z opisu wynika,ze sa.a jest przeciwinie....Poza tym,jezeli ktos szczesliwie bedzie konczyl...to w haszczach w G.ZLOTYCHnl,nie ma zmiluj,oby nie w nocy..:):) Bede raportowal na swojego bloga.1 czesc bedzie za tydz. o Bardoo- Ladek. koncowka czyli......

Opole maraton 18 maj--- ktos?? cos???

Pope
-
2013/05/01 07:39:19
Fajnie się czyta :) Wojtek, jestem z Ciebie dumny:):):)

tomaszlis.natemat.pl/59765,3-17-w-efekcie-krytyki-prasowej
-
Gość: , *.dynamic.gprs.plus.pl
2013/05/01 10:58:24
-
2013/05/01 11:13:41
piarowo to ja "się poprawiłem" prawie o godzinę: od 4:12 brutto z uplanego wrocławia 2011, do 3:18 netto w płaskim jak stół berlinie 2012

każdy z nas może sobie tak powiedzieć..., ja też, choć jeszcze nie biegałem, ledwo truchtałem, powiedziałem sobie, po zapozaniu się z teorią oczywiście - 3h w 3 lata, wybrałem opcje all incllusive: debiut w 3:30, potem 3:10 i zaraz "dwójka z przodu", bez żadnych problemów i zbędnego regresu - nie wiem czy więcej było w tym arogancji czy głupoty; jak wyglądam teraz? - no cóż wygląda na to, że jak przed debiutem:)

znam hipotezę która mówi, że przez rok można się poprawić tempo o 1'/km ale "znam też jaskinie, w których się ryje, ani wprost ani w poprzek tylko w samą prawdę..."

marsz

-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2013/05/01 12:45:53
ocochodziwbiegu.blog.pl/
:-)
Nie mam teraz jak puścić sobie o hiszpańskiej inkwizycji, ale wieczorem nadrobię. Ciekaw jestem co będzie dalej, biegania z absurdem jeszcze chyba nikt nikt nie łączył :-)
-
2013/05/01 12:46:33
To pisałem ja, Staszewski Wojciech, tylko mi nie przyjęło nicka. Może mnie też system chce zbanować?
-
Gość: podopieczny_bartek, *.centertel.pl
2013/05/01 12:58:50
Wojtek jest taki nowy blog dla zbanowanych;)
-
2013/05/01 16:52:43
Dobre humory ..:). Ja nie mam tego blogu ocochodziwbiegu. Ma Apn. A nie wiem kto to. Po pierwsze nie Monty Python a zobaczyć chodziarzy na zakręcie.To najzabawniejsze na świecie. Przynajmniej dla mnie..:).
Dziś zostałem trenerem chodu sportowego..:). Poczułem radość z trenowania. Przyuczałem córkę PŚŻ do chodu . Ma 14 lat. To były zabawy chodziarskie. KIlka odcinków po około 100m i trenowanie technik. Zaskoczyło mnie z jak wielka radością ja uczyłem chodu. Była lina, piekny wyprost , rolowanie dobre. Góra do poprawy , bo za bardzo się pochyla. Pracy rąk nie obserwowałem , bo to lata pracy nad tym..:).
Najważniejsze co mnie urzekło to uśmiech w banana na twarzy przy szybkim tempie.
Ta radość z poznawania chodu. Zabawa,No i teraz mam robotę. Dziecko 14 lat- tlenu nie potrzebuje..). Robota pod 3km. Tlen chyba do 5km. Żadne interwały , powtórzenia , chnp. Tempówy. Interwały to zaburzenia radości. Robotyzacja dziecka byłaby. Przejmowanie się. A tu jest radość. Radości się nie da trenować. Tu moje ulubione słowo -oczywistość..:). Już jej powiedziałem , że będzie rekordzistką. Cieszenie się z przyszłych wyników , ale tak aby była robota.
Ot psychocologia sportu..:)..

