Blog o bieganiu i życiu codziennym
Blog > Komentarze do wpisu

Maratony najgorsze (I)

W tekście o tym, jak Przemek K. przez tydzień udawał celebrytę, fryzjer - określający się po celebrycku jako stylista fryzur - chwali się najlepszą fryzurą, jaką zrobił (Mandarynie). Wspomina też o najgorszej (zamiast perłowego koloru wyszedł siwy). Chciał to wykreślić przy autoryzacji, ale autoryzacja to nie cenzura. W tekście są obie historie.

Tydzień temu opisałem, jak wspaniale budowałem formę na dobry Cracovia Maraton po porażce z poprzedniego roku. To dzisiaj o moim najgorszym maratonie. Żeby Piotr (ok123) wiedział, że doskonale wiem, co to jest marszobiegać maraton. Albo maszerować. Niech żyje marsz, marsz, marsz żyje nam.

Najgorszy był mój drugi maraton. Wspomniałem o nim tydzień temu - Warszawa 1997, 4:49 - ale dziś się mocniej popastwię nad sobą. Byłem wtedy w zawirowaniach życiowych, w stanie rozwlekłego rozwodu, uważałem, że nie mam czasu na bieganie. Jeździłem wtedy na rowerze komunikacyjnie, więc wymyśliłem sobie, że będę się przygotowywał do biegu na rowerze. Praca aerobowa? Przecież jest. Siła mięśniowa? Wymyśliłem - przepraszam za te herezje - że będę jeździł na bardzo siłowych przełożeniach, przez miesiąc nawet na Belwederską wjeżdżałem na szóstce. Bieganie? Robiłem chyba ze dwa razy w tygodniu po 15-20 minut po lesie. Sorry.

Do startu podszedłem z niebywałą bezczelnością. Na zbiegu z Belwederskiej postanowiłem podgonić grupkę przede mną, to podgoniłem. Zabrakło mi oddechu (to musiał być trzeci zakres!), to zwolniłem. A potem goniłem znów.

Zaczęło boleć koło półmetka. Uda - opisywałem to już tak kiedyś, ale lepszego określenia nie znajdę - jak z kamienia, przy każdym kroku czułem, jakby uderzał w nie młotkiem i dłutem rzeźbiarz-sadysta. Tempo dramat. Było listopadowo, deszczowo, pod Mostem Poniatowskiego ktoś dał mi łyk herbaty z termosu (dzięki). Za chwilę wyprzedził mnie maszerujący szybko biegacz i wtedy się poddałem. Nie było sensu biec, kiedy każdy krok był cierpieniem i to nieefektywnym.

W marszu wszystko minęło. Dogoniła mnie tylko fala rozgoryczenia, smutku. Widzę tę Wisłostradę pełną piechurów, obrzuconą przy punktach kubeczkami plastikowymi, które zostawili na jezdni biegacze. Piechurzy nieśli swoje kubeczki zawstydzeni, wręcz pili na punktach i wrzucali do worków albo odstawiali na krawężnik. Z poczuciem, że nam się już nie należy obsługa sportowa, miano biegacza i medal na szyi.

Kiedy zbliżał się pięciogodzinny limit czasu dobry dialog odbyła z sędzią na mecie moja ówczesna dziewczyna:

- Nie widzi pan go? Taki blondyn w okularach. Nie ma? Pan go nie zna, doczołga się, a ukończy.

A sędzia wziął lornetkę, spojrzał:

- Żaden się nie czołga.

Ale tak naprawdę maraton mnie wtedy przeczołgał. Nauczył mnie chyba więcej pokory niż pani przedszkolanka powtarzająca, że bez pracy nie ma kołaczy, a przysłowia są mądrością narodu.

W następnym maratonie wystartowałem w lecie w kolejnym roku. Złamałem zgodnie z planem 3:45, poprawiając się o 12 minut wobec życiówki. A jesienią w Warszawie walczyłem, bezskutecznie, o złamanie 3:30.

Maratony są jak literatura. Jak podręcznik, jak egzamin. Cieszą na tyle, ile sami się nimi ucieszymy. Uczą tyle, ile sami z nich odczytamy. Teraz łatwo mi to pisać, bo jestem po dobrym maratonie, mam z niego więcej radości niż nauki. Ale nie pobiegłbym dobrze Orlenu, gdyby nie jesienne porażki w Warszawie i Poznaniu.

Już się nie mogę doczekać następnego maratonu. I chyba go przyspieszę.

Mój plan startowy przewidywał zakończenie wiosennego sezonu w Radomiu. Bardzo mi się spodobała idea tego półmaratonu, odżyły emocje związane z Kuroniem, Michnikiem, słuchaniem Wolnej Europy, radomskim czerwcem 1976 r. i wprowadzonymi wtedy kartkami na cukier. W dodatku sto kilometrów to niedaleko, jak śpiewał Jan Krzysztof Kelus. Miejski półmaraton w pobliżu Warszawy, na który można dojechać rano i śmignąć w czerwcu - czego chcieć więcej.

Ale obawiam się, że nie pojadę. W zimie w Rabce zamarzyliśmy sobie z Moją Sportową Żoną i ex-biegaczką Sabiną rodzinny wyjazd za granicę (nawet dalej niż do Frankfurtu). Żeby było taniej i luźniej postanowiliśmy, że jedziemy w ostatnim tygodniu czerwca. I wygląda na to, że kiedy w Radomiu będzie debiutował półmaraton, my będziemy wsiadać w samolot na Sycylię.

Co zamiast? Przybiegła ta myśl do mnie kilka dni temu, ale teraz czuję, że już się nie rozstaniemy. Maraton Mazury. Pobiegnę mądrzej niż rok temu, bo czegoś się jednak nauczyłem. Nie zacznę w tempie na 2:50. Raczej pobiegnę z luzem na trzy z haczykiem. Postaram się przetrenować negative split, bo człowiek ciągle się czegoś uczy.

Fajny film wczoraj widziałem, pouczający. U Fredzia na Bieganie.pl są ćwiczenia siły biegowej i parę mądrych słów o zwiększaniu zakresu ruchu. Uważam, że takie ćwiczenia są bardzo istotne dla nas, amatorów, moje przysłowie to "Tydzień zaczyna się od podbiegów". Zawodowcy jak Beztlen nie czują tego w stawach, bo latami treningu zwłaszcza tymi w wieku największych możliwości kształtowania gibkości wypracowali technikę, posiadają odpowiedni zakres ruchu. My, amatorzy - trójkołamacze, czwórkołamacze, piatkołamacze - musimy to nadrobić teraz. Ja nadrabiałem dziś, 45 minut ćwiczeń od marszu dynamicznego, skip B (Fredzio przekonał mnie, żeby to ćwiczenie bardziej docenić), wykroki (których mi w materiale z Biegania zabrakło), wieloskoki po podbieg i przebieżki na koniec. Moje tempo rytmowe 3:20 osiągnąłem z nawiązką.

Tylko żeby nikt nie pisał, że nie doceniam biegania. Bieganie też jest ważne w treningu biegacza. W piątek i sobotę zrobiłem łącznie maraton. Dwa długie wybiegania po 1,5 i 2 h z kawałkiem. Wytrzymałość to podstawa, tej podstawy mi zabrakło w tym maratonie w Warszawie 16 lat temu.

poniedziałek, 06 maja 2013, wojciech.staszewski

Polecane wpisy

  • Do zobaczenia w nowych stronach :-)

    Słuchajcie! Ważne ogłoszenie. W życiu każdej Kancelarii przychodzi taki moment, że się zmienia na lepsze. Kancelaria Sportowa Staszewscy nazywa się teraz KS Sta

  • Na początku był Rzeźnik...

    Już na początku pierwszej kadencji rządów PiS rozpoczął się atak na biegaczy. W maju 2016 roku odbyła się tzw. Pierwsza Batalia o Rzeźnika. Władze Bieszczadzkie

  • WWW 20.16

    Wiosenna Wyprawa Wujów - WWW - zmasakrowała mnie energetycznie jak maraton. Jechaliśmy już czwarty rok z rzędu w gronie tzw. wujów, który to termin powstał na p

Komentarze
2013/05/06 20:56:43
fajnie, to wszystko sie wspomina:)
No miejmy nadzieje,ze posypia sie fajne ' najgorsze' maratony...ja takiego nie mialem;) bo malo ich przebieglem...i zawsze w zdrowiu i nie-urodzie;)

p.s Agora koresponduje mocno,o odblokowanie. Wspolczuje im. Wyslalem juz ok 10 meili w sumie:)

Najlepszego
Pope
-
2013/05/06 21:03:25
Pop,
Pamiętam z jesieni, że miałeś sobie odpuścić uliczne starty. A z poprzedniego odcinka wywnioskowałem, że startujesz niebawem. Łamanie trójki będzie?

