Blog o bieganiu i życiu codziennym
Blog > Komentarze do wpisu

Srebrny medal

Stajemy na starcie, zimno, cudownie i jedziemy. W głowie mam liczby, które mają określić moją wartość. Tak jak euro wart jest ileś złotych, tak Staszewski wart jest ileś minut, ileś minut poniżej trzech godzin, a ile, to się okaże właśnie za niecałe trzy godziny.

Ruszamy o 8.45. Pod wiatr, ale się tego nie czuje. 4:06, 4:03, 4:01 i podbieg, tu 15 sekund planowo tracę. Na górze Dziki na rowerze, dołącza, zrobi mi ajfonem fotoreportaż z biegu, z chwil chwały i z momentów zdychania.

To koło Kancelarii Premiera. Beata podpisz.

4:03, 4:00, 4:07, 4:02, 4:00. Tempo-cieszynka. Dziki co jakiś czas mnie stopuje ostrzegawczym "3:59", robię rzut oka na stoper i odpowiadam "tętno 168". Czyli, że mogę, parametry pozwalają tak biec. I wiatr pomaga. Potem odbierze.

Bo ja już wiem, że odbierze. Ja czuję, że w środku jestem jak ta naoliwiona maszyna, ale między trybami czuję trochę wody, jakiejś niepotrzebnej wilgoci. Ja mam ten cel 2:54:xx w sercu, ale w głowie wiem, że dziś pozostanie w sferze marzeń. Ja jestem gotów walczyć jak cholera o wynik, jak na półmaratonie, ale maraton to jest potwór zbyt duży, smok zbyt potężny, żeby go walecznością samą zwyciężyć. Ja wiem, że tu będzie rządzić fizjologia, a głową można tylko jak najwięcej z tej fizjologii wyciągnąć.

Ile? Ile sekund poniżej trzech godzin? Jak daleko od celu, jak blisko? Na połówce będę miał czas idealnie na 2:55:00.

Przed połówką czeka Moja Sportowa Żona z połówką banana (a jestem już po jednym żelu), Małym Yodą i małą reprezentacją Rabki-Zdrój. Podbiega, mówię jej (podobno, znam z relacji), że jest nieźle i jednocześnie temu (ponoć) zaprzeczam.

Za połówką niespodzianka. Nikt jeszcze nigdy nie zrobił dla mnie transparentu na biegu (tylko jak parę lat temu przyjechałem do Rabki na rowerze z Warszawy, to MSŻ z reprezentacją Rabki witały mnie z trasparentem). A tu czeka Podopieczny Adam z rodziną i wielką płachtą z wypisanymi życzeniami i logo Kancelarii. Adam, zachowasz na jesień?

- Cukier ci spada, chcesz żel? - mówi Dziki. Nie wiem, ile razy, ale dużo. Twierdzi że mam momenty, kiedy zaczynam przysypiać. Wiatr je wydobywa i wyostrza. 4:11, 4:17, 4:20, żel, 4:08. Ale następny znów 4:17, a potem najsłabszy kilometr, trzydziesty w 4:37. Marzenia o 2:54 odbiegły już daleko, że nawet tętent ścichł, słychać za to z oddali galop goniącej mnie trójki.

- Słyszałem, żeś rycerz sławny, stawaj waść - tak mówi mi Dziki w naszym rytuale przed każdym ping pongiem. Staję. To znaczy nie staję, tylko przyspieszam. I jeśli z czegoś mogę być dumny po tym średnio udanym biegu, to z tego jestem dumny potwornie. Kiedyś takie kryzysy mnie miażdżyły, mogłem się do mety tylko czołgać. Pełzać, czołgać, słaniać. A teraz otrzepuję pióra, przestaję na wiatr narzekać, tylko łapię wkurw w żagle i jadę. 4:07, 4:07. Można? Można. Nie zbyt długo, potem znów trzy kilometry słabsze, ale potem znów dwa poniżej magicznej bariery 4:15 (chyba to wtedy poprosiłem Dzikiego: - Zmuś mnie do żelu za kilometr).

Jadę jednak do celu. Tnę się z Danielem-Źrebakiem (na zdjęciu obok) - był pierwszy na połówce, a w naszej rywalizacji w zasadzie zawsze oznacza to, że będzie drugi na mecie. Wmuszamy Danielowi z Dzikim żel, bo Dziki ma tego całą torbę, podarunek od Antoniego Cichończuka, człowieka-legendy. Wtedy Daniel jak rasowy źrebak się podrywa, aż w końcu robię mu Janów Podlaski i zostawiam z tyłu. Daniel na mecie będzie szczęśliwy, że się nie poddał, nie odpuścił, chociaż nie złamał trójki. Może przestał być źrebakiem, skoro umie się ucieszyć z tego co ma?