-
2013/05/01 19:51:00
A Dziki dziś świętował Święto Pracy w pracy. Na 6 maja mam do skończenia trzy projekty do konkursów o dotacje. Nie mogłem się wcześniej zabrać, bo robiłem sprawozdania do dwóch innych dotacji. To dziś majowy spacer z Jakże Piękną Żoną i Najmłodszą Lilą i do zadań. A po południu Dziki dziś do Puszczy. Nie wiem, czy pobiegnę Rzeźnika, Maraton Gór Stołowych, jakikolwiek maraton, następną stówę w Puszczy. Jutro mam konsultację u kardiologa o 13:00. Ale Biegu Truskawki w Puszczy nie odpuszczę. Tam jest kategoria par mieszanych, Dziki zapisał siebie z Jakże Piękną Żoną oraz Zuzię - Najstarszą Córkę z Zuzi chłopakiem. W ten sprytny sposób doprowadziłem do konfrontacji Agata - Zuzia na zawodach. Życiówki na 10 km mają podobne, obie miały przerwę w systematycznych treningach, Agata na Lilę, Zuzia na ciężki rok na studiach na matematyce na PW, obie wróciły do treningów, z obiema biegłem w mikście w Biegu Truskawki w dwóch ostatnich latach. Tylko boję się, że rywalizacja będzie nierówna, Zuza jest chyba mocniejsza od Pawła, swojego chłopaka, w tym momencie... Chociaż w zeszłym roku latem, kiedy Dziki trenował szybkość i podbiegi z trenerem, Paweł włączał się w moje 200 metrowe podbiegi ze cztery razy na dwadzieścia i dawał radę...
To Dziki dziś po trasie Biegu Truskawki. Trasa 10 km z Truskawia do Zaborowa Leśnego, po drodze nowe mostki na bagnach, dziwne, zarośnięte kocie łby w środku lasu, jakieś 200 metrów po kocich łbach kilometr od startu, mostki jakieś 500 metrów przed Mogiłą Powstańców 1863. Dalej Kręta Droga, mocno krosowy 2,5 km odcinek, zwody na prawo, lewo i w górę, w dół, pod koniec zarastająca polana po trąbie powietrznej sprzed 10 lat. Dalej skrajem Cyganki, obszaru ochrony ścisłej i znów mostki na bagnie, jeden, drugi, trzeci, będą jeszcze dwa na finiszu. Na bagnach kaczeńce rzadzą, komarów brak na razie. Wszystko udało się obiec poniżej 52 minut, drugą i trudniejszą piątkę trochę szybciej - bolące przywodziciele z prawej rozgrzały się. Tętno średnie 147. W zeszłym roku z Zuzią byliśmy na 25. miejscu na 50 par z czasem równo 60 minut. Dwa lata temu z Agatą nie pamiętam czasu, ale pozycja była podobna, a warunki o wiele trudniejsze, Puszcza stała w wodzie. Dziki
-
2013/05/01 22:22:52
Dziki, jutro jestem z Tobą o 13.
-
2013/05/01 22:23:25
Dziki, Czarny Rycerzu :)
-
2013/05/02 11:00:33
rob - świetna robota z ligą
marsz
-
2013/05/02 15:04:12
'uprzejmie informujemy,ze Pana IP zostalo odblokowane'

Dzieki Wam,po tyg.:)
Bartek- niestety nie bedzie bloga zbanowanych. Teraz kolej na Kamila:)