PS. A jak z tym zablokowaniem jest. Piszesz, że jesteś zablokowany, ale piszesz niezablokowany. Pomogę chętnie w zakończeniu tego przewlekłego procesu, tylko chciałbym rozumieć jak to jest.
-
2013/05/06 21:29:22
witam wszystkich
Najgorszy był ten pierwszy zbytnia zuchwałość, brak wiedzy oraz tropikalna pogoda (Wrocław 2011) spowodowała ,że zamiast 4-4:30 spędziłem na trasie o godzinę więcej niż zakładał najgorszy scenariusz. Maraton mnie pokonał, jeszcze bardziej przegrały moje nogi. Popękane stopy i krew w butach od 30 km to był koszmar. I właśnie wtedy na 35 km wiedziałem ,że to będzie więcej niż jednorazowa przygoda. Wiedziałem ,że to tutaj można się sprawdzić i swoją siłę charakteru.

Czasami mam wrażenie ,że marzy mi się jeszcze gorszy maraton(Spartahlon) ,ale tym razem zwycięski.

off-topic: mam do oddania pakiet na Mazury Maraton ,po cenie pierwszego terminu w
opłaty(do negocjacji)
-
2013/05/06 21:31:12
kolczu,
problem poki co rozwiazany. Jezeli nastapi kolejna blokada,mam podjac kroki nadzwyczajne:) czyli print screnny, ip itp. Jest ok, i tak juz pomogles.
Starty,...rzeczywiscie mialem odpuscic,ale po Poznaniu mialem przerwe....spowodowana asfaltem i kontuzja. Przeczlapalem zime, tzn leczylem ta kontuzje....a zaczalem luty/ marzec. Wiec narazie jestem bez formy na gory, bez formy na lamanie 3h. Realnie w polmaratonie mialem 1.28.....czyli slabo na trojke, a w przeciwientwie do Picta....nie pobieglem ani razu ok.30 km....
najbardziej w zeszlym sezonie przycisnalem 30,40 km...i sie przeliczylem...biegajac tak co 3-4 dni:(

najlepszego
Pope
-
2013/05/06 22:04:19
Dziki. Wpis był pod Dzikiego :-) Ten opisany maraton jest jedynym maratonem, w którym Dziki pokonał Johna...
Co my wtedy wyprawialiśmy? Piękne i straszne! Do połowy jak orły, potem kuropatwy, na koniec kury. Pamiętam grad prosto w twarz pod Mostem Poniatowskiego, nawrót na Wisłostradzie tak blisko domu na Bielanach... Ten 1997 to był pierwszy oficjalny maraton Dzikiego, nie chciałem, ale musiałem, John mi kazał...
Corvus - ściskam! Dz
-
2013/05/06 22:25:56
Wojtek, Twój ostatni tekst do GW przeczytałem, akurat Gazeta w ręce wpadła. Pewnie dla Ciebie to było zabawne zadanie, bo jesteś twardy dziennikarz, ale ja, prosty chłopak z prowincji, ledwie przez to przebrnąłem. Straszny świat i wcale nie o malowanych celebryckich lalkach myślę, bo tych zupełnie nie ogarniam, ale o tych "specjalistach", z którymi wywiadowałeś. Dałbym tytuł "Warszawa najgorsza I". Ciężki jest zawód dziennikarza, że musi się nad czymś takim pochylać, ale z drugiej strony dzisiaj w Tok-fm mądra rozmowa ze Stefanem Bratkowskim bi.gazeta.pl/im/3/13859/m13859953.mp3 W Newsweeku pozwolą na takie dziennikarstwo?
-
2013/05/06 23:05:33
Pope - Org półmaratonu w Jelonce zapewnia, że pomiar trasy był OK. Co do spotkania, to w deszcu rzeczywiście trudno na towarzyskie pogaduchy. Wpadliśmy na start w ostatniej chwili, a na mecie ukryliśmy się od razu pod arkadami.
Siła biegowa - po piątkowym bieganiu coraz bardziej obawiam się Silesi. Jakoś jeszcze się nie wyrestowałem...
Wojtku, fajny tekst!!! Oba odcinki!
-
Gość: rob, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/05/07 08:43:37
Kamil(podopieczny), w lidze półmaratońskiej wpisałeś dwa różne wyniki w dotychczasowej życiówce (01:35:06 i 01:35:08)- napisz który jest poprawny to poprawię w arkuszu.
rob
-
Gość: 1.marsz, *.wroclaw.dialog.net.pl
2013/05/07 09:44:31
nie maszerowałem maratonu, choć we wiedniu pokusa była; najgorzej było w debiucie to było coś więcej niż tylko frywolna pokusa, to prawdziwe, podszyte upałem pożądanie, któremu opierałem się przez 15 lub więcej km; truchtać za wszelką cenę - to był mój jedyny, ostatni już, wymyślony na poczekaniu cel, po tym jak legły w gruzach wszystkie wcześniejsze

ale dajmy już spokój marszowi, traktujmy go marginalnie, jak zło konieczne, biegajmy,
a jak dotrwamy do m90, to zorganizujemy sobie marsz maraton
marsz
-
2013/05/07 10:32:11
@rob 1:35:06

@pjachu1 wydaję mi się ,że organizator zorganizował start w złą stronę, jakbyśmy biegli dwie pełne pętle (jak w przypadku drugiego okrążenia) to rzeczywiście biegalibyśmy po trasie półmaratonu. Chociaż dzięki temu wszyscy mają wspaniałe życiówki na dystansie 20,3 km oraz 9,6 km dla uczestników krótszego dystansu. :)
-
2013/05/07 10:43:23
Wspomnienia ? Mój maraton drugi też był najgorszy. Już na starcie miałem ścianę i musiałem przejść w marsz..:). Później byłem ostatni do 9km. Za mną tylko samochód.
Dziwne uczucie. Smutek. Jestem ostatni. Biegacze coraz dalej. Myślałem o tym ,że jestem porąbany.W koncu umiem biegać. A ja idę . Dominowały odczucia negatywne.
Jakoś na 7km na Biskupinie przyśpieszyłem bo nie mogłem już wytrzymać tej samotności. Żartowałem sobie owszem. A to ,że na przykład stanę i odleję sę na ten samochód , bo zasłania..). Półźniej rozmowy już z tymi porąbanymi biegaczami , tak jak ja chodziarz porąbany. Cały przekrój porąbanych. Jeden w czarnej koszulce. Pan grubszy. Facet , nie za stary ale po kilku operacjach kręgosłupa. Późnie wiele przeżyć na trasie. Na Długiej jakieś 30km byłem zupełnie sam w swoim mieście. Szedłem . Niemiłosiernie długi korek samochodowy. Wkurzony wyraźnie kierowca otwiera okno i krzyczy - Sudoł ! a ja odpowiadam- a czemu nie Robert ? Pozniej rowerzysta mi krzyczy - dawaj Robert ! Potem to 35km. Już pobojowisko. To co wtedy widziałem to zapamietam na całe życie.Takich scen nie oglądaja ci co biegna na 3 czy 4.
Dziki ten moj maraton nazwal happeningiem i tak bylo. Przed wejsciem na mete, przed brama stadionu robila mi rodzina i znajomi zdjecia a sobie stalem , robilem miny nie przejmujac sie czasem. Kompletnie zaskoczony podszedl do mnie biegacz co ukonczyl maraton i troche pogadalismy. Warto przezyc maraton na dlugo. Na 5.30..:).
A zwlaszcza dziennikarz powinien pojsc z mikrofonem..:).
Maraton jest zbyt piekny aby szybko konczyc..:).


-
2013/05/07 11:54:47
Wojtek, fajny wpis.

A przy okazji mam takę sprawę, już od pewnego czasu się nad tym zastanawiam.
Niewątpliwie mamy w Polsce teraz modę na bieganie. Towarzyszy jej sporo artykułów w prasie, tzw. "human stories" (sam zresztą kilka takich popełniłeś). A to ktoś schudł 20 kilo, a to odstawił alkohol, a to uporządkował swoje życie, a to poznał żonę, itp. Wszystkie bardzo budujące, z morałem - widzicie ile daje bieganie!

I świetnie, ale dlaczego nie trafiłem na ani jeden artykuł, o tym, że:
- ktoś bieganiem rozwalił sobie zdrowie
- ktoś popadł w biegowy nałóg co zakończyło się rozwodem
- ktoś mimo tysięcy przebiegniętych kilometrów nie zrzucił ani grama nadwagi i jest załamany
itp.
Nie mówcie, że takich przypadków nie ma.
Nie mówcie też "sami są sobie winni". Ja o tym wiem i właśnie dlatego chętnie bym taką historię poznał.

Jasne: prawidłowo stosowane bieganie niesie same korzyści. Ale nieprawidłowo stosowane bieganie może przynieść zagrożenia.

Nie chodzi mi nawet o jakąś równowagę, o pokazywanie dwóch stron medalu, zupełnie nie.
Mi chodzi głównie o ciekawe historie. Czytamy na przykład poruszającą historię matki, której zmarło dziecko przez błąd lekarzy. Dlaczego nie możemy przeczytać o tym, że ktoś rozwalił sobie zdrowie przez złe podejście do biegania?