Stado na trzy godziny dopada mnie kawałek przed nawrotem. Ostatnie dwa kilometry przed nawrotem mam znów słabe, ale zjadam chyba ostatni, piąty żel, skręcam na most. I zaczynam rozliczenie z kasjerem. Kasjer dupa czy Wojtek dupa?

Mijam matę na 40 kilometrze. Patrzę na zegar i odkrywam, że już nie tylko obrona Częstochowy - jak mówiłem Dzikiemu od dobrych dziesięciu kilometrów - ale jeszcze można zawalczyć. Różnica między 2:58:59 a 2:59:01 jest żadna i ogromna zarazem. Chcę wygryźć sobie na tym medalu, który czeka na mecie, mocniejszy ślad. Utargować mniejszą stratę. Poprawić się matematycznie. Przez ostatnie dwa i pół roku tylko dwa razy złamałem trójkę na maratonie i to o sekundy, z przodu było 2:59.

Wystarczy tylko, że pobiegnę końcówkę - 4,2 km - poniżej 9 minut. Z mostu jest lekki zbieg, wychodzi - 4:01. Potem leciutki podbieg koło stadionu - 4:12. Ostatnie metry w tempie 3:37 min./km. Można? Cały ten ostatni odcinek w czasie tylko o jedną sekundę wolniejszym niż biegają byli olimpijczycy atakujący 2:45 i dobiegający w 2:49 (gratuluję Tomek debiutu w maratonie, chociaż przy twoim poziomie biegowym i doświadczeniu sportowym pewnie jesteś rozczarowany wynikiem bardziej niż ja).

2:58:53. Zdycham jak dawno nie zdychałem. Na metę wjeżdża ze mną Dziki (serio), a za linią czeka grupka byłych Podopiecznych zapewne po wyściskaniu Tomka.

Rob z synem Ziggiego robią fotoreportaż ze zwycięstwa. Dostaję srebrny medal.

Zwyciężyłem ślimaka, który zwijał różki. Nie sięgnąłem do gwiazd, ale znam drogę to heaven. Zrobię, Dziki, tak jak poradziłeś po biegu - przestanę się wygłupiać z bieganiem wolnych treningów w tempie, które w tabelach Danielsa przynależy w mojej linijce do truchtu. I dołożę jeszcze objętości, dostałem od MSŻ na imieniny super plecak biegowy, w sam raz do biegania po mieście.

Tydzień regeneracji i zaczynamy projekt Złota Jesień.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016, wojciech.staszewski

Polecane wpisy

  • Do zobaczenia w nowych stronach :-)

    Słuchajcie! Ważne ogłoszenie. W życiu każdej Kancelarii przychodzi taki moment, że się zmienia na lepsze. Kancelaria Sportowa Staszewscy nazywa się teraz KS Sta

  • Na początku był Rzeźnik...

    Już na początku pierwszej kadencji rządów PiS rozpoczął się atak na biegaczy. W maju 2016 roku odbyła się tzw. Pierwsza Batalia o Rzeźnika. Władze Bieszczadzkie

  • WWW 20.16

    Wiosenna Wyprawa Wujów - WWW - zmasakrowała mnie energetycznie jak maraton. Jechaliśmy już czwarty rok z rzędu w gronie tzw. wujów, który to termin powstał na p