2.06 Bieg dla Macka, wroc, 10 km. Snuc plany trzeba w taka pogode,nic innego nie pozostaje.

Najlepszego
Pope
-
Gość: podopieczny_bartek, *.centertel.pl
2013/05/02 16:51:09
Jak to nie bedzie???? Jest juz:)
ocochodziwbiegu.blog.pl/2013/05/02/m-jak-mokro/
-
2013/05/02 17:12:40
Wczoraj Krapkowice, jutro Jelonka - jeden i drugi bieg mocno pagórzasty. Mam przed oczyma podbieg Kowarską (do GOPRu) i mam cykora. Co prawda w porównaniu do podbiegu na Tąpadłą, to pikuś, ale wbiec na dach dziesięciokondygnacyjnego wieżowca, to jakoś robi wrażenie.
Oba biegi, to przymiarka do Silesi - najbardziej górskiego maratonu na nizinach ;-)
Silesia będzie przedsmakiem do prawdziwie podbiegowych wyzwań...
Taki mam plan na ten rok: dwa najtrudniejsze asfaltowe maratony. Czerwiec: Rytro, a we wrześniu Koral Maraton. Zawalczymy z prawami fizyki.
Beztlen - czy Orgowie w Krynicy dopuszczą start z wózkiem?
Oco - zerknij na maciekbiega.pl "Biegniemy do rekordu świata!!!" Twoja propozycja w realizacji.
Zdrówko!
-
2013/05/02 19:40:02
Wszystko może być, nic nie musi być. Byłem u mądrego człowieka i dobrego doktora. Wszystko może być, to trzeba ustalić. Może być banalna przepuklina i drażnić nerw, może być stan po gigantycznej infekcji z zimy, kiedy razem z ropą zeszły mi dwa paznokcie u rąk i byłem głuchy na jedno ucho przez miesiąc, może być nietypowa wieńcówka, a typowa właściwie nie istnieje, może być choroba reumatyczna... Nic nie musi być, tak, trzeba to zbadać. W połowie czerwca Dziki "kładzie się" do szpitala. W trybie dziennym, na noc do domu. Zrobią wszystko, wszystkie badania w dwa dni lub trzy dni. Od rana do obiadu do kolejki na badania. Zgodziłem się, mam zarezerwowane "łóżko" na Banacha. To Dziki dziś nic. Za to skończyłem jeden projekt, zostały dwa do poniedziałku.
I Dziki został dziś organizatorem. Nie biegów po Warszawie lub rodzinnych, to już robiłem :-) Spotkałem się z Jankiem Kondrakiem, bardzo szybkim Bardem, przyjacielem Picta, kogo to się nie spotyka na biegowych drogach... Będzie w Warszawie kameralny koncert. Janek pierwszy zaczął grać Stachurę, głos i skala porównywalne z Niemenem, maraton 3:11 w M-50, mnóstwo płyt w dorobku, także autorskich, jednej właśnie słucham, w Choszczówce przybiegł tuż za Johnem, współorganizuje Maraton Lubelski, jeździ z koncertami, a myślami przy maratonie w swoim mieście, grał w Starej Prochowni, w innych teatrach w Warszawie, dziś pod Dolinką Służewiecką zrobił trening w BPSie, 4 X 2 km po 4'08 na przerwach 1800 metrów plus rozgrzewka i schłodzenie, po treningu spotkanie z żoną Stachury, potem spotkanie z Dzikim. I w efekcie robimy koncert na Placu Konstytucji, w klimatycznej knajpce Konstytucja, którą prowadzą Dzikiego przyjaciele. Może jako support Barda Jana Kondraka reaktywuje się zespół Dziki John w składzie: Dziki i John (czyli Wojtek Staszewski). Graliśmy kiedyś, myśleliśmy, że gramy bluesa, a graliśmy ballady, dla Stachury też starczało miejsca... Wstępny termin to 1 czerwca, godzina 20:00, Konstytucja na Konstytucji. Dziki
-
2013/05/02 20:45:35
Wszystko może być. Tak mówi mądry lekarz. I trener ,zanim nie zbada w pełni sprawy.
Interesuje mnie ten aspekt psychologiczny.
-
2013/05/02 20:47:58
Nie piszcie proszę ,że ktoś tu mógł być zbanowany. W naszym środowisku można kogoś tylko zbananować..:).
-
2013/05/02 22:41:17
Pope - w natłoku wielu wpisów prawie mi umknął twój o DFBG. Jestem jak najbardziej zainteresowany wszystkimi informacjami o trasie. Pisz wszystko co uda ci się ustalić.
-
2013/05/02 23:22:50
Dziki, jeśli znajdziesz jakiś sposób na naszą Trzecią Połoninę, to się bardzo ucieszę, a jeśli nie, to nic na siłę. Jakoś tak spokojnie czekam na efekt Twoich medycznych dociekań. Bynajmniej nie uważam Cię za wysypanego, naprawdę trudno jest tak pomyśleć o Dzikim, Dziki ma tyle sposobów, o których zwykłym filozofom się nie śniło :)