Ja bym sobie o tym bardzo chętnie poczytał.
Ale może wynika to tylko z ciemnej strony mojej duszy... ;-)
-
Gość: , *.wroclaw.mm.pl
2013/05/07 14:47:45
OK123- ludzie po prostu o tym nie chcą czytac.:) więc media nie karmią w tą stronę....jeszcze
-
2013/05/07 14:48:54
Pjachu- wejdż na stronkę orga i zobacz jakie Wam zdjęcie zmontowali:) Będziesz wiedział o co chodzi:)portalik24...Z rozmów po biegu wynikało, że trasa i może mierzona dobrze, ale było tysiące skrótów chodnikiem...które umożliwiały nadrabianie czasu:) i tak mogło się uzbierać km....
-
2013/05/07 14:53:56
Kołczu- koniec, końców...blokowanie IP I nicka też. Póżniej to już tylko walka systemowa:) Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o wyczyszczenie cookies and syfs.:)
Wszystko gra, jakby ktoś miał problem ctrl+alt+del

Na półmaraton wroc 06.13 i maraton wroc 09.13, jeszcze można się fajnie zapisywać= 90 za wszystko do 15.06, choć pewnie do tego czasu miejsc nie będzie.:(

Dziki- to kto na Rzeź(nika)???

Najlepszego
Pope
-
2013/05/07 15:03:24
No właśnie - Dziki kto na Rzeźnika? Kto będzie z Johnsonem czekał na mnie w Ustrzykach?
A ty Popellusie miałeś pisać o trasie B7Sz. Kiedy pierwszy odcinek?
-
Gość: 1.marsz, *.wroclaw.dialog.net.pl
2013/05/07 15:13:43
to ja jeszcze zacytuję z bloga p. kawiorskiej super negative spliterki:
marsz
"W każdym z nich drugą część dystansu przebiegłam szybciej.
I tak w OWM 21.1 km przebiegłam w 1.46.38 a 42.195 km w 3.27.50.
CM 21.1 km w 1.49.14 a maraton w 3.33.50.
W niedzielnym półmaratonie połowę dystansu w 48.18 a całość w 1.34.30..."przeklepałam" :)"

-
2013/05/07 15:17:26
Na mieście mówią, że Dzikiego na Rzeźniku być może zastąpi Kołcz.
-
2013/05/07 17:15:03
Nie wiem, czy negative split pomaga w uzyskiwaniu lepszych wyników. Natomiast z doświadczenia swojego moge powiedzieć, że najlepiej wspominam te maratony, gdzie miałem własnie negative split.
3:30 łamałem mając po połówce prawie 1:48.
Ostatnio w Łodzi też był minimalny negative split. Na połówce było 1:35:05, a na mecie 3:09:50. I te dwa maratony dały mi najwiekszą frajdę i łzy na mecie.
Życiówka sprzed dwóch lat 3:18, gdzie po połowie miałem 1:37, była bardzo bolesna (psychicznie) i zaskutkowała przerwą w bieganiu.

A co do maszerowania na maratonie, to przeszedłem (no dobra, część też przetruchtałem) ostatnie 10km Maratonu Warszawskiego AD2012. Pamiętam, że nogi i tak bolały, a najgorsze było zimno...

I kiedyś towarzyszyłem znajomej na 4:00, wyszło 4:30. Siłą rzeczy szedłem razem z nią :) Takiej rzeźni jak wtedy to nigdy dookoła na maratonie nie widziałem...
-
2013/05/07 18:03:12
Pope, Sten, dzięki za empatię :) Zamieszczam ogłoszenie, a co tam, niech mnie zobaczą:). Sympatyczny ultras po Przejściu poszukuje towarzysza o podobnych skłonnościach, proponując zapierającą dech w piersiach przygodę w górach. Tylko poważne propozycje, zdjęcie nie konieczne.
-
2013/05/07 18:17:31
Johnson-- achh gdybym ja mogl;) gdybym byl w stanie w 12 h przebiec. Ale nie wiem, chyba nie jestem...a nie chcialbym byc kula.

Stem- bedzie.:) ten tydz.

Pope
-
2013/05/07 19:47:03
Tu Dziki. To był mój piękny plan. Gdybyśmy grali dziś o to w ping ponga, to John pobiegłby Rzeźnika, bo wygrałem z Johnem w ping ponga dziś, po horrorze, od 1:3 do 4:3, a w ostatnim secie przegrywałem 2:7. Przywodziciele się rozgrzały i Dziki zaczął grać. John, ostatni już raz proszę Cię, pobiegnij z Johnsonem. Rzeźnik czeka na Ciebie, wiesz o tym, Ty czaisz się drugi rok, John - Johnson, Johnson - John, ubogacisz się, jeśli nie będzie jak Ci opowiadam, to oddaję walkowerem cztery ping pongi... Boję się zadzwonić do Johnsona. Nie boję się Johnsona, Dziki boi się, że się rozwali, jak to piszę już się rozwalam... To jutro, Johnson, Partnerze i Przyjacielu...
To Dziki dziś rano z Johnem w pingla, po południu na Chomiczówkę spod domu i dalej na Łosiowe Błota i na Kalinową Łąkę. Na Chomiczówce jest dom do wynajęcia lub do sprzedania, pobiegłem tam, żeby zobaczyć ten obiekt wypatrzony przez naszą stażystkę, jest optymalny na przeniesienie i rozwinięcie placówki Stowarzyszenia Terapeutów, tylko wiatr urwał mocowanie baneru z telefonem do właścicieli, sąsiedzi nic nie wiedzą, baner wysoko i za wysokim płotem. Będę ten temat sprawdzał, bo może to jest to... To dziś 13 km pomału z postojem na ulicy Rodziny Połanieckich 34. Dziki
-
2013/05/07 21:38:59
Wymyśliłem sobie zasadę 3/4 na 4/3. Obrabianie dystansu od góry i od dołu. Od dołu na szybszym tempie 3/4 dystansu a od góry na wolniejszym na 4/3. Wątpię czy John pobiegnie rzeźnika. Mało specyficzny trening i czasu mało. No i zrobić na treningu 4/3 czyli 106km nie jest to łatwa sprawa..).Lepiej 3km..
-
2013/05/07 21:39:37
Ja już kiedyś w 2010 opisywałem swój bolesny debiut w Poznaniu, w 4.29!
oj to było całe piekno maratonu, zobaczyłem cały przekrój ludzkich tragedii, walki ze sobą, z ciałem, z psychiką.
Mnie od 28k zystko bolało, a jedyne o czym marzyłem to żeby przejść do marszu...
Ale śp quentino nie pozwalał, znęcał sie nade mną, kaząc mi cały czas biec..
Chyba tylko ze 2 razy udało mi się uśpić jego czujność na punktach zywieniowych...
Potem każdy następny maraton był już łatwieszy, szybszy, byłem lepiej przygotowany..
I oby tak juz zostało! :)
-
2013/05/07 21:42:43
Johnson - gdyby nie to, że mam mocnego partnera z którym wierzę, że zmieścimy się w 12 godzinach odpisałbym natychmiast na twoje ogłoszenie.
-
2013/05/07 21:42:57
Wojtek
A ty biegłeś już kiedyś Rzežnika? Bo nie pamiętam czy kiedyś juz o tym pisałeś...?
Jeśli nie, to może to swietna okazja!
:)
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2013/05/07 22:44:10
tomik... tak przy okazji zagaję...
masz może pomysł na film w październiku?
bo już dokręcam kwestię kina :)
-
Gość: podopieczny_bartek, *.centertel.pl
2013/05/08 00:27:44
Tomik czemu sp quentino?
-
2013/05/08 08:31:38
dla mnie to będzie sensacja, jeśli wojtek się zdecyduje ale skoro był transfer z realu do bd, to może będzie z maratontu do ultra?
marsz
-
2013/05/08 09:15:22
Ha, ha, Tomik, to Twój debiut w Poznaniu to właśnie ten maraton, gdzie wylądowaliśmy z koleżnaką na mecie w 4.30 zamiast 4.00 :) Faktycznie w wynikach jesteś tuż za nami :)