Komentarze
2016/04/25 23:22:31
brawo wojtek! to imponujące, że nie złożyłeś się pokornie w trucht po tym km w 4'37:)
marsz
-
2016/04/26 01:01:31
Tu Dziki. Tak było. Wiosna nasza i jesień też nasza. Dziki
-
2016/04/26 06:12:02
super! gratulacje!
-
2016/04/26 07:49:06
Wojtek - gratuluję i dziękuję... z tym rozczarowanie to rozumiem, że to taka prowokacja dziennikarska:) swój cel zrealizowałem z minutowym zapasem:) Jeśli jesienią chcesz zrealizować swój proponuję żebyś zamiast objętości dołożył siłę biegową (crossy, dynamiczne podbiegi) i ogólną ponieważ tu masz widoczne braki.
-
2016/04/26 09:25:26
Beztlen - dzięki, rady przyjmuję do przemyślenia. Ale twój cel 2:49, jeśli taki miałeś, wygląda nader asekurancko. Powinieneś biegać maraton w 2:42-2:43, tabele Danielsa i LiczydloBiegowe są na twoim poziomie dość zgodne.
-
2016/04/26 10:31:55
John - wszystko zależy od priorytetów startowych i rodzaju treningu. Dla Ciebie priorytetem jest maraton a dla mnie 10 km i oprócz truchtania po 6:20/km z grupami, realizuje trening pod ten dystans ( w miarę możliwości). Można z tego pobiec dobry półmaraton, ale trening maratoński to zupełnie inna bajka. Mój start w maratonie był eksperymentem, w pełni udanym eksperymentem:)
Tabele i tabelki oczywiście tego nie uwzględniają. Dlatego tak ważny w naszym fachu jest warsztat trenerski, doświadczenie i znajomość fizjologii by nie trenować siebie
i innych intuicyjnie lub według ogólnie dostępnych schematów treningowych dla wszystkich czyli dla nikogo.
-
2016/04/26 12:39:56
No dobra, złośliwość za złośliwość ;-) Biegamy dalej.
Krosy, gdzie ja w tych Kabatach znajdę teren na krosy? Chyba przyjdzie mi jeździć z rodziną do Puszczy i urywać się na 45-minutowy trening. Ale czy to kros, czy wybieganie - muszę podkręcić tempa do bliższego tabeli Danielsa. Progowe po 4:00 jest poza moim wyobrażeniem, ale easy po 5:00 - czemu nie. Tylko muszę się go nauczyć na krótszych, godzinnych treningach, zanim w lecie zastosuję na wybieganiach.
Tak to dziś widzę.
-
2016/04/26 16:12:34
Taka ciekawostka: Marcin Świerc przebiegł w sobotę w Szczawnicy 43 km w górach w czasie 3:15 !!!
-
2016/04/26 17:51:56
a ola niwińska 139,5 km w 12h:)
marsz
-
2016/04/27 20:45:00
Przepraszam, ze byc moze naduzywam goscinnosci Wojtka. Czytam bloga od zawsze. Chyba od 2005 r. Dlatego pozwalam sobie na te smialosc.

Od 2007 r. mieszkam we Wloszech.

Dzisiaj skontaktowal sie ze mna organizator biegu maratonskiego w Albie (Wlochy, Piemont). Poszukuje klubu biegowego z Polski, chetnego do udzialu w biegu w roku 2017. Organizator ma zamiar pokryc koszty pobytu (nocleg i wyzywienie) oraz transport dla 6 do 8 osob. Edycja w 2017 r. ma byc wspolfinansowana przez srodki UE.

Szczegolowe informacje zamiescilem dzisiaj na forach Maratony Polskie i Bieganie PL. Watek Bieg/Maraton w Albie. Jesli ktos woli, moze skontaktowac sie ze mna na adres kkonitz1@gazeta.pl.
-
2016/04/28 13:20:44
@kkonitz1- fajny maraton
@Wojtek, Dziki etc. a może by tak wybrać się tam w skaldzie sztafety PL Biega z 2008 ? takie wspomnieniowe "wspólne" bieganko co Wy na to?
-
2016/04/28 22:43:10
Ja lecę. Dziki
-
2016/04/30 19:40:17
Gratulacje! ;) Oby jak najwięcej takich sukcesów ;)

O mnie


Kim jestem? 25 temu pod koniec studiów zostałem dziennikarzem, pracuję teraz w 'Newsweeku'. Przez ponad 20 lat byłem dziennikarzem 'Gazety Wyborczej' w tym reporterem 'Dużego Formatu'. W 'Gazecie' współtworzyłem z Piotrem Pacewiczem akcję Polska Biega.
Bo jestem maratończykiem-amatorem. Pierwszy maraton przebiegłem w 1996 roku, teraz mam ich na koncie ponad 50, czyli już więcej niż lat. Żeby nie pisać bzdur na temat treningu, zrobiłem też kurs instruktora, a potem trenera lekkoatletyki.
Do tego jestem normalnym facetem. Mam rodzinę - Moją Sportową Żonę i córkę w klasie tenisowej. Mam dwójkę dorosłych już dzieci - córkę studentkę i syna fotografa (Jaś umarł w 2013 roku, ale w sercu go mam). Mam Małego Yodę - Misia Świata - który urodził się w roku 2014. Mam znajomych i przyjaciół - takich z którymi biegam i z którymi nie biegam.
Jem, śpię, zarabiam pieniądze, oglądam mecze w TV, wieczorami grywam na pianinie, od czasu do czasu w ping ponga, tenisa, badmintona, siatkówkę, jeżdżę na rowerze, na nartach i pływam żabką (ale to słabo - za słabo, żeby myśleć o triathlonie). Robię normalne rzeczy.
W tym blogu chcę pokazywać jak normalne życie plecie się z biegowym.

Kancelaria Sportowa




Polecam