Na razie, wzorem słusznej wiosennej inicjatywy Stena i Kamila, wytężoną pracą uczciłem wczorajsze święto. Wyszła niezła broniewszczyzna, no może czasem ruszałem z prawej, a nie z lewej, za co serdecznie przepraszam Majakowskiego, ale świadomość rewolucyjna u mnie niska. No to razem 56km po pagórach wzdłuż sredniowiecznego szlaku Via Francigena, ale nie doliną Elsy, więc pagórów było dużo, mapa w Locusie podała, że prawie +/-2500m. Tutaj z każdej górki widać jeszcze ciekawszą, więc krajobraz wciągał z łatwością, której brakuje nawet najlepiej przygotowanemu asfaltowi. Toteż pociągnęło mnie spod San Gimignano aż do Volterry. Zacząłem o 7, bo zapowiadał się upał 26'C. Przepraszam, bo w Polsce zdaje się zimny maj... Na szczęście grzało tylko do 13, ale i tak pocwiczyłem bieganie latem. Wiaterek pomagał, no i miałem 2,5 litra wody w plecaku. Jedzenie przecwiczyłem dość przypadkowe, 3 kanapki z pasztetem i dwa snickersy, ale udało się utrzymać równowagę pomiędzy ying trawienia i yiang zasięgu. Tylko na końcowym km i 120m skarpie już mocno burczało, ale za to natychmiast potem wciągnąłem słoik fasolki na ciepło i colę gazowaną na zimno :)
-
2013/05/02 23:34:13
@Dziki
Cieszę się bardzo, że specjalista habilitowany przypadł Ci do gustu. Trzymam kciuki.
-
2013/05/02 23:43:48
Glikogenowo wyszło zatem optymalnie (muszę pamiętać na przyszłośc o słoiku fasolki), bo tempo nie było maratonskie. Jednak netto wyszło 7:15, co wprawiało w dobry humor, a brutto też zadowalająco 6,5km/h, co pozwala przeliczyć na 11,999h do Ustrzyk, wliczając 2,5h postojów albo wdrapywania się na poloniny :) Były trzy fazy, radosna - wiadomo każdy ma, a mnie wciągała wizja fortyfikacji Volterry wyłaniających się zza kolejnego wzgórza. Do jej bram dotarłem na 28km ale nie wbieglem na główną Piazza, bo żaden że mnie Kilian, tylko zrobiłem w tył zwrot. Potem była faza stabilna, gdzieś do 40km, podczas której odpuszczalem biegowo tylko strome fragmenty.
-
2013/05/03 00:20:29
Tutaj dotarłem do jedynego na trasie strumyka więc się oporządziłem i napełniłem bukłak. Dalej, to też wiadomo, faza ultra i tutaj tempo nieco spadło, bo bardziej dbalem o równowagę, ale dzięki temu pojawiła się nowa dla mnie jakość. Zarówno na podbiegach jak i zbiegach, praktykowałem krótki krok Antona Krupicki, tylko znacznie wolniejszy :) Chyba dzięki temu ok 45km zaniknęły typowe nieprzyjemności w nogach (!), a jedynym kłopotem było nie poczuć paniki glikogenowej. Jak mój organizm ją poczuje to zaraz symuluje omdlenie, tak jak tuż przed fasolką, którą głupi miał przed nosem, a jakby nie mógł poczekać 5 minut na pogryzienie. Gdyby fasolka czekała 10km dalej to organizm też by poczekał... Nauczyłem się dwóch zasad. Gdy boli ciało trzeba próbować dalej biec tylko krotszymi kroczkami. Przy dużym zmęczeniu lepiej jeść nawet na siedząco, byle żołądek nie był skurczony. Inni pewnie mają inne zasady :) Ale główna zasada, na każdą fazę, to mieć przyjemnego towarzysza :) Mi trafił się nieco kłopotliwy kundelek, którego pozbyłem się po 15km wspólnej wędrówki. Zatrzymały go rozsadniejsze psy, które przepuściły tylko mnie. Tego w nasyk górok nie uwidzis...
-
2013/05/03 08:26:17
Wojtek, urosłeś w moich oczach ;-)
Nie zgadniesz czym.
Tym, że masz na koncie maraton w 4h49 i że zdarzało Ci się przejść do marszu.
Do tej pory myślałem, że trenujesz "maratończyków klasy 5 godzin" nie wiedząc co się czuje w tej piątej godzinie...
To fajnie, że nic co ludzkie nie jest Ci obce ;-)
-
2013/05/03 19:27:06
Johnson - mój Mistrzu. Ależ Mistrz poleciał i potem zaśpiewał o tym. Zadzwonię do Ciebie od razu jak wrócicie. Tymczasem Dziki zaczął się starać o godnego partnera dla Ciebie. Mam małe sukcesy, będziesz mógł przebierać jak w ulęgałkach... Zadzwonię.
A Dziki dziś wsiadł do samochodu, kręcił, kręcił, nic. Chyba pompa paliwowa padła. Pośrodku majówki! To spod domu na Łosiowe Błota, 3,5 km mam spod domu do lasu, który jest przedsionkiem Puszczy. Dalej pod dawnym wysypiskiem, najwyższą górą w okolicach Warszawy, jest rekultywowana i są plany, żeby stała się dostępna na narty, nogi, to dopiero będzie, 5 km od domu Łysica w Mościskach. Na wysypisko chodziło się dawno, ciekawe rzeczy ludzie wyrzucają, Robert, kolega z podstawówki znalazł rulon rosyjskich banknotów, takich z carycą Katarzyną, razem natknęliśmy się na ludzkie ręce zawinięte w przezroczystą ceratę, Wojtek znalazł pistolet, chyba prawdziwy, bo ciężki, zabrał mu jego tata... Dalej do Parku Leśnego Bemowo, gdzie często chodzą sobie łosie, oblot wokół lotniska, powrót twardy wzdłuż Powstańców Śląskich. Razem 16,1 km w tempie 5'29. Dziki
-
2013/05/03 20:47:32
Widzę, że stwierdzenie o "wysypaniu się" z Rzeźnika zaczyna się upowszechniać na blogu jako kategoria myślowa. Proszę bez wywierania manipulacyjnej presji na mojego przyjaciela, któremu żaden rozsądny lekarz nie da teraz zgody na start w maratonie górskim. I kamień z serca, że Dziki zaczął się leczyć na serio.