Trzymam kciuki za parę Johnson - John. To byłaby chyba jedyna para łysych :)
-
2013/05/08 09:39:11
Dziki, biegacz dotarł i już dumnie prezentuje się na klapie mojego vw ;-)
Wielkie dzięki jeszcze raz!!!
-
2013/05/08 10:07:52
Jeszcze Johnson-Pacewicz byłoby łyso :-)
Nie pobiegnę w Rzeźniku jeszcze. To dla mnie zbyt poważna sprawa, żeby wskoczyć w to na spontanie, jak do basenu.
Johnson, jeśli chcesz, to mogę wstawić na profil Kancelarii na fb ogłoszenie, że poszukujesz partnera. A może tutaj zgłoszą się chętni? Czy wolisz szukać wśród swoich znajomych?
-
2013/05/08 10:47:44
Brawo Wojtek. Spontan w ultra się nie sprawdza i nie tylko..No może na 3km w wieku 18 lat..:). Ucz spontanu racjonalnego..:).
A jak o ultra to amerykański kawał. Może już pisałem , ale w pM55 (prawie M55) zbyt dużo nie można wymagać . Skleroza..:).
Jak sprawdzić czy jesteś biegaczem ultra ?
Jesteś biegaczem ultra gdy wstając rano i zakładając skarpetki nigdy nie zgadza ci się ilość palców z ilością paznokci..:).
-
Gość: , *.wroclaw.mm.pl
2013/05/08 12:10:55
Johnson, a na ile ty chcesz biec Rzeźnika??
-
2013/05/08 12:13:05
Wojtek - jaki dajesz przykład młodzieży? Własnie spontan się liczy, a nie tylko matematycznie wyliczone tempo na 40-tym kilometrze. Jedź na Rzeźnika, zaszalej, poczuj wiatr we włosach!
-
2013/05/08 12:13:55
;-)
żeby nie było wątpliwości.
-
2013/05/08 12:15:52
oco - nawet jeżeli ilość paznokci przewyższa ilość palców?
-
2013/05/08 12:58:50
...a moim zdaniem to bardzo rozsądna decyzja - początek zabawy w ultra to koniec marzeń o progresie w maratonie, przynajmniej na poziomie poniżej 3h.
-
2013/05/08 13:18:25
beztlen - a przez ile lat można walczyć o progres w maratonie? Ile lat można się katować jakimiś mniej lub bardziej dziwnymi planami treningowymi? A gdzie radość biegania? A gdzie wiatr we włosach?
-
2013/05/08 13:37:48
Sten - rozumiem to i szanuję decyzję osób, które pokonują dystanse ultra; sam w pewnym sensie byłem ultrasem i rzeczywiście najgłębsze doznania miałem po 42 kilometrze :); rozumiem również, że nie dla każdego priorytetem muszą być życiówki; chciałem powiedzieć tylko tyle, że jest to droga w jedną stronę i nie przez przypadek Wasz ulubiony Scott Jurek ma życiówkę w maratonie (2:38) czyli na poziomie dwusetnej maratonki w ubiegłym sezonie; poza wszystkim biegi ultra mogą być szkodliwe dla organizmu...ale z drugiej strony przecież wszystkie przyjemne rzeczy w życiu takie właśnie są:)
-
2013/05/08 14:02:06
beztlen - tu nie chodzi tylko o ultra. Scott Jurek pewnie gdyby nie biegał ultra miałby może życiówkę w maratonie na poziomie 2:10-2:20. A i tak byłby przeciętniakiem.
Tu chodzi o totalną radość z biegania. Jeżeli zamykamy się na spontaniczność z powodu jakiegoś negatywnego wpływu na przygotowania do kolejnej próby poprawiania życiówki to coś jest nie tak.
Żeby było jasne, nie neguję drogi do poprawiania życiówek, ale są granice przesady. Sam przeszedłem kilkuletnią drogę walki o zejście w maratonie poniżej 4 godzin. I albo trafiała mi się kontuzja, albo się przetrenowałem, albo w dniu startu były totalnie złe warunki, albo okazywało się, że plan treningowy był zły.
No i pewnego dnia powiedziałem dosyć. Przestałem trenować i zacząłem biegać. W efekcie w krótkim czasie poprawiłem życiówki na wszystkich dystansach startując tylko przypadkowo. Nie poprawiłem wyniku w maratonie, ale chyba tylko dlatego, że przestałem w nich startować na poważnie.
-
2013/05/08 14:19:38
Podsumowując: Wojtek mógłby pobiec w Rzeźniku.
-
Gość: 1.marsz, *.wroclaw.dialog.net.pl
2013/05/08 16:00:53
sten - może wojtek jeszcze nie doszedł do granicy swojej asfaltowej autostrady:)
25 maja jest w jedlinie bieg górski na 10 km, może spróbuję...
marsz
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2013/05/08 17:09:14
Sten, popieram Ciebie!!!
-
2013/05/08 17:40:45
na szczescie kazdy ma swoje bieganie:) A Rzeznik jest wyjatkowy,bo yo bieg w parach....

Marsz- co ja widze,co ja slysze:) ja Ci gory jestem jeszcze winien..kiedy..?? nd Bardo...??

Johnson- ponawiam....na ile..?? i z hardcorem??
-
Gość: rob, *.dynamic.chello.pl
2013/05/08 18:40:31
Sorry' ale nie kumam o co takie bicie piany. Jeśli wolicie biegać bo górach to chwała Wam za to. Ale czy z tego powodu jesteście ode mnie szczęśliwsi czy lepsi? Ja wolę pobiegać po asfalcie i dopóki sprawia mi to frajdę to będę to robił dalej. Wojtek pewnie by mógł pobiec z Johnsonem rzeźnika tak samo jak i mógłby pobiec Spartathlon ale wybrał II Maraton MCI na Mazurach. Może postąpił tak z powodów biznesowych a może dlatego bo ma właśnie takie widzi mi się ale taka jego wola i uszanujmy to.
Sten wybacz ale na jakiej podstawie twierdzisz, że biegając po płaskim i przygotowując się do kolejnych startów zabijamy w sobie spontaniczność i radość z biegania ? piszesz, że od kiedy zacząłeś biegać a przestałes trenować to wyniki przyszły same. Zachęcam Cię, żebyś zerknął na wyniki ligi podblogowej. Zobaczysz tam, że od kiedy kwasnaali, B&B, podopieczny Bartek, podopieczny Kamil, Kamilmnch, OK123,Tomik, Zzigy, i wielu wielu innych od kiedy przestali biegać a zaczęli trenować zanotowali potężny progres nie tracąc przy tym nic ze spontaniczności i dalej czerpiąc z tego radość.
-
2013/05/08 19:51:49
Nie lubię jak ktoś kogoś ocenia w rzeczach nie do zmierzenia. Jak przyjemność, radość, spontaniczność, czy sarysfakcja. Uważam nawet, że to szaleństwo jest. Rób żeby tobie było dobrze i pozwól innym na to samo. O ile nikt nie ma krzywdy. Jakby tak mogło być, nie byłoby wojny, głodu i kłótni w domu... :-) Inaczej to się nazywa wolność...
A Dziki miał taki sezon w 2011 roku, że po udanej wiośnie z trzema maratonami i udanym ultra Rzeźnikiem, potem podium w krosowym maratonie i open w dziesiątce, latem i wczesną jesienią całkiem żwawo mi się biegało, pięć podejść na życiówkę w półmaratonie bez powodzenia, ale to był pech :-), jeszcze szybka piątka, chociaż nie cierpię piątki, a w październiku udana ultra setka, plus jeszcze cztery maratony wplecione w ten sezon, na koniec Nocna Ściema. Amatorskie bieganie rządzi się innymi prawami, w moim przypadku na pewno.
A Johnson z Dzikim biegli na 11:59 i potem dalej. Myślę, że nic się nie zmieniło, poza odejściem Dzikiego z teamu...
A Dziki dziś do Puszczy na godzinę i dwadzieścia pięć minut. Z Dąbrowy przez Nadłuże do uroczyska Na Miny, potem Posada Sieraków i przelot na mokro przez bagno Cichowąż, ten przemyk znają leśnicy, ornitolodzy, John, Jastrząb, sarny, kuny, jelenie, dziki i Dziki. Łosie nie muszą z tej niewidzialnej ścieżki korzystać, łosie pruj przez wodę na jeszcze lepszy rympał. Wyjście z bagna koło Białej Góry, zaprzyjaźniony rympał pod groble, już czerwony szlak, polana Szczukówek, rympałem na tyły szpitala dla dzieci w Dziekanowie Leśnym, znów rympał w okolice Nadłuża, ale powrót drogą przez wieś, nie przez las. Bez parametrów, jak od kilku tygodni bywa, przywodziciele rozgrzały się po 30 minutach i już ich nie musiałem chronić dociążając lewą nogę. Dziki
-
2013/05/08 20:04:59
Och Rob, chyba nie wyraziłem wystarczająco czytelnie swojej opinii. Nigdy nie twierdziłem, że biegając po płaskim asfalcie ktokolwiek zabija swoją spontaniczność.
Biegając w zimie w małej grupce w Świętokrzyskich spotkałem się z następującą opinią jednego z uczestników: chętnie bym z wami pobiegał ale trener mi zabronił, bo wpłynie to negatywnie na wynik w maratonie.
To stwierdzenie jest kwintesencją mojego poglądu na tę sprawę. Bo albo bieganie traktujesz śmiertelnie poważnie i wstąpiłeś do zakonu biegowego o ścisłej klauzuli albo biegasz lub trenujesz w jakimś celu ale nie tracąc spontaniczności i luzu.
Ideałem dla mnie jest taka mieszanka, która pozwala mi robić każdą rzecz na jaką mam w danym momencie ochotę. Od startu na 400m do Ultra w górach. Bez względu na to, że któryś ze startów lub treningów zniszczy mój jakiś wielomiesięczny misterny plan treningowy. I na mecie jakiegoś startu będę analizował i żałował cokolwiek.
Dziki zadał mi kiedyś pytanie: co mi da trening na 40km w głębokim śniegu w Puszczy. I sam sobie odpowiedział: Frajdę:-)
Czego życzę wszystkim.
-
Gość: tanczacy_jastrzab, *.static.ttnet.com.tr
2013/05/08 20:30:48
Szkoda, że Wojtek nie pobiegnie Rzeźnika. A jeszcze bardziej szkoda, że nie napisze o tym Ale Dziki Kaznodzieja rozwalił mie argumentem "John, ubogacisz się":))
Pozdrawiam ultrasów i asfalciarzy TJ
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2013/05/08 20:48:48
Sten- popieram
-
2013/05/08 20:50:27
Marsz - polecam Ci ten bieg w Jedlinie... bardzo fajna impreza. W zeszłym roku biegłam tam na 5 km. Najpierw są biegi dla dzieci, w których synowie brali udział, potem sztafeta rodzinna (dwie osoby dorosłe i dziecko - biegli moi synowie i ja;) i na końcu główny bieg. Cała impreza podobała mi się bardzo. Właśnie zastanawiam się, czy nie pobiec znowu... warto tam być, tym bardziej, że jest tam pięknie:))
-
Gość: rob, *.dynamic.chello.pl
2013/05/08 21:23:31
ani się obejrzeliśmy a tu już rok i parę dni minęło od ostatniego wpisu na dzikim blogu :)
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2013/05/08 21:54:25
oco poco i poco oco
ocochodziwbiegu.blog.pl/
-
Gość: podopieczny_bartek, *.dynamic.chello.pl
2013/05/08 22:17:40
idealnie się wpisuje w dyskusję nt wyższości szkoły falenickiej nad otwocką...:)
bieganie.pl/?show=1&cat=2&id=5238
-
2013/05/08 22:26:11
Czołem!