Oki - to nie było, że mi się na tamtym maratonie zdarzało przejść do marszu. Mnie się udało wtedy podbiegać na ostatnich 14 kilometrach :-)

-
2013/05/03 20:50:27
W SOBOTĘ W GAZECIE - JAK PRZEMEK KUPIDURA prawie ZOSTAŁ CELEBRYTĄ. To mój ostatni tekst do Gazety. A Przemek jest maratończykiem (3 z małym haczykiem), więc reklamowanie tekstu na blogu biegowym ma swoje uzasadnienie.
-
2013/05/03 20:53:46
Sto komentarzy dzięki Dzikiemu! Gratulacje!
-
sfx
2013/05/03 21:11:44
jutro premiera w koszalinie.
premiera w polsce.
pierwszy pojedynczy, niezależny bieg pod szyldem "zbiegiemnatury".
słuchajcie od 8:40 w trójce.
wchodźcie na www.zbiegiemnatury.biegnijmy.pl
a może przyjedźcie!
start w południe.
3.33km, 10km, marsz na orientację.
bez opłat za start.
na mecie medale i koszulki.

nadawał sfx.
-
2013/05/03 21:12:09
Dziki - słuszna decyzja, ale tak jakoś po cichu miałem w wyobraźni scenę w której wpadam na metę w Ustrzykach, a tam ty z Johnsonem czekacie na mnie i razem ruszamy dalej na HardCora. Nie wywieram presji, ale dzielę się swoim smutkiem.
-
2013/05/03 21:17:47
No nie. Gospodarz zrobił swoje.
A Dziki już się tyle razy wysypał w życiu. W 1985 roku w Puszczy Kampinoskiej na bieganiu z Johnem nagle nie mogłem dalej, zima była, doszliśmy jakoś do Truskawia, okazał się rak nasady kości piszczelowej, 5% przeżycia, jeszcze latem tego roku Dziki biegał w górach po operacji, to John zabrał mnie na wyprawę w Beskidy na 3 tygodnie, pierwsze samodzielne bycie, i dla mnie i dla Johna. Potem wysypała mnie cysta Beckera, pod kolanem, operacyjna, rok bez biegania, trwożliwe rozbieganie, cysta się wchłonęła, ktoś zrobił o tym doktorat. Potem wypadek rowerowy i porwane przywodziciele, znów rok bez, chodzenie z kulami, biegniemy dalej. Złamana kość w śródstopiu na treningowym Silesia Maratonie, nigdy w życiu nie byłem taki mocny na wiosnę, dzień wcześniej było ponad 40 km po Bieszczadach, bo wszystko Dziki robił pod pierwszego Rzeźnika, wysypało się, po miesiącu kiedy Andante walczył, Dziki usiłował truchtać na pętelce 3 km. Rok i dwa lata potem dwa razy Rzeźnik. Może i teraz znów się wysypało. Nie szkodzi. Jest los, nie będę udawał, że jestem gotowy. Jeszcze będę gotowy. Żal biegu z Johnsonem, jeszcze bardziej byłoby żal biec z Johnsonem z wielką niezasłużoną odpowiedzialnością wiszącą na Johnsonie za Dzikiego. Bez sensu. Sorry Polsko. Dz.
-
2013/05/03 21:27:21
Chciałem jeszcze coś napisać, ale nie wiem co mądrego można dodać.
Trzymam kciuki za dobrą diagnozę.
-
2013/05/03 22:06:35
Wojtek, oczywiście, że nie ma presji na Dzikiego, bo wybór jest prosty. Ja wybieram zdrowego Dzikiego i skoro badania w czerwcu, to nie bawimy się razem w Rzeźnika. Temat zamknięty, też mi żal, ale smutek to nie jest. Dziki nie da się wysypać, jak to ładnie wykazał przed chwilą :) Dziki lecz tą pompę paliwową, a jesienią wynajmę Cię jako zająca na 3.30, wtedy wszystko zagra i jeszcze młode wilki spod bloga się podczepią :)
Wojtek, dzięki za tą litanię maratonow. Jest się z czego uczyć pokory... Dla mnie 3.30 to jak Twoje 2.49, jeszcze będę to studiował :)
-
2013/05/04 01:52:22
Johnson
A moze 3.30 razem!
Ze mna i z zziggym!
W warszawie albo we frankfurcie...
Razem damy rade!!!
:)
A dzisiaj w biegu konstytucji 21.20
Mała , ale miła życióweczka! :)
-
2013/05/04 13:53:04
beztlen - dużo o zdrowiu więc wykorzystam i spytam cię, (i wszystkich ale ty chyba możesz wiedzieć najwięcej) o miednicę...:)
moja się notorycznie przestawia; za każdym razem kiedy odwiedzam rehabilitanta, jedna noga krótsza o 1,5/2 cm - nie chodzę do niego z powodu miednicy, nie rejestruję czy i kiedy zmienia się jej ustawienie - tylko łydki, która w tej krótszej nodze doskwiera mi od początku biegania, zwłaszcza po sb i podbiegach (niestety unikam w treningu) ale ponoć jedno wynika z drugiego

nie mogę sobie z tym poradzić, zdanie fizjo znam, możesz coś podpowiedzieć ?
może jednak nie korygować tego ustawienia miednicy za każdym razem, skoro i tak wraca na "stare tory" - sorry za prywatę ale może jeszcze komuś się przyda, bo to chyba częste u biegaczy i chodziarzy?
marsz
ps. wczoraj odpuściłem połówkę w jg ale pope i inni zrobili bardzo dobre wyniki w ulewnym deszczu, który w końcu dziś przestał padać
-
Gość: rob, *.dynamic.chello.pl
2013/05/04 13:57:34
Tomik, wpisuj wynik do ligi :) jest miejsce i na 5 km

rob
-
2013/05/04 14:03:52
tomik, johnson, zziggy - z d'artanianem fajką nie może się nie udać:)
wojtek - lecę po gazetę
marsz
-
2013/05/04 16:10:25
Półmaraton Jeleniogórski - SB w całkowicie przemoczonych butach i nasiąkniętym wózku :-) W sumie sympatyczna impreza... Ciasno po starcie. Pierwszy kilometr w 7 minut. Wybiegłem ostatni, więc musiałem swoje (nasze) odstać. Maćkowi deszcz się podobał i to bardzo.
Jakieś problemy z dystansem - brak atestu. Ale przecież Org renomowany i trasa dawała możliwość ustalenia pełnej (i pewnej) połówki. Tak więc zaliczyliśmy życiówkę na dystansie okołopółmaratońskim (1.41,30) Podbieg przed starówką niezły - krótki, ale chyba ze 20% - straszny zakwaszacz.
Zdrówko! Uff!!! nie pada!
-
2013/05/04 16:38:03
www.manta.home.pl/zkwiecien/agd/uroda/mm103/opis.html
Marsz - chód sportowy to najlepsza akupresura. Marszpresura..:).
-
2013/05/04 17:30:57
A u mnie dzisiaj Rzeźnia Agrykolska (www.facebook.com/NadarzynBiega?ref=hl).
30 razy + niespodziewana wizytacja dokonana przez Tańczącego Jastrzębia. Zaczyna się już powoli faza transowego biegania:-)
-
2013/05/04 19:48:58
3:30???? A mieliśmy biec razem. :(
-
2013/05/04 19:49:07
Tomik - gratulacje, piątka to straszna rzecz. Dziki biegł sobą atestowaną piątkę tylko dwa razy w życiu (a 30 maratonów). 19:18 i 19:56 w odstępie 4 lat. Jeszcze dwie towarzysząc moim Biegającym Kobietom, Jakże Pięknej Żonie - debiut 29:53 zimą i Najstarszej Córce Zuzannie - debiut 28:47 w upale. Obie szybko poprawiły wynik. Nie ma strategii na piątkę, trzeba za...lać 5 km. Podobnie jak dyszkę, z tą różnicą, że tu trzeba zap...lać przez 10 km, w odróżnieniu od dystansu 15 km, bo tu trzeba zap... 15 kilometrów, itd...
A Dziki dziś wyznaczył wreszcie optymalną piątkę w Lesie Bielańskim, we wschodniej części, między Dewajtis, Wisłostradą, Podleśną i Marymoncką, tam planuję zawody w ramach Rodzinnych Biegów. Górsko może nie będzie, będzie krosowo i widokowo. Start przy szlabanie przed skrętem na parking przy klasztorze i UKSW, 400 metrów prostej i skośny wbieg na płaskowyż, płasko lecz kręto, zbieg do dużej alei, przecinamy ją, dalej ścieżką łącznikową przez gniazdowisko warszawskich gawronów do dolnej ścieżki w stronę Rudy, tam bywa mokro, przy super słynnym szlabanie przy Podleśnej (SBBP i inne grupy tu się zbierały i zbierają) wybieramy ścieżkę wzdłuż ulicy, po 200 metrach w prawo, dalej kros, raczej w górę niż w dół, stare dęby, dużo zwalonych starych drzew, podbieg znów na płaskowyż, lekko w lewo na południe, widać kanion Potoku Bielańskiego, za chwilę widać płot AWFu, słychać tramwaje, zwrot w prawo do dolinki, przez mostek do Dewajtis, po 300 metrach znów w prawo, zbieg na dno kanionu, bieg wzdłuż okresowo wysychającej rzeczki, podbieg w lewo, znów gruntowa ścieżka wzdłuż Dewajtis, mnóstwo studentek zaocznych, szlaban, równo 5 km. Z dobiegiem i powrotem 11 km w tempie 5'38. Dziki
-
Gość: beztlen, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/05/04 21:07:26
Piachu1 - napisz do mnie na festiwalbiegowy@isw.org.pl;
Marsz.1 - profesjonale wkładki;
Tomik - gratulacje! ja zanotowałem regres i szukam przyczyn.
-
2013/05/04 21:22:54
Zziggy
Zobaczymy jak przebiegamy lato.. I jaka będzie forma ;)
Możemy się nastawić ze atakujemy 3.33 w Warszawie, bo to chyba bardziej realne...a jeśli się uda to 3.30 we Frankfurcie! :)
Dziki,Beztlen - dzieki - męcząca była ta piątka po długiej zimie, powalczę jeszcze w Biegu Ursynowa..
Marsz - ja mam podobnie, prawa noga krótsza o 7mm, problemy z prawą łydką i przestawiona miednica..rzeczywiście moze najwyzszy czas pomyślec o wkladkach!
Chyba wybiore się do Ortorehu!
-
2013/05/04 21:40:43
Ja jakoś nie widzę wkładek. Wkladki to brak wiary ,ze potrafimy. To pod wzgledem psychicznym.. To sprawa nienaturalna jak rozrusznik w sercu.
A w dodatku marketing , kasa. Rzecz widzę w adaptacjach. Niedawno mialem okazje oglądać 3 - nogiego kota prezydenta Wrocławia. Kotów w sumie pięć. Wszystkie przygarnięte przez jego żonę. Szedł tak szybko. Byłem zachwycony. I to bez protezy(wkładki). Adaptacje są kultowe...I kultowa może być prostota myślenia. Jest problem w sporcie to się sięga po trudne sprawy. Rezonans , usg , specjaliści co nigdy nie biegali. Tu pośrednio odpowiedz znów na pytanie Marsza. Stopa to podstawa. Możemy zbudowac budynek z litej stali a jak fundament zly to i tak wszystko siadzie. Stopa jest jak fundament.Pisale kiedys dr. Witek z Ortorehu. Nawet nie wiemy ile kontuzji jest ze zlej stopy. Nie wzmocnionej. To sie przenosi na gore w sposob niewyobrazalny.
A stopa sie wzmacnia w chodzie sportowym. No moze zwykly szybki chod ale wtedy szybkosci nie ma i cardio gorsze. Ja bym nie puscil nikogo , gdybym yl trenerem, na bieganie zanim nie ma chodu sportowego choc pol roku. Adaptacje..
-
2013/05/04 21:54:29
No tak Tomek, regres jak cholera, 24. miejsce w biegu na tysiące zawodników... :-) I podium w mocnej kategorii liczonej co 10 lat... Jakie to wszystko jest względne... 16 sekundeczek za Darkiem Królem, nigdy się z Darkiem nie ścigałem, raczej korespondencyjnie, to znaczy ile za Darkiem, półtorej minuty na dyszce to było wszystko... On za rok wchodzi w M50, będzie luźniej na mecie M40 :-) Jestem ciekaw, czy walczyliście, Darek lubi wyzywać na pojedynek na finiszu, fantastyczna technika, ręce jak śmigła, nogi jak młoty pneumatyczne. Gratulacje Beztlenie! Dzi
-
2013/05/05 10:55:33
@Dziki - wiem, że znasz się na kontuzjach przywodzicela - a więc u mnie dokładnie rok po ostatnich problemach kolejne. Co radzisz? Mrożenie i czas wystarczą? Wytzrymałem pół roku w ciężkim treningu bez problemu, a teraz nagle się posypałem. Dziś musiałem zejść z treningu. Wczoraj po trenigu ogromny ból...
-
2013/05/05 11:05:19
jelenia Gora przywitala deszczem,a pozniej to juz tylko deszcz..:(
czas 1;26.... choc cos z kilometrami bylo nie tak:(

pope
-
2013/05/05 11:14:43
na nic sie zdala pomoc Agory,bo caly czas jestemm blokowany:( wpisy wybiorczo.