Ja przestałem trenować i zacząłem biegać tej zimy i poczułem się nawet biegaczem. Zmieniła mi się technika, pojawił przysłowiowy luz w kroku, każde wyjście do lasu to trochę fartlek i bnp. Ale jednocześnie, pomimo wrażenia, że biegam lepiej niż kiedykolwiek, wiosenne wyniki na asfalcie były rozczarowujące. Bez konkretnego treningu nie mam szans na dobry start w maratonie. Ale trening zostawiam na potem. Teraz przełączyłem się w tryb ultra. W deszczową majówkę wykręciłem trzycyfrowy przebieg, wszystko w górach.
Najpierw w środę mocna piętnastka, żeby trochę podmęczyć brata-rzeźnika przed wybieganiem. W czwartek miał być maraton ze Spalonej do Kudowy po trasie wokół Kotliny. Ale wyszło tylko 33km. Dobiłem się w piątek szybką leśną dychą po 4:09. A w niedzielę wstałem rano i poszedłem w długą, wziąłem baton i kilka żeli, wodę zamierzałem kupić Pod Muflonem, ale w barze mają otwarte od 10, a była 8:30. Poiłem się więc prosto ze strumieni. Wyszedł spontaniczny maraton Gór Bystrzyckich z podejściami 1000m w czasie 3:51, czyli po 5:29, a marszu było całkiem sporo. Spotkałem też muflony, dwa razy w ciągu kilku dni.

mam te z info dla kącika Kotliniarzy - Trasy tego biegu, jak już wcześniej tu pisałem, właściwie jeszcze nie ma. Orgowie DFBG obiecali, że po zejściu śniegów zaczną ją nanosić na mapy turystyczne, ale chyba jeszcze nie zaczęli. Nie da się zrobić żadnego dłuższego mapowania, bo co parę kilometrów jest jakiś wątpliwy fragment. Dość jasno jest ze Srebrnej Góry do Barda i jeszcze trochę dalej, bo potem to już kompletny freestyle. Od Stronia do Bielic i od przełęczy Płoszczyna do Marianówki też jest ok. Tam fragmenty mam zmapowane jeszcze z zeszłego roku. A wątpliwości, które miałem wcześniej, potwierdziłem sobie w realu. Wejście na Jagodną to zagadka. Zbieg do Spalonej jest jeden i prosty, ale to nie tędy prowadzi wg orgów trasa. Ze Spalonej do Mostowic da się pobiec trochę po szlaku, potem ścieżkę, która jest na mapie, przecina siatka leśna. Trzeba ciągnąć dalej szlakiem. Po przekroczeniu granicy kolejna wtopa. Zamiast czytelnie prowadzić trasę niebieskim szlakiem do grani Orlickich, trasa prowadzi wirtualną ścieżką z mapy turystycznej. W rzeczywistości istnieje tylko jej fragment, potem przedzieraliśmy się przez pola, żeby ostatecznie dotrzeć do niebieskiego. Po grani prowadzi dość nieprzyjemny asfalt, ale trudno się zgubić. Można to prawie wszystko biec, ale cena może być potem wysoka, więc będzie raczej sporo chodzenia i oszczędzania sił. Do Orlicy jest łatwo nawigacyjnie, potem trzeba zbiec zielonym szlakiem do drogi asfaltowej po polskiej stronie. Organizatorzy wykreślili tam trasę wzdłuż granicy, ale to niemożliwe. Z asfaltu trzeba trafić na ścieżkę rowerową, która prowadzi na Jaworową Polanę, mieliśmy taką mgłę, że na samą polanę trafiliśmy lekko okrężną drogą. Potem mieliśmy ruszać w stronę Lewina i Kudowy, ale okazało się, że na krajowej ósemce był jakiś koszmarny wypadek i nie da się po nas przyjechać, zbiegliśmy więc do Dusznik. Zmapowałem więc jakieś 29km ze Spalonej do Jaworowej Polany (ostatecznie na pewno będą tu zmiany), plus ok 4,3km zbiegu z Jagodnej (ostatni lap. Trasa pewnie tędy ostatecznie poprowadzi, bo innej rozsądnej opcji nie ma).

Zobaczymy co wrzuci pope, od Srebrnej można nawet 30km bez zawieruszenia wyznaczyć.

Tymczasem,
wyspio
-
2013/05/08 22:37:59
wrzucal bede;)
Achh te G.Zlote- to te z mojej strony...tam bedzie zabawa.Ja trase ta zrobilem w zeszlym roku z 30 razy.jest pieknie w zimie i w lecie,jesienia tez...poza tym to bedzie lipiec,bujna przyroda splata figle.
Co do Spalonej nie mam watpliwosci,Jagodna znam,Wyspio nic sie nie boj,mam tam ludzi,ktorzy w zimie utrzymuja te trasy,a w lecie sie swieynie bawia....ostatnio dzapan festiwal.Bieg w japonkach na Jagodna...
Oczywiscie przy calym szacunku do Twooich okololesnych dokonan...tamze.:)

pope
-
Gość: , *.icpnet.pl
2013/05/08 23:57:13
Wojtek- dzięki za rozpatrzenie wniosku Dzikiego, szkoda, że negatywne, jeszcze pobiegniemy przez nasze góry i to razem z wieloma spod Twego bloga, czuję to, a ul-trasa od dawna wisi nad moim biurkiem na trzech kartkach... :)
Pope- dzięki za to co do mnie napisałeś, wzruszyłem się...
Sten- dzięki za namiętne tyrady o radości z biegania, też nie ogarniam misternych planów :)
Dziki- Przyjacielu, nie martw się, teraz to już zupełnie, nasza misja jest znów w toku, bo szybko znalazł się godny zastępca. Rzeźnika pobiegnę z Fajką!! :) Pokażemy tym... no wiecie komu i co :)
-
2013/05/09 01:03:16
Ojii będzie się działo:):):)

Pope
-
2013/05/09 08:23:38
Mój wpis o tym, że na mieście się mówi o starcie Kołcza w Rzeźniku był całkowicie wyssany z palca i obliczony na prowokacje do dyskusji. Nic nie wiedziałem, że są prowadzone tajne negocjacje:-)
Byłem pewien, ze Wojtek odmówi. No bo jakby się zawieruszył w Bieszczadach to by było...

Wyspio - wieści są niepokojące, ale ekipa DFBG ma doświadczenie organizacyjne i jestem przekonany, że trasa będzie w miarę dobrze zaplanowana i oznaczona. Chociaż z tego co piszecie z Popem to jest całkiem prawdopodobne, że dystans może się wydłużyć

Johnson - fajnie, że masz nowego, mocnego partnera. Gdyby były problemy z noclegiem służę pomocą.
-
2013/05/09 10:36:23
Sten, ja mam nadzieję, że to nie było o mnie ;-) Nie zabronił, tylko zdecydowanie odradził, i nie gór w ogóle, tylko konkretny bieg ;-) No i nie jest fanem ultra. Ale ja też nie. I mam masę radości z trenowania właśnie pod dwa starty w roku - płaskie i po szosie.