.....Jelenia. Mozna smialo polecac ten polmaraton. Fajna organizacja, fajna trasa,choc po dwukrotnej petli,ale nie mozna narzekac. Startowalem na 'lekko' bo to pierwszy bieg w tym sezonie. Ale juz na 3 km odnotowalem 4:01, i tak juz do mety. mocno pofaldowana trasa,kostka w centrum,wiec o stalym tempie nie ma mowy. Od okolo 15 km juz lalo,wiec zaczalem przyspieszac cele ukonczenia.:) Finish z jednym z doswiadczonych biegaczy,z ktorym cala druga petle natrzucalismy coraz szybsze tempo. Ostatecznie tuz przed sciana 20%:) (Pjachu sie nie myli) przyspieszylem. Skonczylo sie na 55 open.:) sympatyczny bieg:)

Marsz, Darek-- dzieki wielkie:)

pjachu- ten deszcz chyba spowodowal to,ze ani przez chwile was nie widzialem:) ale w tych warunkach,swietny wynik zrobiliscie. Gratulacje.

Najlepszego
Pope

p.s Marsz kusi 10km w Olesnicy za tydz. ktos sie wybiera?? ja przed 42 k odpuszczam.
-
2013/05/05 19:04:25
Pict - Dziki zna się na swoich kontuzjach przywodzicieli. I mam tu bezradność. Same przychodzą, same odchodzą. Na nic przerwy, na nic klina klinem, czyli mocne bieganie na mocnym bólu. U mnie pojawia się ból zimą lub na wiosnę, w ostatnich latach tylko zimą, w tym sezonie natychmiast po zejściu lodowców. Jak się daje to biegam, kulawe bieganie, kulawe chodzenie, nagle odchodzi ból, jesień mam zawsze wolną od myślenia o przywodzicielach. Godziny spędzał Dziki na plecach z nogami rozkraczonymi w kształcie rozwierającej się litery V na ścianie, nogi opadają pod własnym ciężarem na boki, luzują się przywodziciele, to ćwiczenie dla kobiet przed porodem... Wzmacnianie - przy drzewie jedna noga stoi, druga w bok, ale nie na rozerwanie, opada powoli, serie na obie nogi po kilkanaście razy razy kilkanaście takich wymachów. Jest niedrogie urządzenie fitness, tzw motylek, można przy pomocy motylka też wzmacniać przywodziciele. No i na siłowni na ławeczce. Tych przywodzicieli jest kilka po każdej stronie, każdy na głowach autonomiczny, przyczepy są wszędzie, od kolana po górną nasadę na kości udowej i w różnych punktach miednicy, rekomendowałbym Ci ustalenie, który właściwie mięsień skurczył się lub haczy o sąsiednie tkanki. Przez fizjoterapeutę lub USG, najlepiej jedno i drugie.
A Dziki dziś skończył pisanie projektów trzech na jutro, po południu godzinę na przetrzeźwienie wzdłuż Wisły. A wzdłuż Wisły po lewej stronie budowa bulwarów. Już nie będzie betonowych schodów dla Olbrzymów wychodzących z rzeki, będzie molo, tarasy do patrzenia na Wiśle lub patrzenia sobie nawzajem o oczy, będą placyki, knajpki, zadaszone miejsca, przystanie wodne, może most rowerowo - pieszy. Nareszcie, Warszawa miasto nad Wisłą. Na razie trzeba się postarać, żeby to zauważyć... Dziki
-
2013/05/05 19:39:37
Koniec weekendu ,o rety.Szkoda. No to docobranocka dla tych zawiedzionych wynikami , brakiem rekordow.Ale ci co maja rekordy tez moga posluchac, bo ich tez dotyczy..:). Bardzo sportowy utwor jak sie , zwlaszcza od poczatku, slucha myslac na sportowo.
"Jak rozpoznac ludzi , ktorych juz nie znamy" . Z zawodow...
www.youtube.com/watch?v=OhekV1OQUBw
-
Gość: , *.dynamic.gprs.plus.pl
2013/05/05 23:00:09
każdemu jego kontuzje i jego regresy
beztlen - dzięki
tomik - ja póki co spróbuję ćwiczeń, jak nie będzie poprawy, to chyba rada beztlena jest najlepsza, daj znać jak ci sie biega we wkładkach
oco - możesz mieć rację, może być stopa przyczyną ale to gorzej, bo w stopie wada konstrukcyjna (zwyrodnieniowa), na którą wszyscy wzruszają ramionami w geście "nic się z tym nie da zrobić", no fakt betonu tam nie wstrzyknę, żeby wzmocnić - o tej dolegliwości mnie się udaje przez więkoszość biegu zapomniećale często udaje się zapomnieć
-
2013/05/05 23:09:32
ale łydka aż się napina, żeby o tym pamiętać
marsz
-
2013/05/06 11:33:04
Wkładki to dla mnie coś sztucznego. Rozrusznik serca to też coś sztucznego ale jest na stale.Organizm biegacza jest zespolony z butami niejako.
Dodanie wkładki do butów zmienia mechanike ruchu w trakcie uprawiania sportu.
Poza sportem , jak idziemy na wernisaż w garniturku i lakierkach to jaką dac wkładkę ? Znów inna mechanika ruchu. Adaptacje umiejętnie przeprowadzone. Na lata. Nazywam to już "syndromem trójnogiego kota"..:).
-
2013/05/06 19:55:02
Tu Dziki
Dziki miał dziś czarny dzień. Złożenie wniosków w konkursach o dotacje gotowe, a tu problem z drugim reprezentantem, zgodnie ze statutem i ustawą Prawo o stowarzyszeniach, musimy potwierdzać wolę dwuosobowo, a ty kolega przedłużył urlop, koleżanka zachorowała, pięć dni pracy i dobry program zagrożone, udało się. Za chwilę nowe napięcie warte 350 tysięcy! Moja kierownik biura nie wysłała w terminie aktualizacji budżetu do PFRONu na cały rok. Dlaczego? Bo zapomniała... To uchybienie mogło skończyć się tak, że zostalibyśmy bez środków na długofalowe działania, przy których jest zatrudnionych około 10 pracowników. Odkręcone, ale co zrobić? Z kierownik biura? Bo to recydywa... Wielokrotna... Jeszcze trzeci gwóźdź, nie chce mi się pisać, też w pracy. I Hania lat 6 pojechała na Zielone Przedszkole do Serw koło Augustowa, moja mała Hania, na pięć dni... Basta...
To Dziki dziś, zamiast dostać zawału, do Puszczy, do Truskawia. I tam 2 godziny biegania z chodzeniem, cel: eksploracja. Zawsze chciałem zobaczyć co tam za górą koło strugi przy starych mostkach.I zawsze chciałem wytyczyć drogę spod mostków do suchej krainy, wypalonej słońcem polany, gdyby żyły mamuty, tam zorganizowałyby sobie cmentarzysko, wiem jak tam trafić od drogi Truskaw - Pociecha, na rympał nigdy nie próbowałem. No to już wiem! Jaką przepiękną krainę odkrył Dziki dziś! Projekty - dobrze, że udało się złożyć. Transza dotacji 350 tysięcy - będzie, nie ma problemu. Kierownik biura - stara się, znajdziemy narzędzia przypominające. Roszczeniówka, czyli trzeci gwóźdź do trumny - to normalne w tej pracy. Hania wyjechała - wróci dojrzalsza i opowiem Hani... O żurawiach na rozlewisku, a żurawie tak pięknie kląkają do siebie, nie wrzeszczą, miłosne głosy żurawi chciałbym nagrać i zawsze mieć pod ręką, prawie Dziki dał się zwabić na żurawiowe zaloty. Dwa łosie w kąpieli, nie wiedziały o mojej obecności lub nie przejmowały się mną wcale. Myły sobie nawzajem plecy, on głową po jej grzbiecie, potem ona jego w muzyce kląkania żurawi. Wszystko zapamiętałem, ten rympałek, kawał w bok od szosy głównej, czyli od czarnego szlaku 2 km od Truskawia, tam na wschód brzegiem bagna, a z lewej góry, takich widoków, scen i dźwięków nigdy w życiu nie pobrałem, nawet w Puszczy. Dziki
-
2013/05/06 20:25:27
Dziki usłyszeć klangor żurawia na żywo to rzecz bezcenna - niech Tobie ten dźwięk napełnia żagle wiatrem w nadchodzącym tygodniu; a co do pracowników to mój kolega kiedyś nie nacisnął przycisku WYŚLIJ DO MINISTERSTWA grantu szacowanego na kilka milionów, nad którym pracowaliśmy około 2 miesiące; czas składania minął w piątek, wersja papierowa poszła z wszystkimi podpisami, a on nie nacisnął bo myślał, że już go wysłał (procedura kilkustopniowa) i jak go zobaczyłem w poniedziałek to wiedziałem, że jest problem - on z tym żył przez sobotę i niedzielę i składał wyrazy jak to powiedzieć szefowi; teraz jak wysyłamy projekty to robimy foty ze strony na której jest napisane potwierdzenie, że grant został wysłany
pozdrawiam
cvs
-
2013/07/22 10:02:47
no dokładnie, też tak uważam