Rob, historycznie to jednak wygląda tak, że najpierw zrobiłam postęp jak przestałam korzystać z planów internetowych i książkowych oraz tych dla zawodowców i zaczęłam po prostu biegać - tak, żeby mieć z tego przyjemność (z człapania nie mam). I dopiero jak z tego udało mi się co nieco poprawić, to doszłam do wniosku, że sama już nic więcej nie wymyślę. No i... dalej lubię biegać, a Beztlen najlepiej wie, jak bardzo niesubordynowaną podopieczną jestem ;-)
-
Gość: 1.marsz, *.wroclaw.dialog.net.pl
2013/05/09 11:43:33
biego - dzięki za zachętę, na razie jeszcze myślę na tą jedliną
pope - chętnie się do jakiś lajtowych górek prztytulę ale nic mi nie jesteś winien więc bez zobowiązań, tym bardziej, że tobie się butów nie opłaca wiązać na takie krótkie odcinki jak moje;)
marsz
-
2013/05/09 11:45:57
Bartek - to co napisał Bartosz sprawdza się do pewnego momentu (zresztą sam już się o tym przekonał - po ogromnym skoku wyników w dwóch ostatnich latach, w tym roku notuje regres mimo, że trenuje jeszcze intensywniej i wciąż zwiększa objętość), na dłuższą metę układanie w plan bodźców treningowych tak by organizm na nie reagował nie jest aż tak proste jak chciałby autor tekstu;
BB - znam bardziej subordynowanych, ale nie ma tragedii:), na szczęście jesteśmy amatorami i niczego nie musimy;
Piotrek - zastrzegłem, że chodzi mi o bieganie poniżej 3h, poza tym Ty wymykasz się wszelkim schematom:)
-
2013/05/09 12:05:19
BB jak by to powiedzieć? Trochę o Tobie i od razu przepraszam jeżeli coś pokręciłem;-) Wyszło jak w kawale o rozdawaniu rowerów na Placu Św. Piotra w Watykanie;-) Ale sens mam nadzieję został zachowany.
Tak przy okazji, Michał, który wtedy był ze mną, pobiegł w Łodzi na 3:11. Poprzednia życiówka z roku 2012 była w okolicy 3:45. Z tego wynika, że gdyby zaczął trenować i przestał robić te zabronione rzeczy, to chyba bez problemu zszedłby poniżej 3:00.

-
2013/05/09 13:13:34
Będziemy dopingować naszym ultrasom:))
-
2013/05/09 13:16:33
Zapisałam się na DFBG... ale na dystans tylko półmaratoński;)
chcę też pobiec półmaraton we Wrocławiu
a we wrześniu... czas na Zielone Sudety;), chcę po górach zamiast po asfalcie spróbować swoich sił;)
-
2013/05/09 15:34:23
Rob, późno, ale dzięki za ligę.

Kurczak, chciałabym biegać trochę inaczej, ale właśnie - nie powinnam. Mogę, wolna wola, ale to byłoby nierozsądne, zbyt kontuzjogenne. Przede mną jeszcze godziny ćwiczeń stabilizacji, by móc chęci zamienić w rozsądny plan.
Dziś bardzo mi dobrze z tym, że biegam, że od dawna jest bez bólu, kontuzji, tak, jak (generalnie) lubię. Jakiś progres w cyferkach też, ale przede wszystkim to frajda móc pobiec lekko 2 maratoniki w 2 tygodnie, a kiedyś złamać się na jednym (wiem, jeden i mocno byłby lepszy). Przyjemnie móc przesuwać granicę. Mieć przygotowanie, a co za tym idzie wolność w podjęciu decyzji, czy jutro pobiec dla zabawy coś dłuższego, bo taką mam chęć, a jakoś w plan da się włożyć ;-)

Nic, wczoraj minutówki, ciężko, niestety, nawet mały stan zapalny miesza. W sobotę życiówki nie będzie, tyle wiem wróżąc po samopoczuciu czy dzienniczku (choć tu może bardziej).
Po weekendzie mała przerwa w bieganiu na koniecznego rzeźnika, a po c.d. pracy pod maraton jesienny. Nie mogę się doczekać!

Fajka, pisałeś, że później, a ten start przyszedł po Ciebie.
-
2013/05/09 21:03:23
Tu Dziki.
Dziki przed pięćdziesiątką pobiegnie maraton poniżej 3 godzin, przyjdzie czas... :-) Na razie spadł mi kamień z serca, nomen omen...Johnson ma świetnego partnera, obiegani razem po Tatrach, Fajka rozwija się od roku jak za przeproszeniem Kamil :-), obaj, Fajka i Johnson, się cieszą, Dziki jeszcze jak się cieszy! Napisałem do Mirka, dyrektora Rzeźnika, jak jest. Jest Super Team! Na pewno! Dzięki Fajka! Dzięki Johnson, mój Mistrzu.
A Dziki dziś nic tylko rower. Wszystko na rowerze i wyłącznie użytkowo. Kontrakt z Uniwersytetem Medycznym, "poproszę o długopis, bo jestem na rowerze"... Razem 78 km z Bielan na Ochotę, potem Mokotów i oglądanie obiektu do wynajęcia na działania Stowarzyszenia, dalej Ursynów (Kabaty) w tym samym celu, Saska Kępa do naszego Klubiku, biuro na Białostockiej na Pradze Północ, po południu na konsultację na Bemowo przez Wolę, jeszcze Żoliborz w sprawach towarzyskich i Bielany do domu. Duża jest Warszawa. Dziki
-
2013/05/10 07:58:56
Tu Fajka.
Masz rację Czepiaczku, ten start przyszedł do mnie. Kocham góry i myślałem o Rzeźniku od dwóch lat. Jednak to nie takie proste znaleźć partnera. Kiedy Johnson zamieścił oficjalne ogłoszenie nie miałem problemu z podjęciem dezycji, bo ta już w głowie siedziała. Rozmowy z Johnsonem (dzięki za zaufanie, postaram się nie zawieść) i Dzikim (dzięki za długą rozmowę, rady, plecak, i w ogóle takie fajne podejście do tego, przecież nie łatwego dla Ciebie tematu), negocjacje (na szczęście prawie bezbolesne) w domu - i jest decyzja. Zgadzam się też z Tobą Stenie, że spontaniczne decyzje przynoszą wiele radości :) Wierzę w to mocno, choć Rzeźnik to dla mnie wielka niewiadoma. Jak dotąd na poważnie sprawdziłem się w górach raz, w Tatrach z Johnsonem, i wierząc Johnsonowi, który widział co mogę, jestem dobrej myśli, aczkolwiek pełen pokory, bo ja obdarzam góry miłością odpowiedzialną. Może to i szaleństwo, porywam się na Rzeźnika, ale wiele razy podejmowałem w życiu ważne decyzje w ciągu minuty, i były to decyzje dobre.
Nie się dzieje.. :)
Miłego dnia Biegacze.

Ps. Sten, wiem że mamy z Johnsonem spać tam gdzie Ty i Twoja ekipa. Napisz proszę coś więcej na: fajka@gazeta.pl
-
2013/05/10 09:07:03
Fajka - wszystko załatwione. Nocujesz z nami. To już 4 drużyny pod jednym dachem. To musi się zakończyć spektakularnym sukcesem.
-
2013/05/10 09:16:34
Dzięki Stenie - Ty to jesteś Szybki Bill ?
-
2013/05/10 09:17:04
Miało być - Szybki Bill !
-
Gość: , *.wroclaw.dialog.net.pl
2013/05/10 09:41:00
i jak tu nie zauroczyć się waszym rzeźnikiem...
dziki - mam plan podobny ale lat więcej więc wiosen mniej (na realizację): jedna wiosna i dwie jesienie w zasadzie pozostały czyli tylko trzy strzały
marsz
-
2013/05/10 10:01:54
Najważniejsze, że skończył się wiosenny okres gadania o życiówkach. Powoli dostawałem alergii na hasło "życiówka".
-
2013/05/10 10:53:31
Zrobiłem we środę piękny trening na bieżni. 10x 300m (58 sek lub trochę mniej każda) / 300 m truchtu i w niedzielę pierwszy raz w życiu odwiedzę Białystok żeby pobiec połówkę - postaram się biec na życiówkę, chociaż będzie to b.trudne... ale w końcu wyniki są w tym najważniejsze. Na emeryturze będę się mamił, że truchtanie przed siebie daje jakąkolwiek przyjemność. Przyjemność to ns i wyprzedzanie wszystkich w drugiej części zawodów no i przełamywanie własnych ograniczeń. Wszystko inne to romantyczne oszukiwanie siebie. Sport to sport ;-P ;-))))
-
2013/05/10 11:13:40
Sorry, że wracam do tematu przerywając na moment dyskusję ultra.
Czy obecni na blogu dziennikarze (;-) moją może jakiś komentarz w sprawie, o której pisałem trzy dni temu, tzn. o kompletnym braku artykułów pokazujących problemy związane z bieganiem?
Tak mnie jakoś to interesuje...
;-)
-
2013/05/10 15:46:27
OK, nie trafiłem jeszcze na taką historię po prostu
-
Gość: maciek, 195.42.249.*
2013/05/10 16:08:51
OK123: znalazłem kiedyś taki artykuł:
health.yahoo.net/experts/dayinhealth/running-may-be-harmful-your-heart
ale nie chcę go komentować.
W moim przypadku arytmia znacznie zmalała od kiedy zacząłem biegać, ale "Correlation does not imply causation" więc nie komentuję.
-
2013/05/10 21:28:51
Tu Dziki
OK - mam w pracy kolegę, wszak Stowarzyszenie Terapeutów to głównie biegacze... :-) Krzysiek ma 32 lata. Jest kierownikiem Zespołu Pracy Środowiskowej, świetnym terapeutą, uczył się terapii w Anglii, potem u nas w stowarzyszeniu, był w młodości lekkoatletą. Był w szerokiej kadrze średniodystansowców, budowali w PZLA drugi Wunderteam. Krzysiek opowiada o treningach - kto przetrwa treningi ten będzie robił wyniki, kto nie robi wyników idzie na śmietnik, poszedł Krzysiek na śmietnik z kontuzją na całe życie, tych dwóch sekund na 400 metrów brakowało, mocniejsze treningi, nie ma sekund, trwała kontuzja, do widzenia. Tej bezwzględnej selekcji zawdzięczam świetnego partnera zawodowego i kolegę. To był sport wyczynowy. Ale amatorski czy nie próbuje tak właśnie rządzić? Plany treningowe. Weźmy klasyka, Guru Skarżyńskiego, plan na określony czas w maratonie. Kto przeżyje, na pewno osiągnie cel. Na tej podstawie Dziki może napisać plan treningowy na złamanie 2 godzin, kto wykona przygotowanie i BPS, na pewno zejdzie poniżej 2 godzin. Mój pierwszy i jedyny trener, bo w zeszłym roku wziąłem trenera, muszę to uczciwie napisać, zajechał Dzikiego. Uczciwie robiłem szybkość, podbiegi, po trzech miesiącach pierwsze ostrzeżenie - arytmia, skurcze dodatkowe. Takich treningów nie robiłem nawet w połowie, kiedy regularnie biegałem w okolicach 3:20, 3:15. A celem było 3:10. W tym czasie ani razu nie spotkałem się z trenerem, no raz na BPPW na ustaleniu celów, potem korespondencyjnie jedynie, Picta nie zajechał ten trener, Pictowi i innym pomógł, inny "materiał", może... Wziąłem trenera - psychologa, żeby ustawić sobie przede wszystkim głowę, taki był kontrakt z mojej strony, a tu 12 X 200 m po 2'30 itp, na tych treningach robiłhym teraz 2:55 jak skowronek, czułem to, że za mocno, ale trener mówi, miałem ambicje, zaufanie pełne, aż do pewnej granicy...
Tobie Pict życzę pobodzenia, a trener działał w dobrej wierze, Dziki też, nie ma tu winy. Może jedno wiem. Nie wierzę w korespondencyjne trenowanie, bez rozmowy, kontaktu, jak nie wspólnego biegania, to chociaż obecności trenera na treningu. Sorry John. Sorry Jurek Skarżyński, Daniels, sorry Peter Greif. To do Ciebie OK - o tym, jak Dziki pogorszył się, aż wysypał się... :-)
A Dziki dziś nic. Hania wróciła z Zielonego Przedszkola, czekaliśmy z innymi rodzicami 2,5 godziny, nie starczyło czasu na Dziki coś... Dziki
-
2013/05/10 23:01:24
Dlatego jeśli trener komu potrzebny, to taki czuły, co z sercem spojrzy na zawodnika, a nie taki co postawi mu zaraz selekcjonerską poprzeczkę, bo z nim w mlodości nikt się przecież nie pieścił, a on przeżył i tak. Mnóstwo historii o selekcjonizmie i wyzrzucaniu na śmietnik slyszałem, może dlatego, że żaden ze znajomych nie ma słynnego nazwiska. To tzw "polska szkoła". Młodzik ma robić wynik dla klubu, młodzik jest nikim.
Jeszcze trzeba zdefiniować co to amator. Amator to nie były zawodnik klubowy co się do nas, talentów co najwyżej podwórkowych, uśmiecha fałszywie i mawia: my amatorzy...
Myślę jednak, że OK123 pyta o szkodliwe uzależnienie od biegania wśród nas - amatorów prawdziwych, którzy się zachłysnęli magią cyferek i uganiają się za nimi jak by im kto za to płacił, jak zawodnikom klubowym, a zaprawdę powiadam Wam, my nie odbierzemy swojej nagrody. Nasza zapłata jest gdzie indziej...
-
Gość: podopieczny_bartek, *.centertel.pl
2013/05/11 01:21:35
Johnson, dla nas nagroda jest na mecie, po dobrze " pobiegnietych" zawodach:)
-
2013/05/11 07:17:02
Cześc! To ekipa na Rzeźnika się zbiera :-). Fajka, super :-). Wiem, że Bury się komuś już wygadał, że pomimo mojego odgrażania że już nigdy (nigdy nie mów nigdy), biegniemy (z puli organizatorskiej), trenujemy i jak to mówi premier Oleksy - wracamy i będziemy k... ostrzy jak brzytwa ;). Dziki, wiem, że Ty też wrócisz i dopiero się będzie działo. Wczoraj przebiegliśmy w szczerym słońcu Koniczynkę Trial Maraton (4:31), a w niedzielę biegniemy w deszczu (?) Silesię. Jak przeżyjemy (pamiętam Dziki o Twoim casusie), to powinno byc dobrze na Rzeźniku, choc wiadomo, że tam to dużo też zależy od pogody. Pozdrawiam!
-
2013/05/11 09:28:10
Silesia odpływa z deszczem...
Więc może za tydzień Opole - trasa nieprzyjazna wózkowi.
Zdrówko!
-
2013/05/11 13:23:19
z trenerem znamy się przyzwoicie, widujemy rzadko, korespondujemy obficie
ale nigdy (poza nielicznymi wyjątkami potwierdzającym tę regułę) nie dostałem
cyferek wyznaczających tempa treningu: interwały, II zakres czy bnp - wszystko
na samopoczucie - szlag mnie jasny z tego powodu trafiał na początku ale powoli, stopniowo zacząłem tę swobodę doceniać i lubić

mnie samemu, przy wybujałych ambicjach i braku cierpliwości, byłoby trudno, prawdopodobnie nie przebiłbym się przez 3:30, zniechęcił i zrezygnował,
tego ostatniego jestem zresztą teraz blisko, jest kryzys, nie w relacjach z trenerem,
w organizmie i gospodarce, mam nawet teorię, że mają ze sobą coś wspólnego
marsz
-
2013/05/11 13:46:08
coś dla ultrasów, chyba będzie dobre miejsce świerca

www.facebook.com/salomonrunningpl
-
2013/05/11 17:11:09
O...jest i kaznodzieja wśród nas czyli tych, którzy kiedyś chodzili a teraz biegają oraz tych, którzy kiedyś biegali a teraz chodzą:);
Panowie - miło Was było dzisiaj spotkać na III Biegu Pamięci:)
-
2013/05/11 19:25:41
Marcin Świerc - 10!!!
A jutro może do Bartkowa... jak przestanie padać.
Polecam ten bieg - szybka trasa, cały czas w lesie. 5 km i nawrót.
No to, zdrówko!
-
Gość: , *.icpnet.pl
2013/05/11 20:18:42
Andante, będzie dobrze, czyli co będzie? Trzecia Połonina ?:) Bury mnie się wygadał, udzieliłem porady zdrowotnej i milczałem jak grób, zgodnie z zakonną regułą :) A niedawno zobaczyłem Was na liście, widać że przypadłość uleczona :) Poczekacie z Wyspio brothers w Wołosatem?
Fajka, raport z soboty. Razem 6h akcji, w tym 4,5h biegania. Najpierw 13km nad Wartą, po 5:09. W środku przerwa na konsumpcję, żeby sprawdzić jak się biega na wieprzowinie, a potem przejazd pod Dziewiczą Górę, na której 25x 1km i +/-1000m, po 7:40. Ćwiczyłem kijki i na razie obręcz barkowa zabiera sporo tlenu, ale tempo było na 10h w Rzeźniku. Tak to łatwo idzie na małej górce. Jak Twoje Sowie?
Fajka, nabądź zawczasu ten [a="www.sklep.napieraj.pl/product-pol-82-Krem-ochronny-Xenfit-Second-Skin.html]kremik [a/]. Mi się już prawie skończył i na dwóch nie wystarczy. Pozycja obowiązkowa na biegi ultra.
-
Gość: rob, *.dynamic.chello.pl
2013/05/11 22:52:56
a jak tam nasi jutro ? kibicujemy komuś w Pradze i Katowicach?
-
Gość: podopieczny_bartek, *.dynamic.chello.pl
2013/05/11 23:15:28
No i jak nasi dzisiaj w biegu pamieci???? Wojtek nic sie nie chwalisz, a podobno bylo 8 msc open na dyche?!
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2013/05/11 23:34:35
-
2013/05/11 23:47:40
W sumie to chyba fajny bieg jest:) czasy nie powalają:/ jedyne co to tak swojska atmosfera.... Ja dałem dziś z siebie dużo (tętno cały czas 175-180) a tempo gorsze od życiówki i to znacznie... Nie wiem co się dzieje, kolejny nie udany start :( idę sobie jutro wolno pobiegać.