O mnie


Kim jestem? 25 temu pod koniec studiów zostałem dziennikarzem, pracuję teraz w 'Newsweeku'. Przez ponad 20 lat byłem dziennikarzem 'Gazety Wyborczej' w tym reporterem 'Dużego Formatu'. W 'Gazecie' współtworzyłem z Piotrem Pacewiczem akcję Polska Biega.
Bo jestem maratończykiem-amatorem. Pierwszy maraton przebiegłem w 1996 roku, teraz mam ich na koncie ponad 50, czyli już więcej niż lat. Żeby nie pisać bzdur na temat treningu, zrobiłem też kurs instruktora, a potem trenera lekkoatletyki.
Do tego jestem normalnym facetem. Mam rodzinę - Moją Sportową Żonę i córkę w klasie tenisowej. Mam dwójkę dorosłych już dzieci - córkę studentkę i syna fotografa (Jaś umarł w 2013 roku, ale w sercu go mam). Mam Małego Yodę - Misia Świata - który urodził się w roku 2014. Mam znajomych i przyjaciół - takich z którymi biegam i z którymi nie biegam.
Jem, śpię, zarabiam pieniądze, oglądam mecze w TV, wieczorami grywam na pianinie, od czasu do czasu w ping ponga, tenisa, badmintona, siatkówkę, jeżdżę na rowerze, na nartach i pływam żabką (ale to słabo - za słabo, żeby myśleć o triathlonie). Robię normalne rzeczy.
W tym blogu chcę pokazywać jak normalne życie plecie się z biegowym.

Kancelaria Sportowa




Polecam