Jest jednak światełko w tunelu a mianowicie moje dziecko :) 15 lat i prawie z marszu 19:17 na piątkę:) ma chłop talent, tylko po kim????;)
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2013/05/12 00:13:14
kya baat hai kamilaapke soch vichaar aati uttam hain.lekin blog mein jo aaapne baatein likhein hain unka matlab bhi samjhaa dete to aacha hota..waise bahut badiya!!!
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2013/05/12 06:48:59
Ziggi junior jest dowodem na to jak stopniowo gnuśniejemy już od szkoły podstawowej, oby on i jemu podobni nadal ruszali się a nie tylko klawiaturę
-
2013/05/12 09:43:30
Johnson - Ja wczoraj znacznie krócej, warunki ekstremalne (deszcz, błoto). Długi, spokojny podbieg z Kamionek na W. Sowę, początkowo asfaltem, a potem czerwonym, w sumie 9,5 km ciągłego podbiegu. Potem dłuższą pętlą w dół (błoto, kamienie, korzenie, itp). Przed szczytem brodziłem w błocie, ale było ok. Z górki gładko, jak mówiłeś krótkie kroki, na śródstopiu. W poniedziałek, jak szlaki trochę przeschną zrobię 30 - 35 km., innymi trasami, góra - dół, góra - dół. Do Rzeźnika zrobię jeszcze kilka treningów po górach. Jestem dobrej myśli. Krem nabędę.
Miłego dnia Biegacze.
-
2013/05/12 11:08:05
Non omnis moriar!!!


JOHNSON używa kijków w Biegu!!!! Zapamiętajmy tę datę Kochani!!Ważna w dziejach świata.

Deszcz opanował wszystko nawet wyprawę w Bardzkie dzisiaj.
1,5
No nie dało się....
Wyspia szalały wczoraj, może się pochwalą:) Ładnie pogrzali....to wieści z tej strony gór.

Pope
-
2013/05/12 12:52:24
Fajka - umiejętność szybkiego brodzenia w błocie pod górkę to najbardziej przydatny trening na Bieszczady :) A nalało Ci się do butów? Przed pierwszym Rzeźnikiem zrobiłem sobie maraton nad Wartą po podmokłych łąkach, żeby tego doświadczyć :) Miałem wczoraj nadzieję na coś takiego ale u nas piachy i piątkowe ulewy zdążyły wsiąknąć. Zresztą moje Inov Flyroc ochrzciłem już mianem dziurkaczy błotnych, super kołki mają...

Pope - to Ty mnie nauczyłeś, inaczej bym za Tobą nie nadążył na Przejściu :)
-
2013/05/12 16:58:15
Johnson - trochę się nalało, ale błoto starałem się omijać i przeskakiwać. Nie zawsze się udawało. Wiesz, lubię błoto :) Więcej szkód narobiły kałuże i jeszcze niebłotne rozlewiska. Dziś już nie pada, przebija się słońce. Jutro w Sowich będzie dobrze.
-
2013/05/12 19:40:47
Wszystko opiszę jutro. Generalnie NIE JEDŹCIE DO BIAŁEGOSTOKU. Razem z 50-60 innymi biegaczami z czołówki (od mniej więcej 15 miejsca) zgubiliśmy trasę, bo nikt jej nie oznaczył, ani nie pilnował. Połówka wyniosła 23,6km. Na 15km byłem 25ty i wyprzedzałem. Na mecie... 110. To by było na tyle na dziś. Nie wszyscy powinni zostawać organizatorami biegów ulicznych.
-
Gość: 1.marsz, *.dynamic.gprs.plus.pl
2013/05/12 20:41:35
niewiele biegam (45 km/tydz.), starty odpuszczam (dziś dyszka w bartkowie), robię trochę ćwiczeń a' la hata joga i a' la chata sprawność
marsz
-
2013/05/12 21:08:24
pict - czytałem na fbooku. fatalna przykrość.
fajka - fajnie, że biegniesz Rzeźnika z Johnsonem. trudno wyobrazić sobie bardziej dobraną parę :-)
-
2013/05/12 21:36:07
A my wczoraj z bratem-rzeźnikiem spontaniczny maraton Masywu Śnieżnika. Mój trzeci w przeciągu trzech tygodni. Namawiałem Popa na udział, ale niestety nie mógł. Wyszło 43,70km, z "zyskiem elewacji" 1800m, w 5:37, średnie tempo 7:43. Pogoda koszmarna, czyli idealna na trening. Przez pierwsze 3 godziny ulewa, potem mżawka, ostatnie dwie godziny już bez deszczu. Ból po wydatku na dobrą kurtkę minął. Brat przemókł i zmarzł na śnieżnickiej połoninie, biegł przykurczony dopóki nie zbiegliśmy kilkaset metrów niżej. Całość w mokrych butach - potrzebowałem takiego treningu. Były fragmenty, gdzie trzeba było omijać błoto i kałuże, nie dlatego żeby się nie zamoczyć, ale żeby nie stracić obuwia. Strasznie się na tym skakaniu z kępy na kępę traci, bo błoto jest głównie na płaskich fragmentach.

Kącik Kotliniarski - zmapowaliśmy kolejne 20km biegu wokół Kotliny. To ostatni lap (bez 300m końcówki) connect.garmin.com/activity/311280289. To najtrudniejszy fragment całej trasy. Największe podejście, ale przede wszystkim najdłuższy zbieg (850m w pionie). Na tym odcinku sa dwie pułapki nawigacyjne - pierwsza jakieś 300m w pionie od szczytu, gdy do zielonego szlaku dołącza czeski czerwony. Tuż za drewnianym pomostem trzeba odbić w prawo do lasu z czeskiej ścieżki i trzymać się zielonego. Potem już za Międzygórzem przy podejściu na Igliczną czerwony wchodzi do lasu w niewidocznym po wycince drzew miejscu, a ścieżka po maszynach leśnych prowadzi prosto. A przy sanktuarium niespodzianka - droga z kostki brukowej, rok temu jej nie było.

A dziś wygrałem z Kemboim. Byłem po drugiej stronie rzeki, kiedy zauważyłem, że sie zbliża do mostu, z którego chcialem zrobić mu zdjęcie. Starał sie jak mógł, ale mimo wózka z dzieckiem, dobiegłem na miejsce pierwszy i zdążyłem pstryknąć fotkę. Nie wyglądał na zadowolonego;). Widząc dzisiejszą pogodę, cieszyłem się, że dałem sobie spokój z myślą o porawce CPN-u.

A w sobotę biegnę tu: www.sutr54.cz/. Ultra pod domem, 72km, cztery pętle po 18km i +/- 500m każda, bez wpisowego;)

Dziki - małżonka żałuje, że nie będzie Dzikiego w Farfurni. Czy może jednak przyjedziesz?

Fajka, Bury, Andante - będzie się działo! Wy też do Wołosatego?



-
2013/05/12 22:54:18
Dziś był ZIELONY Bartków. Po miejskich biegach niesamowita odmiana. Trasa 100% w lesie i po przyzwoitym asfalcie. Wyszło jednak znacznie wolniej niz się spodziewałem. Ostatnio (2 tyg) nie biegałem szybko. Była "połówka" w Jeleniej po 4.50 tydzień temu. I jakoś nie byłem w stanie dziś wskoczyć na 4.20 (tempo piątek i dwójek z połowy kwietnia). Dyszka zaliczona w 45.54(aż, bo życiówka i tylko, bo miało być szybciej)
Maciek zadowolony!
Bartków - polecam!!!
-
Gość: rob, *.dynamic.chello.pl
2013/05/12 23:01:34
brawo pjachu :) wpisuj wynik do ligi.
A w Biegu Pamięci biegł jeszcze Tomik ale wydaje mi się, że wynik chyba poniżej oczekiwań. Za to syn Ziggiego rewelacja. Tak szybko to ja nie pobiegnę chyba nawet za rok :)
-
2013/05/13 07:50:42
Poszli za ciosem....
MARATON BIESZCZADY 47, 438 KM:)
13 PAŹDZIERNIK

way2a.com/track_details/1644,maraton-bieszczadzki

Pope

O mnie


Kim jestem? 25 temu pod koniec studiów zostałem dziennikarzem, pracuję teraz w 'Newsweeku'. Przez ponad 20 lat byłem dziennikarzem 'Gazety Wyborczej' w tym reporterem 'Dużego Formatu'. W 'Gazecie' współtworzyłem z Piotrem Pacewiczem akcję Polska Biega.
Bo jestem maratończykiem-amatorem. Pierwszy maraton przebiegłem w 1996 roku, teraz mam ich na koncie ponad 50, czyli już więcej niż lat. Żeby nie pisać bzdur na temat treningu, zrobiłem też kurs instruktora, a potem trenera lekkoatletyki.
Do tego jestem normalnym facetem. Mam rodzinę - Moją Sportową Żonę i córkę w klasie tenisowej. Mam dwójkę dorosłych już dzieci - córkę studentkę i syna fotografa (Jaś umarł w 2013 roku, ale w sercu go mam). Mam Małego Yodę - Misia Świata - który urodził się w roku 2014. Mam znajomych i przyjaciół - takich z którymi biegam i z którymi nie biegam.
Jem, śpię, zarabiam pieniądze, oglądam mecze w TV, wieczorami grywam na pianinie, od czasu do czasu w ping ponga, tenisa, badmintona, siatkówkę, jeżdżę na rowerze, na nartach i pływam żabką (ale to słabo - za słabo, żeby myśleć o triathlonie). Robię normalne rzeczy.
W tym blogu chcę pokazywać jak normalne życie plecie się z biegowym.

Kancelaria Sportowa




Polecam